Strona główna » Teatr Akt – wymykający się standardom teatr uliczny, w którego sztukach się zakochałem
teatr akt

Teatr Akt – wymykający się standardom teatr uliczny, w którego sztukach się zakochałem

Teatr Akt zmusił mnie do odpowiedzi na pytanie - czego właściwie oczekuję od teatru. I zrobił to przez takie duże T, że od pierwszego obejrzanego tam przedstawienia, patrzę na wystawiane sztuki zupełnie innymi oczami.

Siedziba Teatru Akt to jedno z najdziwniejszych miejsc, w jakich byłem w Warszawie. Już samo dotarcie do budynku jest nie lada wyzwaniem, bo i lokalizacja jest niecodzienna. Teatr znajduje się między zajezdnią pociągów Kolei Mazowieckich a Aresztem Śledczym. Droga dojazdowa jest miksem błota i starej kostki brukowej pamiętającej lata siedemdziesiąte. Do tego, jeśli trafisz na niepogodę, tak jak my, to okolica wydaje się ciemna, ponura i smutna.

Kiedy zatem podjechaliśmy samochodem pod niepozorny budynek, który przypomina stare opuszczone magazynowe hale – ogarnęły nas wątpliwości. Duże wątpliwości. Przy bramie stała co prawda tabliczka z informacją o zbliżających się sztukach, ale odnieśliśmy wrażenie, że w okolicy jesteśmy jedynymi żywymi duszami. Trochę straszno.

Siedząc w samochodzie i czekając na odpowiednią godzinę (sztuka miała rozpocząć się o 19) obserwowaliśmy zza szyby okolicę. Mniej więcej kwadrans przed czasem zaczęła pojawiać się publiczność. Równie zdezorientowana, jak my – choć przecież to nie pierwszy tak nieformalny teatr, który mieliśmy okazję oglądać.

Teatr, a jak w domu

Recepcja znajduje się w niewielkim przedpokoju, skąd pracownik teatru zaprowadził nas… do kuchni! Jak na typowej domówce, gdzie najlepsze imprezy odbywają się właśnie w kuchniach tak i tutaj razem z innymi widzami czekaliśmy na wybicie odpowiedniej godziny.

Pewnie wydaje ci się, że ta kuchnia to taki nowoczesny aneks z ekspresem do kawy. Otóż nie! To normalna, typowa kuchnia, w której stała zmywarka, pralka, tradycyjna suszarka do naczyń, kran, zlew, a nawet kuchenka. Dookoła stały kubki, leżały sztućce czy fragmenty zastawy stołowej. Zaczęliśmy rozmawiać z innymi widzami, bo przestrzeń nie pozwalała na zachowanie wymuszonej ciszy, jak „w dużych teatrach”. Było trochę dziwnie, chociaż jak myślę – zdecydowanie lepiej pasuje tu słowo niekonwencjonalnie.

Teatr Akt znany jest przede wszystkim ze swojej działalności na ulicach miasta. Ich główna działalność opiera się na wystawianych sztukach, gdzie możesz je obejrzeć przy okazji spaceru. Sam trafiłem na nich z Klaudyną kilkukrotnie i głównie to skłoniło nas do wizyty tutaj. Wystawiane sztuki przyciągały mnóstwo ciekawskich oczu i bardzo cieszy, że wiele z nich możesz obejrzeć właśnie w ich siedzibie, kiedy nie masz za specjalnie czasu (lub chęci) latać po mieście.

19:00

Punktualnie o 19 całą grupą zostaliśmy zaproszeni do sali ze sceną. Przestronne pomieszczenie z widownią niczym już nie odbiega od standardu. Chociaż na uwagę zasługują w zasadzie trzy elementy. Pierwszy to ogrzewanie – tradycyjna koza opalana drewnem. Drugi – nie ma symbolicznego dzwonka wzywającego gości na widownię. Ot, po prostu jesteśmy zapraszani z kuchni do sali teatralnej. Trzeci – co jest akurat bardzo fajne – obsługa wyczytuje kto gra w przedstawieniu, kto odpowiada za reżyserię i światła.

Teatr Akt tworzą ludzie po szkole pantomimy, gdzie dużo gra się ruchem, tańcem i korzysta się z efektów cyrkowych. Znany jest ze sztuki niemej i w mojej ocenie są mistrzami w tej dziedzinie. Jeżeli do tej pory sądziłeś, że przez pierwsze 400 słów narzekałem bądź próbowałem cię do wizyty w tym miejscu zniechęcić – to jesteś w strasznym błędzie. Oprawa przed przedstawieniem może wydawać się dość ekscentryczna,  lecz wystarczyło pierwszych pięć minut sztuki, by stwierdzić, że jest ona na bardzo (BARDZO!) wysokim poziomie. Aktorzy grają fascynująco dobrze i choć na scenie były dzieci znacznie młodsze niż sztuka zakładała – siedziały skupione i zaciekawione do samego końca!

Planeta Róż

Pojawiliśmy się na przedstawieniu „Planeta Róż”. Inspiracją do jego powstania były uniwersalne treści i przesłania zawarte w „Małym księciu”  Antoine de Saint-Exuper’ego. Sztuka jednak nie odnosiła się bezpośrednio do historii, a jedynie czerpała z uniwersalnych przesłań i refleksji zawartych w książce. Cała historia rozgrywa się więc na zapleczu małego cyrku, gdzie podglądamy „aktorów” za sceną. Mały Książę powiedziałby o nich: „Nigdy nie wąchali kwiatów, nigdy nie patrzyli na gwiazdy, nigdy nikogo nie kochali”. Przestając dostrzegać małe, niewinne zło – sami stają się jego częścią.

teatr akt

Więcej szkoda zdradzać, bo liczę, że namówię cię do wybrania się na przedstawienie, a szkoda dokładnie zdradzać fabułę. 😉 Trudno oderwać wzrok od klaunów, magików i akrobatów, gdzie mimikę, ruchy i gesty mają dopracowane do perfekcji. Ogromny, atutem są dekoracje i stroje, które dopracowane w najmniejszych detalach – w połączeniu z muzyką i dźwiękiem dają fascynujące odczucia. Siedząc wśród dwudziestoosobowej widowni – miałem wrażenie, że uczestniczę w wysokobudżetowym spektaklu o nieograniczonym budżecie.

Uczciwie muszę przyznać, że gdyby aktorzy tę sztukę wystawili na deskach np. Teatru Powszechnego, jej odbiór byłby zupełnie inny. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że cały budynek Teatru Akt – jak bardzo przerysowany on by nie był, jest swoistym przedłużeniem historii, którą zaraz mam obejrzeć. Wystawiana tutaj sztuka była dla mnie żywsza i prawdziwsza niż Klątwa ze swoim słynnym penisem na scenie.

Teatr to aktorzy czy budynek?

Teatr Akt zdaje się wchodzić w dyskusję z widzem o serce sztuki. Co nią właściwie jest? Teatr kojarzy się z elegancją, luksusem, specjalnym wyjściem. Czy doskonała sztuka wystawiona w gorszym obiekcie… staje się gorsza? Czy sztuka wystawiona w hipernowoczesnej przestrzeni jest taka sama, czy jednak zupełnie inna? Czy człowiek powinien wyjść do teatru, czy to raczej teatr powinien wyjść ze swoim przesłaniem do ludzi? To ciekawe pytania i gdy w pierwszej chwili wydaje się, że znamy odpowiedź – tak po chwili wymagają jednak zastanowienia się.

Strasznie cieszę się z wizyty tutaj. Z ogromną przyjemnością obejrzałem sztukę. Poczucie kameralności, jakie zostało zbudowane przez fakt, że widzów jest tylko dwudziestu, a i przestrzeń jest dość skromna – tylko spotęgowała moje wrażenie z przedstawienia, które było zwyczajnie bardzo dobre. Dlatego zachęcam i ciebie do wyrwania się na Grochów. Zabierz swoją drugą połówkę do jednego z bardziej oryginalnych miejsc w Warszawie (jeśli mówimy o sztuce) i przekonaj się sam. To tańsze niż kino (płaciłem ok. 20 zł za osobę) więc zostanie jeszcze na kwiaty.

Teatr Akt

ul. Łaziebna 9, Warszawa
www.teatrakt.pl

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!