Strona główna » The Illusionists Live – najlepsi iluzjoniści prosto z Brodwayu w Warszawie!
the illusionists

The Illusionists Live – najlepsi iluzjoniści prosto z Brodwayu w Warszawie!

Kiedy podczas konferencji znika zegarek, zasłonięta karta nie jest dla magika żadną tajemnicą, a uwolnienie z więzów zajmuje mu ledwie kilka sekund - to już wiesz, że jest na co czekać.

Każdy, jako dziecko chciał się nauczyć jakiejś magicznej sztuczki. Wyciąganie monety zza ucha, królika z kapelusza, czy zamiany różdżki na bukiet kwiatów. To standardowe sztuczki serwowane na większych imprezach magicznych, które chyba wszyscy znają. Możliwe, że poznałeś też mechanizm ich tworzenia. Mimo to mało komu udaje się je opanować. A przecież to tylko preludium do wspaniałego świata magii, a właściwie – iluzji.

Andrew Basso to obecnie najsłynniejszy iluzjonista na świecie, specjalizujący się w ucieczkach.

W październiku był w Warszawie, by zapowiedzieć The Illusionists Live Polska. To wielkie wydarzenie pełne magików, iluzjonistów i wynalazców, które pierwszy raz zagości w Polsce.

the illusionists
Photosounds.pl/Maciek Drewniak

Kiedy na prasowy briefing wszedł niepozorny Włoch ubrany w czarny strój – ciężko było uwierzyć, że o to przed nami stoi najlepszy z najlepszych. Człowiek, który potrafi wydostać się z wielkiej, przeźroczystej skrzyni wypełnionej tysiącami litrów wody w ciągu raptem kilkudziesięciu sekund – mając jednocześnie zawiązane ręce, a nogi przytwierdzone do podłoża. Przesympatyczny człowiek o fantastycznym poczuciu humoru zaczął jednak opowiadać swoją historię, że nie zawsze na jego występach jest kolorowo.

I tak jego popisowy numer kiedyś mu się nie udał.

Sam podkreśla, że sztuka ucieczki to żadna iluzja, tylko doprowadzona do perfekcji – umiejętność panowania nad własnym ciałem, emocjami, a jednocześnie sztuka budowania emocji na scenie.

Gdy pierwszy raz występował na scenie w Sydney, nie potrafił zapanować nad swoimi emocjami. Sztuka całego numeru polegającego na ucieczce ze skrzyni pełnej wody to umiejętność obniżenia rytmu bicia serca do 40 uderzeń tak, by nie marnotrawić tlenu, który tam na dnie wypełnionego naczynia – jest nam wyjątkowo potrzebny. Wtedy, gdy zanurzał się w wodzie – był tak przejęty swoim występem, że nie udało mu się nad sobą zapanować. W dwudziestej siódmej sekundzie już wiedział, że mu się to nie uda. Na szczęście w ostatniej chwili jego asystenci pomogli mu się wydostać.

the illusionists
Photosounds.pl/Maciek Drewniak
the illusionists
Photosounds.pl/Maciek Drewniak

Jak Andrew Basso podkreśla, praca eskapologa (bo tak się nazywa jego dziedzina) to niebezpieczny zawód. Zawsze zanurzając się w wodzie – ma świadomość, że to może być jego ostatni występ. Iluzjoniście od kart, karty mogą się rozsypać. Magikowi może nie udać się przebrać na czas. Jemu zaś, gdy nie uda się otworzyć kłódki na czas – może umrzeć. Dlatego silnym wsparciem dla niego okazał się… znajomy Polak –  Jacek Pałkiewicz, który zmobilizował go, by jeszcze tego samego dnia wykonał swój popisowy numer drugi raz.

Andrew Basso ma wielki sentyment do Polski właśnie przez wzgląd na pana Jacka. Początkowo to syn Pana Jacka naciskał na spotkanie. Po każdym występie przychodził do niego i opowiadał mu o swoim niezwykłym ojcu. Pan Jacek przepłynął łodzią z Europy do Ameryki i wrócił na piechotę z Syberii po Drugiej Wojnie Światowej. To była wielka inspiracja dla Andrew i dziś pozostają wielkimi przyjaciółmi.

Na tyle bliskimi, że pan Jacek zabrał Basso… na komisariat

Gdy Andrew przyleciał pierwszy raz do Polski, pan Jacek bezpośrednio z lotniska zabrał go na komisariat. Tam kazano go skuć w kajdanki i chciano sprawdzić, czy rzeczywiście potrafi się on oswobodzić. Współczesny Houdini śmiał się na konferencji – mówiąc, że polskie kajdanki nie są najlepsze na świecie, bo trafiał na trudniejsze, a oswobodzenie się zajęło mu około 8 sekund, gdzie w międzyczasie zdążył… ukraść policjantowi zegarek z jego kieszeni.

Chwila z dzieciństwa, która przerodziła się w pasję na całe życie

Andrew Basso zapytany, skąd wzięło się jego zamiłowanie do iluzji – wspomniał, że w wieku 5 lat udał się z mamą do cyrku. Tam zauważył, jak jego matka pozostaje pod ogromnym wrażeniem jednego z iluzjonistów. Postanowił, że sam chce dawać ludziom taką radość i zapragnął mieć własny cyrk. Szybko nauczył się kilku podstawowych sztuczek, jednak dopiero ucieczki dały mu największą satysfakcję. Uczy się mechanizmów, węzłów, zamków i własnego ciała od 7 roku życia, cały czas doskonaląc swoje możliwości. I rzeczywiście, jest w tym mistrzem, bo podczas konferencji prasowej, miał okazję zaprezentować swoje umiejętności.

Dwie osoby wybrane z publiczności miały go spętać sznurem. A dokładniej, zawinąć mu na rękach aż trzy supły. Andrew wystarczyło dosłownie kilka sekund, by się z nich wydostać. Drugim pokazem były karty. Jedna z kobiet siedzących na publiczności miała przetasować talię kart, wybrać jedną z nich i zapamiętać. Następnie przełożyć kilkakrotnie talię w połowie. Nasz magik dotknął dłoni kobiety i oczywiście odgadł, co to była za karta.

Trzecia i chyba dla mnie najciekawsza sztuczka polegała na podróżach w czasie. Poprosił jedną osobę z publiczności o zegarek. Pan Zbyszek zdjął zegarek z ręki i zgodnie z poleceniem pokazał go wszystkim, by zademonstrować nam godzinę. Była dokładnie 11:00. Następnie Basso chwycił zegarek za pasek i przekazał kolejnej osobie, by skryła go między swoimi dłońmi. Potem… no nie wiem jak, ale bez dotykania zegarek został przestawiony na godzinę wskazaną przez osobę go trzymającą, czyli na 11:37. Istna magia!

The Illusionist na warszawskim Torwarze

Andrew Basso wraz z innymi iluzjonistami – występowali w Krakowie i Gdańsku, a między 10.04.2019 a 14.04.2019 – pokazują swoje możliwości na warszawskim Torwarze, w wielkim wydarzeniu „The Illusionists direct from Brodway”. Od razu byłem przekonany, że na to pójdę, bo magia i triki od zawsze mnie intrygowały, a próbka nam wcześniej zademonstrowana była absolutnie fantastyczna!

Ceny biletów nie są niskie, ale jeśli mam być szczery – aby jak najlepiej poczuć show, trzeba polować na bilety na płycie. O ile w przypadku koncertu (jak np. Lindey Stirling) czy Disney on Ice – lepiej siedzieć w sektorze A lub B, tak w przypadku The Illusionist z pewnością miejsce ma znaczenie.

Oczywiste jest, że im bliżej sceny, tym lepiej, bo wiele widać. Znacznie więcej niż to, co wyświetla nam się na dużych telebimach. Jeśli lubisz „odkrywać sekrety” – to patrzysz głównie na ludzi, a na ekrany tylko od czasu do czasu. Owszem, wszystko na nich jest wyraźne (ale nie wszytko pokazują), a poza tym to trochę jak oglądanie telewizji na hali. Na szczęście na Iluzjonistów często można zakupić bilety w promocyjnej cenie (np. kupujesz 2 bilety i 2 dostajesz gratis) i podzielić się kosztami np. ze znajomymi.

The Illusionist – co zobaczyłem na scenie?

Mimo że przedstawienie jest odpowiednie dla dzieci – zalecałbym minimalny wiek 6 lat. Zwłaszcza jeśli twoje dziecko nie gra w karty. Moja córka ostatnio jest nimi zafascynowana, a i tak niektórych elementów przedstawienia nie rozumiała. Ju-Ho-In jest genialnym karcianym manipulatorem, który sprawił, że po powrocie z przedstawienia wziąłem swoją talię, odpaliłem Youtube i zacząłem ćwiczyć sztuczki! Ten facet po prostu wymiata zręcznością swoich dłoni – z jednej karty potrafi zrobić całą talię, zmieniać dowolnie ich kolor, zatrzymywać czas i w ogóle twierdzę, że on po prostu czaruje. To najmłodszy z 7 występujących iluzjonistów.

Photosounds.pl/Maciek Drewniak

James More to mistrz oszustwa, który swoimi popisami wywołuje ciarki na plecach, Enzo potrafi przemieszczać się niezauważalnie w różne miejsca sceny i przebić się przez niezniszczalne mury, a Luis De Matos potrafi ci z jednej rzeczy – zrobić sto. Wiem, że są jakieś lustra i tym podobne rzeczy, no ale nie mogłem dojść, jak oni to robią.

the illusionists
Photosounds.pl/Maciek Drewniak
the illusionists
Photosounds.pl/Maciek Drewniak

Duże wrażenie wywarły na mnie 4 osobowości. Zespół Sos & Victoria – małżeństwo, które jest mistrzami przeobrażeń. W ciągu zaledwie chwili potrafią przebrać się w skomplikowane stroje. Tacy to na pewno nie spóźniają się na imprezy, bo za długo się szykowali.

Świetny jest też Kevin James, zwany przez kolegów Wynalazcą. Jego iluzje najbardziej mi się podobały, bo zawierają to wszystko, czego oczekiwalibyśmy po magikach. Wiesz – przecinanie ludzi i takie tam. Ale kiedy ktoś ci przetnie człowieka na pół, a jego jedna połowa się nadal rusza, choć to przecież niemożliwe (bo JAK?!), to już coś, co będę rozkminiał chyba do końca życia. Za ten pokaz byłbym gotów zapłacić dwa razy.

the illusionists
Photosounds.pl/Maciek Drewniak

O Andrew Basso z oczywistych powodów nie wspominam, bo nie chcę cię zanudzić, znowu pisząc to samo. Jego pokaz był niesamowity, choć dziwnie ogląda się magika, który modli się przed pokazem, bo może umrzeć na scenie, a z drugiej strony masz dziecko, które ma łzy w oczach, bo ono nie chce, żeby ten pan sobie zrobił krzywdę. Przez 3 minuty było trochę straszno i do ostatniej chwili myślałem, że już mu się nie uda i jak ja wytłumaczę młodej, że pan nie żyje. 😀

Powiedzieć, że show było zachwycające, to jak nic nie powiedzieć. Oprawa muzyczno-dźwiękowa w połączeniu ze świetną pracą kamer i reflektorów sprawiała, że totalnie zanurzyłem się w świecie magii i rzeczy niestworzonych. Przez całe show trudno mi było uwierzyć, że to przecież iluzja i ściema!

Dzieci na szczęście też się dobrze bawiły

Jestem pełen szacunku dla reżyserów spektaklu. Umiejętnie dobrali harmonogram tak, że wyśrodkowali cały występ. Za każdym razem, gdy przedstawiana Iluzja była tą bardziej „szokującą” – po chwili pojawiał się magik, który robił sztuczki zdecydowanie skierowane do młodszej widowni. Ba! Zarówno dorośli, jak i dzieci aktywnie uczestniczą w niektórych sztuczkach. Jeśli zatem spodziewasz się, że posiedzisz dwie godziny i wyjdziesz, to nic z tych rzeczy. O tym, że będziesz aktywnie uczestniczył w pokazie – dowiadujesz się już na wejściu, otrzymując tajemniczą kopertę. Co w niej jest? Tego ci nie zdradzę, musisz przekonać się samemu.

To jedyne takie show w Polsce

I szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać następnego. Miejscami aż trudno uwierzyć, że to – co oglądasz dzieje się na żywo, na twoich oczach. Wielokrotnie łapałem się na myśli, że tak naprawdę oglądam kolejną część świetnego filmu Iluzja z 2013 roku. Biletów jest całkiem sporo, bo – o dziwo – cały spektakl jest naprawdę słabo reklamowany. Tym lepiej dla ciebie, bo możesz w dobrej cenie wyrwać naprawdę dobre miejscówki. A zdecydowanie warto się wybrać!

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!