Strona główna » Ruiny Świętokrzyskie — jedenaście fajnych miejsc, w których warto się zatrzymać
Ruina zamku w Świętokrzyskim, w miejscowości Międzygórz.

Ruiny Świętokrzyskie — jedenaście fajnych miejsc, w których warto się zatrzymać

Jedenaście ruin, jedenaście różnych sposobów spędzenia czasu!

Według ewidencji GUS-u z 2009 roku w Polsce mamy 419 zamków, 2021 pałaców i 64027 zabytków. Od tamtej pory ta liczba zapewne uległa pewnym wahaniom, jednak trzeba przyznać, że i bez tego robi ogromne wrażenie. Nie każdy z tych obiektów jest na tyle ciekawy, by warto było do niego jechać, ale tych kilka wymienionych w artykule — zasługuje na twoją uwagę. To dobre przystanki na krótki (?) przystanek. Szczególnie jeśli jesteś w Świętokrzyskim.

Ruiny Świętokrzyskie

#1 Zamek w Chęcinach

ul. Jędrzejowska, Chęciny
www.zamek.checiny.pl

Nie można zapomnieć o jednej z najciekawszych ruin na Świętokrzyskim, która nie tylko zachęca do zwiedzenia, ale również oferuje fantastyczną panoramę i całkiem niezłą infrastrukturę w swojej najbliższej okolicy.

Zamek w Chęcinach powstał prawdopodobnie pod koniec XIII wieku. W czasach panowania Władysława Łokietka — przechowywano tu skarb królewski i organizowano zjazdy rycerstwa. Później — za panowania Kazimierza Wielkiego — przeznaczono go m.in. na siedzibę wdów królewskich. Zamek w Chęcinach jest zdecydowanie naszym faworytem w Świętokrzyskim, który przyciąga nas za każdym razem, gdy jesteśmy niedaleko. Pisałam o nim w tym miejscu. Kliknij tutaj by zobaczyć zdjęcia Zamku w Chęcinach.

#2 Zamek Krzyżtopór w Ujeździe

Ujazd 73, 27-570 Iwaniska
www.krzyztopor.org.pl

Tak jak Malbork dla województwa pomorskiego jest wizytówką, tak dla Świętokrzyskiego z pewnością jest to Krzyżtopór. Ten wielki gmach powstał w 1631-1644 roku i kilka lat później został zniszczony przez Szwedów podczas „potopu”. Dzisiejsza nazwa zamku pochodzi od herbu właścicieli Ossolińskich (Topór) i znaku wiary (krzyż). Pierwotna „Krzysztopór” – związana była z fundatorem (Krzysztof) i symbolem herbu fundatora.

Jest to jeden z lepiej zachowanych zamków — ponad 90% murów jest oryginalnych (choć niestety tylko 10% sklepień). Włoski architekt, który go projektował — Wawrzyniec Senes, zaplanował właściwie każdy szczegół, a i sam magnat Ossoliński był obeznany z nowinkami, przez swoje wizyty w Rzymie. Krzyżtopór miał wysokich na 5 metrów 366 okien (czyli tyle, ile jest dni w roku przestępnym. Jedno było zasłaniane na 3 lata!), cztery baszty (symbolizujące kwartały), 12 sal balowych (liczba miesięcy), 52 komnaty (od tygodni) i 7 bram (nawiązujących do dni tygodnia). Pałac miał olśnić, więc nie zabrakło w nim takich ekstrawaganckich pomysłów jak marmurowe żłoby dla 300 koni, czy strop w jednej wież będący jednocześnie akwarium z egzotycznymi rybami. Akwarium było wyłożone słonymi skałami, które zapobiegały rozsadzeniu ścian z różnic temperatury, a przy okazji imitowały morską wodę, więc łatwiej hodować było spektakularne rybki.

Na bramie znajdowała się inskrypcja: „Krzyż obrona, Krzyż podpora, Dziatki naszego Topora”. Do tej pory jest widoczny znak „W”, z księgi kabały Zohar, który oznacza: wieczne trwanie tego miejsca. Trochę się udało. W 1944 roku Sowieci pragnęli wysadzić zamek, by wzmocnić drogę, by nie zapadały się w nią czołgi, ale detonacje… nie były w stanie skruszyć starych murów.

Wysokość pięter sięgała aż 8 metrów. Przed powstaniem Wersalu — Krzyżtopór był największą budowlą pałacową w Europie. Zbudowany był w typie palazzo in fortezza — imitującym obronność pradawnych zamków.

W pierwszej chwili podjeżdżając pod ten obiekt, można poczuć się lekko rozczarowanym. To chyba jedyny obiekt turystyczny o tej skali, który jest pozbawiony jakiejkolwiek infrastruktury. Owszem, jest parking i kasa i w sumie to tyle. Gdy do niego przyjechaliśmy, byliśmy zaskoczeni. Zwykle w takich miejscach niczym grzyby po deszczu wyrastają jakieś tawerny, bary czy restauracje. Tutaj nic z tego nie znajdziesz. Krzyżtopór wydaje się wielkim placem budowy. Gdy wchodzisz na jego teren, budynek wygląda jakby dosłownie przed chwilą zeszli z niego murarze czy tynkarze (teraz jak myślę, to chyba przez fakt ostatniej konserwacji). Zamek jest świetnie zachowany i w zasadzie jedynie czego w nim brakuje to stolarki okiennej oraz posadzek. W wielu miejscach na ścianach zobaczyć jeszcze można oryginalne tynki!

Obejście całego budynku na szybko zajmuje jakieś 45 minut  i składa się z kilku kondygnacji. W środku niewiele się dzieje i de facto spacerujesz pustymi korytarzami. Wydaje się nudne? Gdy jednak podpytaliśmy mieszkańców Świętokrzyskiego, to ci nie wyobrażają sobie jego większej renowacji. Według nich to właśnie pustostan jest wielką siłą tego obiektu, który ich przyciąga i z którego są dumni. Oczywiście, w takich miejscach jak Krzyżtopór — zawsze jest alternatywa. Możesz ściągnąć na swój telefon aplikację mobilną „Krzyżtopór”, dzięki której zobaczysz, jak kiedyś wyglądały wnętrza! Dostępnych jest w sumie 5 tras zwiedzania, z czego jedną pokonuje się na… kolanach, czyli ekstremalnie. Mało? W ofercie zamku jest zwiedzanie nocne z pochodniami w wersji zwykłej i premium! Fantastyczna sprawa dla łowców wrażeń.

Zwiedzanie kosztuje podobnie jak w innych średniopopularnych zamczyskach. Nikt nie czaruje, że znajdziesz tutaj masę atrakcji. To raczej hołd dla budowniczych sprzed pięciu wieków, jak piękne i monumentalne budowle potrafili wznosić.

Ogromne ruiny zamku Krzyżtopór górują nad okolicą.

Liczne okna w świętokrzyskiej ruinie, czyli zamku Krzyżtopór.

Wieża zamku Krzyżtopór widziana przez zrujnowane okienko świętokrzyskiego zamku.

Ludzie w porównaniu do potęgo świętokrzyskiej ruiny - zamku Krzyżtopór.

Ścieżka idąca wokół murów świętorkzyskiej ruiny, Krzyżtoporu.

Ścieżka pod zabezpieczoną ruiną zamku Krzyżtopór.

Zamek Krzyżtopór z widocznymi oknami.

Zabezpieczony sufit w ruinie świętokrzyskiej, czyli największym zamku województwa - Krzyżtoporze.

Zamek Krzyżtopór w 2023 roku odwiedziła południowokoreańska grupa k-popowa Enhypen, która zdecydowała się w nim nakręcić teledysk do singla „Bite me”. Film bardzo szybko osiągnął ponad 50 000 000 wyświetleń na YouTube, co jest naprawdę dobrą reklamą dla tej świętokrzyskiej ruiny.

#3 Ruiny zamku w Międzygórzu

27-641 Międzygórz

O rety, jak ja uwielbiam takie rzeczy! Jadąc trasą 77 przez Gołębiów, nijak go nie zobaczysz! Ba, ten zamek jest niewidoczny praktycznie do ostatniej chwili i jadąc do niego, byliśmy już przekonani, że nic z niego nie zostało. Na szczęście dojeżdżając na świeżo wybudowany parking (który sam w sobie jest punktem widokowym) widać go w całej okazałości.

To tajemnicze ruiny, o których dziś naprawdę niewiele wiadomo. Prace archeologiczne są w planach, a czy były kiedyś przeprowadzane — nie wiadomo, bo nie zachowały się dokumenty. Jasne jest, że kiedyś zamek należał do Kazimierza III Wielkiego, który w 1370 roku przekazał go Zaklikom herbu Topór. Wybudowany został prawdopodobnie w II połowie XVI wieku z kamienia łamanego. Wiemy również, że był to zamek typowo obronny, który być może służył jako zabezpieczenie szlaków handlowych.

Dziś jednak z całego gmachu pozostały ruiny jednej ściany i fragmenty fundamentów. Czy to źle? Absolutnie nie! Całość wzniesiona jest na wzgórzu, przy którym znajduje się niewielki zbiornik wodny i tworzy dosłownie malownicze krajobrazy. Oczywiście, jeśli chcesz — to możesz też wejść na same ruiny i zobaczyć panoramę okolicy. Musisz jednak mieć wtedy dobre buty, bo wejście jest strome, a na górze panuje dość spory bałagan (miejscowa młodzież robi sobie z ruin miejsce spotkań).

Czy warto tu przyjechać? Oj tak, to raptem 2,5 km od głównej drogi, więc na przyjazd tracisz jakieś całe 5 minut. Zyskujesz fantastyczny przystanek, podczas którego nacieszysz się fajnym widokiem i ciszą, bo tutaj praktycznie nie ma zabudowań. Nie ma tu infrastruktury, ale przecież nikt nie będzie jej zapewniał, gdy chcesz tylko napawać się widokiem, prawda?

Ruina zamku świętokrzyskiego w Międzygórzu, na górce przed którą jest mały staw.
Zniszczona ściana zamku w Międzygórzu. Widok na ruiny zamku w Międzygórzu, zza zniszczonych skał.

#4 Zamek w Bodzentynie

26-010 Bodzentyn

Ruiny Zamku w Bodzentynie bardzo przypominają te z opisywanego wyżej Międzygórza, z tą tylko różnicą, że są nieco większe i znajdują się w samym sercu miasteczka. Bez problemu do nich dotrzesz, bo prowadzą tam chyba wszystkie możliwe znaki. Z parkingiem też raczej nie powinieneś mieć problemu.

Bodzentyn w średniowieczu stanowił jeden z ważniejszych ośrodków handlu w regionie. Miasto stanowiło własność biskupów krakowskich, a założył je biskup Bodzanta w 1355 roku. W wybudowanym zamku mieściły się piwnice, parter i 2 piętra, gdzie urzędowała służba i wyżej biskupi. W 1410 roku, w drodze na Święty Krzyż — nocował tutaj Władysław Jagiełło.

Po wybudowaniu Pałacu Biskupów Krakowskich w Kielcach — zamek w Bodzentynie znacznie stracił na znaczeniu i szybko zaczął popadać w ruinę. Kiedy w Bodzentynie wybuchł pożar — nie ocalił też zamku. Jego sytuacji zresztą nie poprawiła miejscowa ludność, która wykorzystywała fragmenty zamku, jako wzmocnienia fundamentów swoich domostw. Dopiero w 1902 roku obiekt poddano ochronie. Pod całym Bodzentynem ciągną się tunele — legendy głoszą, że dochodzą wprost pod św. Krzyż. Ile w tym prawdy? Niestety trudno powiedzieć ze względu na kruche ściany, które grożą zawaleniem. Obecnie istnieją plany na zagospodarowanie zamku — w miejscu najlepiej zachowanego skrzydła ma powstać miejsce, gdzie będą się odbywały wystawy.

Dzisiaj to bardziej ciekawostka na trasie niż jakaś większa atrakcja. Zdecydowanie jest to teren bardzo zadbany, a i same ruiny zachowały się lepiej niż w Międzygórzu. To obowiązkowy punkt dla wszystkich fanów średniowiecznych ruin.

Ruiny świętokrzyskie zamku w Bodzentynie. Zbliżenie na ruinę zamku w Bodzentynie. Zamek w Bodzentynie to jedna ze świętokrzyskich ruin.

#5 Ruiny Huty Józef w Samsonowie

26-050 Samsonów

No dobra, to nie jest zamek ani nawet pałac, ale ruiny huty w Samsonowie zasługują na twoją uwagę, szczególnie jeśli jedziesz do Dębu Bartek lub Bukowej Góry. Tak, to ciągle jest ta sama okolica!

Pierwszym konstruktorem, który wybudował piec w Samsonowie służący do wytwarzania żelaza, był Jan Hieronim Caccia. Włoską rodzinę specjalistów, ściągnięto tutaj w czasach króla Zygmunta III Wazy. Na miejscu produkowano wojskowe wyposażenie takie jak: pałasze, pancerze, strzelby.

Ruina, którą możemy oglądać dziś — stanowi szczątki wspaniałego zakładu przemysłowego wybudowanego tutaj z inicjatywy Stanisława Staszica. Jej budowę rozpoczęto w 1818 roku, a kamień węgielny pod budowę położył generał Józef Zajączek, pełniący funkcję namiestnika Królestwa Polskiego. Nie przetrwała jednak długo, bo już w 1866 roku została strawiona przez ogromny pożar (kolejny z wielu). Według lokalnej legendy — władze carskie miały ją podpalić w odwecie za produkcję broni dla powstańców.

Po pożarze nie zdecydowano się na jej odbudowę, ze względu na szalejący kryzys; fakt, że huta była opalana węglem drzewnym, a nie kamiennym, oraz bardziej prozaiczną przyczynę — wyczerpywanie się rudy żelaza. Dziś obejrzeć można pozostałości — wielki piec, wieżę wyciągową oraz hale produkcyjne.

Obiekt jest darmowy i myślę, że jest ciekawym uzupełnieniem całej trasy zwiedzania. Nie spędzisz tutaj za dużo czasu — raptem kilkanaście minut, ale jeśli będziesz w okolicy, to żal nie zobaczyć. Niewiele jest obiektów tego typu w Polsce, dlatego tym bardziej polecam.

Świętokrzyska ruina przedstawiająca hutę Józef w Samsonowie. Huta Józef w Samsonowie, delikatnie pokryta śniegiem. Ruiny świętokrzyskie w śniegu - Huta Józef w Samsonowie.

#6 Ruiny Zakładu Wielkopiecowego w Bobrzy

W XVI wieku w Bobrzy funkcjonował zakład prowadzony przez włoską rodzinę Caccia z Bergamo, w którym hutnicy produkowali kule, pałasze, pancerze, działa artyleryjskie, stal na handel i przedmioty codziennego użytku np. łopaty. Po śmierci ostatniego członka rodu — huta trwała tu prawdopodobnie do czasów potopu szwedzkiego, ale potem jej nie odbudowano.

Dopiero w XIX wieku, dzięki planom księdza Stanisława Staszica, które zakładały Uprzemysłowienie Królestwa Polskiego — budowę zakładu wielkopiecowego rozpoczęto na nowo. Za wielkim na 15 metrów i wzmacnianym murem z czerwonego piaskowca — mieli mieszkać pracownicy, a tuż obok pracowniczego osiedla miało powstać 5 wielkich pieców do prażenia rudy o wysokości 18 m, hale i składownie węgla, z 12-metrową tamą w okolicy. Zdolność produkcji miała wynosić tyle tysięcy ton surówki żelaza rocznie (dla ciekawskich — dokładnie 5100 ton), ile wszystkie inne istniejące huty Królestwa Polskiego produkowały łącznie!

Mur oporowy przy Ruinie Zakładu Wielkopiecowego w Bobrzy.

Fragmenty ruin Zakładu Wielkopiecowego w Bobrzy. Ruiny Zakłądu Wielkopiecowego w Bobrzy z zarastającą trawą.

Plany były imponujące, budowa ruszyła, lecz wszystko pokrzyżowała powódź i zerwanie się tamy w 1828 roku i wybuch Powstania Listopadowego. To, co już powstało — zamieniono w warsztaty kowalskie, folwark i w końcu w tkalnie.

Wejście na teren zakładu jest darmowe i kuszące, bo już widok samego muru, stanowiącego niegdyś ochronę przed osypywaniem się skarpy — robi piorunujące wrażenie. Po wejściu na teren, trochę doskwiera uczucie żalu, że miejsce to nie jest lepiej przez władze miasta wykorzystane, ale ciągle kryje w sobie ogromny potencjał i może kiedyś? Raz w roku, w sierpniu odbywa się tutaj piękne święto zwane Świętem Pieroga Świętokrzyskiego przy wsparciu Koła Gospodyń Wiejskich. To zdecydowanie dobra opcja dla wszystkich podróżników-smakoszy!

#7 Ruiny walcowni żelaza z XIX wieku w Nietulisku Dużym

Walcownia powstała między 1834 a 1846 rokiem jako inwestycja Banku Polskiego. Fragmenty ścian widoczne dzisiaj — zdradzają, że jednym z budulców był pięknie obrobiony piaskowiec, kamień łamany, ciosowy i cegła. Zwiedzanie okolicy jest bezpłatne, ale na własne ryzyko — władze miasta dopiero zamierzają odpowiednio zabezpieczyć i oznakować ruiny. Łatwo tu o wypadek, jeśli nie zauważymy, że w pobliskiej trawie czai się dziura. Docelowo powstać tu mają platformy widokowe i muzeum pod chmurką, gdzie będą wyznaczone ścieżki spacerowe.

Tutejsza fabryka, tak jak i powyższe także powstała z inicjatywy Stanisława Staszica. Jej celem była produkcja wyrobów gotowych, półfabrykatów kutych i walcowanych. Przerabiano tutaj sztaby żelaza transportowane m.in. z Michałowa. Walcownia była napędzana niezależnie przez układ turbin wodnych Girarda i koło śródsiębierne wykorzystujące kanał spławny od rzeki Kamiennej i spiętrzenie na rzece Śliwinie. Nawet podczas awarii mogła być zasilana z drugiego kanału. Turbiny wodne w Nietulisku Dużym były jednymi z pierwszych, które pojawiły się na terenie Królestwa Polskiego i jednymi z nowocześniejszych w Europie. Naprzeciwko fabryki znajdowało się pracownicze osiedle z 36 domami dla 150 pracowników, stworzone według projektu architekta — Karola Knake.

Wyroby pozyskiwane z Nietuliska wysyłano na wystawy przemysłowe. Niestety zakład kilkanaście lat po uruchomieniu — pod wpływem zbyt małego zapotrzebowania na rynku — stanął na skraju upadku.

Już w 1880 roku zakład przejął prywatny dom bankowy Fraenkel, który go zmodernizował. Dzięki niezbędnym poprawkom (np. zwiększeniu ilości turbin) walcownia była tu w najlepszym swoim okresie gotowa wyprodukować około 6000 ton żelaza rocznie. 23 lata później okolice nawiedziła powódź. Nie było czego ratować — Śliwina przerwała groblę, tworząc nowe koryto, a woda zniszczyła spiętrzenie w Brodach — odcinając zasilanie fabryce. To, co nadawało się do użycia — przewieziono do Rosji lub sprzedano, a w 1905 roku zakład na dobre zamknięto.

Fragmenty ruin świętokrzyskich przedstawiających walcownię żelaza w Nietulisku Dużym. Fragmenty ostałych się murów z dawnej walcowni żelaza w Nietulisku Dużym. Ruiny budynków w Nietulisku Dużym, fragmenty świętokrzyskiej ruiny. Najbardziej reprezentacyjna część ruin świętokrzyskich w Nietulisku Dużym.

#8 Kościół świętego Michała w Gruszczynie

Niektóre z dawnych ruin stanowią dla archeologów niezłą zagadkę. Tak właśnie jest z obronnym kościołem świętego Michała w Gruszczynie, gdzie brak źródeł nie pozwala określić ani kiedy powstał, ani tym bardziej — kto go ufundował. Niepewnym okresem jest przełom XVI i XVII wieku, a ten trop z kolei prowadzi do fundatora, którym mógł być albo sekretarz króla Zygmunta III Wazy lub właściciel dóbr w Oleśnie. Kościół prawdopodobnie spłonął, po odejściu z niego arian.

Przed II Wojną Światową tajemnicza budowla była widoczna z chęcińskiego zamku, niestety Niemcy jej nie oszczędzili i najwyższa ze ścian oberwała, zostawiając mniejszy, choć nadal urodziwy fragment kościoła. Możliwe, że został częściowo rozebrany przez lokalnych mieszkańców, co nie było wówczas niczym dziwnym.

Dziś na Górze Świętego Michała znajdującej się na 320 m n.p.m. zastaniesz wkomponowane w las intrygujące ruiny z piaskowca. Muszę jednak stwierdzić, że ktoś dba o to miejsce — trawa wokół jest wykoszona, na ścianach wiszą drobne dewocjonalia, a dostęp jest tutaj całkiem prosty. Raz do roku, ostatniej niedzieli września — odbywa się tutaj odpust z okazji dnia patrona Świętego Michała.

Ruiny kościoła świętego Michała w Gruszczynie.Fragmenty murów ruiny świętokrzyskiej przedstawiającej dawny kościół w Gruszczynie.
#9 Ruiny zamku Fałkowskich

Na sztucznie usypanym wzniesieniu, zza drzew przebija się ruina zamku (według znawców — bardziej dworu obronnego) w Fałkowie. Zniszczony przez Szwedów — został dodatkowo rozebrany przez lokalnych mieszkańców na własne potrzeby budowlane. W przekazach istnieją wskazówki, że mógł powstać w XVI wieku i należał do rodziny Fałkowskich (być może odnogi rodu Odrowążych), ale niestety do tej pory nie doczekał się należytych badań archeologicznych. Dzisiaj jest całkiem miłym i zagadkowym miejscem na krótki przystanek w trasie.

Wyłaniające się zza drzew malownicze ruiny na górce - zamek Fałkowskich.

#10 Ruiny zamku w Ossolinie

Przyrodni brat Krzysztofa Ossolińskiego (tego od Krzyżtoporu) – też miał nie byle jaką rezydencję. Jerzy Ossoliński co prawda chatę miał mniejszą, ale za to pełną przepychu. Do zamku prowadziły trzy bramy, sufity były wykonane z marmuru, a gzymsy ze złota. Kryształowe okna wychodziły na włoski ogród. Legendy mówią, że w lochach zamku istniał tunel łączący posiadłość z Krzyżtoporem. Wysypane były… cukrem, aby sanie gładziej po nim sunęły.

Zamek popadł w ruinę podczas potopu szwedzkiego, a kiedy przejął go hrabia Antoni Ledóchowski — przepadł zupełnie. Otóż facet z nie do końca wiadomych względów (być może skuszony legendarnymi skarbami?) – nakazał wysadzić rezydencję z XVII wieku w powietrze. Tłumaczono to wydarzenie tym, że nie chciał, by synowie kłócili się o spadek albo przegrali go w karty. Po zamku została wieżyczka, którą zburzyli Niemcy — traktując ją jako wrogi punkt obserwacyjny w 1944 roku. Resztę rozebrano pod przeprawę dla czołgów i… tak! Potraktowano jako materiał budowlany.

Dziś jadąc totalnie zwykłą drogą — natrafia się na uroczy i niecodzienny widoczek, będący pozostałością mostu do zabudowań gospodarczych. Według legend — zaraz po wysadzeniu zamku, w tym miejscu zamieszkał Czerwony Panek (nazwany tak dzięki swojemu upodobaniu do karmazynowych strojów). Był to bies o osobliwym poczuciu humoru. Pewnego razu w okolice te przybyło dwóch przekomarzających się pastuszków. Jeden z nich wrzucił drugiemu czapkę do lochów, co wywołało u drugiego chłopca płacz. Pochodził bowiem z biednej rodziny i nie miałby za co kupić drugiego nakrycia głowy. Zaledwie kilka łez poleciało z jego oczu, a ze szczeliny wypadła czapka wypełniona złotymi monetami! Zuchwały kolega zdziwiony takim obrotem sprawy — nie namyślając się długo, wrzucił swoją czapę do magicznego miejsca. Jednak Czerwony Panek odrzucił mu ją wypełnioną… gnojem, po czym zarechotał złośliwie.

Fragment ostałego się zamku w Ossolinie, tuż nad drogą.
#11 Ruiny synagogi w Działoszycach

Synagoga w Działoszycach powstała w XIX wieku, wówczas miasteczko w 90% zamieszkiwała społeczność żydowska. Wszyscy zginęli podczas II Wojny Światowej — 2 września 1942 roku (mieszkańców wywieziono do obozu koncentracyjnego w pobliżu Krakowa, a resztę rozstrzelano), co ostała ruina dobitnie przypomina. Po wojnie w synagodze urządzono  dom dziecka, potem skład opałowy. Budynek niszczał, aż w końcu zawalił się strop. Obecnie synagoga jest częściowo zabezpieczona, planuje się jej zadaszenie.

Ruiny synagogi w Działoszycach - budynek nie ma dachu.

Ruiny świętokrzyskiej synagogi widziane od wewnątrz.

Fascynujące Świętokrzyskie

Ruiny to obok naturalnych i zachwycających skałek, jeden z najsilniejszych punktów województwa świętokrzyskiego. W zasadzie nie da się zaplanować trasy tak, by nie mieć w planie choć jednego takiego punkciku. I bardzo dobrze! Ruiny mają w sobie jakąś dozę romantyzmu i nostalgii. Są swoistym pomnikiem ludzkiej pomysłowości, kreatywności i inżynierii a dziś stanowią fantastyczne przystanki lub punkty widokowe. Gdy będziesz na trasie — nie żałuj tych parunastu minut, by zatrzymać się, chociaż przy jednej z nich. Nie pożałujesz!

Klaudyna Turczyńska

Nie może usiedzieć w miejscu, każdy weekend spędzałaby w trasie. Pasjonatka fotografii. Lubi odpoczywać na wsi, ale kocha miasto. Łatwo odnajduje się w każdej roli i nie potrafi spędzać czasu bezczynnie. Czasem można ja spotkać, jak pilotuje z dzieckiem samolot i bazgra kredą po chodnikach, malując kotki. Nie żyje bez kawy.

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Cześć!

Świat dzieli się na tych, którzy nie lubią zapachu benzyny i na tych, którzy go uwielbiają. My jesteśmy z tych drugich. Na tym blogu pokazujemy wszystkie fajne miejsca, które warto odwiedzić w Polsce. Nie musisz się już więcej zastanawiać co robić i gdzie iść w weekend. Z nami spędzanie czasu stanie się proste!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

A może jeszcze więcej?