Strona główna » Pańska 85 – chyba najbardziej luksusowy „chińczyk” w Warszawie
pańska 85

Pańska 85 – chyba najbardziej luksusowy „chińczyk” w Warszawie

Masz dosyć posążków Buddy w każdym kącie, wachlarzy na ścianach i tłustego sosu niewiadomego pochodzenia, gdzie po 10 minutach oczekiwania wychodzisz z lokalu z wrażeniem, że cuchniesz tak, jakbyś sam gotował? Zobacz, co serwuje Restauracja Pańska 85.

Kuchnia azjatycka wzięła szturmem miejską gastronomię, chociaż odnoszę wrażenie, że jej najlepsze lata są już za nami. Był moment, kiedy bary azjatyckie były na każdym rogu, tak jak dziś widuje się budki z kebabami.

W kwestii kuchni azjatyckiej – jesteśmy podzieleni

Cóż, jedni ją uwielbiają a inni wręcz przeciwnie – nie znoszą. Chyba pod adresem żadnej innej kuchni nie ma tylu żartów, co właśnie z popularnego „chińczyka”. Dziś trudno wyrokować co tak naprawdę jest bardziej dostępne – turecki kebab czy chińczyk. Ten pierwszy potrafi przyjąć różne, czasem karykaturalne formy a ten drugi – może być w wersji lux.

Restauracja Pańska 85 – tu jest jakby luksusowo

Powiem otwarcie, że uwielbiam takie miejsca, które zaskakują już od progu. Szczególnie właśnie wystrojem lokalu i klimatem. I tak jak zakochałem się w La Maison, czy Atelier Amaro – tak samo doskonale czułem się w Afrykasach, które przecież pod kątem wystroju są raczej na drugim końcu. Jestem jednak przekonany, że każdy z nas lubi zaznać czasem jakiejś odmiany. Restauracje czy bary z przeciętnym jedzeniem i przeciętnym wystrojem są dostępne na wyciągnięcie ręki, ale do tych lepszych chodzi się nie tylko dla jedzenia. A właśnie dla całej otoczki.

Pańska 85 doskonale buduje taką otoczkę już od wejścia. Stolików jest niewiele, ale dzięki temu każdy z nich zapewnia jakieś poczucie kameralności. Nie masz wrażenia, że ktoś sterczy ci nad ramieniem, popędzając wzrokiem. Dużo tutaj szkła i szlachetnych materiałów wykończeniowych, a to – co uderzyło mnie najbardziej – w powietrzu nie da się wyczuć zapachu jedzenia, czy (na szczęście!) frytury.

pańska 85

Nawet sposób zamawiania dań jest niezbyt standardowy, bo do ręki dostaje się multimedialny tablet, który jest taką nowoczesną kartą. Każde danie można obejrzeć na wielkich i wyraźnych zdjęciach i z jego poziomu złożyć kompletne zamówienie, ale już bezpośrednio do kelnera. Fajne, bo przynajmniej wiesz, co pojawi się na twoim talerzu. A to wcale nie jest takie oczywiste, jeśli nie jesteś znawcą azjatyckich frykasów. 😉

Jedzenie? Świetne!

Cała otoczka potrafi prysnąć niczym pęknięta bańka mydlana, gdy pierwsze potrawy lądują na stole. My zamówiliśmy po jednym głównym daniu i deserze. W Pańskiej 85 jednak nic nas nie rozczarowało. Wszystkie dania były bardzo smaczne, choć jednak trzeba mieć się na baczności w przypadku wskaźnika „ostrości” posiłku. Ja zdecydowałem się na danie oznaczone jako skala ostrości jednej papryczki (na trzy) i pot się ze mnie lał przez cały posiłek. Klaudyna wzięła dwie papryczki i niewzruszona nabijała się ze mnie, domawiając mi lemoniadę.

pańska 85
Paski Schabu – z pędami zielonego czosnku, sos imbirowy z szalotką i imbirem.
pańska 85
Wszystko tu jest tak pięknie podane, apetyczne, smaczne i pachnące świeżością, że chyba nieprędko wrócę do pierwszego, lepszego „chińczyka” z budki na rogu.
pańska 85
Kurczak Gong Bao – soczysty kurczak z woka z prażonymi orzechami nerkowca, suszonymi papryczkami chili, płatki czosnku i imbiru.
pańska 85
Ryż jaśminowy, który dobiera się jako jeden z dodatków do dań głównych. U nas jedna porcja spokojnie wystarczyła na dwie osoby. Chętni mogą jeść pałeczkami, ale bez problemu podadzą ci tu widelec. 😉

Deser

Po tym jak danie główne prawie wypaliło mi przełyk (na szczęście lemoniada jest zimna i kwaśna, co działa jak okład) – desery w Pańskiej 85 wydawały się kompletnym przeciwieństwem. Były tak bardzo puszyste, delikatne (i inne miękkie słowa, jakie można tu wymyśleć) – że aż mnie nieco zaskoczyły. Tu trafiłem trochę lepiej jak Klaudyna, która wzięła sobie mocno instagramowe danie Mochi. Pierożek jednak mocno przypominał nasz polskie pierogi, z tym że jeszcze… nieugotowane. Nadzienie w środku było smaczne – zawierało owoce. Ogólnie nie było złe, ale przez wzgląd, że w Polsce dużą popularnością cieszą się różnego rodzaju kluchy ze słodkim wnętrzem (jak knedle, pierogi z owocami itd.) – nie było też najlepsze. W sumie nie dziwię się, że Azjaci są zachwyceni „naszymi” pierogami.

pańska 85
Mochi – tradycyjny deser z mąki ryżowej i mleka kokosowego, nadziewany owocami.

pańska 85

Ja przez chwilę (dopóki moja żona stwierdziła, że się zamienimy) – cieszyłem się wyśmienitym puddingiem z mango. Cudowne, rozpływające się danie, które z chęcią powtórzyłbym w domu, gdybym tylko znalazł „zawsze wychodzący” przepis. Miód w gębie i w ogóle mniam.

pańska 85
Puding z mango – z sorbetem mango.

pańska 85

Czy warto? Tak!

Do restauracji Pańska 85 zachęcam wybrać się chociaż raz. To naprawdę zaskakujące miejsce i gdy Klaudyna powiedziała mi, że zabiera mnie do najbardziej luksusowego chińczyka w Warszawie, to myślałem, że stroi sobie ze mnie żarty. No bo co sobie pomyślisz, gdy ktoś zaproponuje ci, by na randkę pójść do „chińczyka?”. A tutaj jest fabularny zwrot niczym w dobrej komedii romantycznej – nastawiasz się na coś zupełnie, zupełnie innego (gorszego), a otrzymujesz coś, co wspominasz z sentymentem przez kolejne miesiące. A skoro jedzenie broni się dodatkowo, to dlaczego nie?

Restauracja Pańska 85

ul. Pańska 85, Warszawa
www.panska85.com.pl

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Cześć!

Świat dzieli się na tych, którzy nie lubią zapachu benzyny i na tych, którzy go uwielbiają. My jesteśmy z tych drugich. Na tym blogu pokazujemy wszystkie fajne miejsca, które warto odwiedzić w Polsce. Nie musisz się już więcej zastanawiać co robić i gdzie iść w weekend. Z nami spędzanie czasu stanie się proste!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub nas!