Strona główna » Głupianka – pogański kamień i chrześcijańska kapliczka. Co je łączy?

Głupianka – pogański kamień i chrześcijańska kapliczka. Co je łączy?

Będąc na Mazowszu, co chwila napotykamy się na legendy i wierzenia lokalnych miejscowości. Czasem jest to nawiedzone bagno albo szpital, a innym razem miejsce dawnych obrzędów pogańskich. Historia Głupianki jest równie bogata i zakręcona jak ona sama.

Są na Mazowszu miejsca magiczne, gdzie kultywowane są tradycje przodków i to tych dalszych niż nasze prababki. Niewielka wieś pod Głupianką nie wyróżnia się niczym szczególnym. No może tym, że jej nazwa wzięła się ponoć od tego, że dawnymi czasy mieszkał tu bogaty dziedzic, który miał córkę Annę. Anna zgłupiała, a wieś stała się „Głupianką”. Czy to prawda nie wiadomo…

Dookoła ciągną się głównie pola i drewniane zabudowania, ale rok po roku w okolicy powstaje coraz więcej nowych domków. Będąc tu na grzybach we wrześniu, naszą uwagę przykuła malownicza scenka na drodze. Pan młody udając się na ślub – został „zaskoczony” bramą. Sędziwa babuszka, która ich zatrzymała – była ubrana w kolorową chustę, a w ręku dzierżyła coś na kształt kukły. Niestety niedane nam było zobaczyć, co stanie się dalej, bo droga jest tu dość ciasna, a korowód za młodym ciągnął się aż po horyzont. Wyprzedziliśmy towarzystwo i udaliśmy się na Joście.

Joście – kapliczka w środku pola

Idąc kawałek lasem, w pewnym momencie trafiamy na pole. Okolica jest kompletnie zwyczajna, gdyby nie fakt, że w samym centrum tego krajobrazu znajduje się całkiem spora kapliczka. Nie raz i nie dwa, widywaliśmy w lesie przeróżne kapliczki. Mocowane na drzewach,  przeważnie są bardzo zadbane i widać na nich ślady odwiedzin. Gdzieniegdzie widać wciśnięte bukieciki między szybkę a drzwiczki, święte obrazki lub paciorki. Rzadko jednak spotykamy takie okazałe kapliczki jak ta w Jościach, na dodatek ulokowane pośrodku „niczego”.

Kapliczka w Jościach jest zamknięta na kłódkę, pewnie w celu ochrony przed wandalami. Jednak i tak wszystko widać, bo ma szybki. Wewnątrz bielonej kapliczki znajduje się drewniana figurka św. Anny. Ubierana jest w materiałowe sukienki, szyte przez kobiety z pobliskiej wsi. Obok kapliczki znajduje się krzyż, a obok krzyża… resztki kamienia. Dawno temu głaz miał ponoć 15 kroków obwodu, a na jego powierzchni znajdowały się kuliste zagłębienia służące prawdopodobnie do rozpalania ognia i składania ofiar. Ktoś wykuł na nim ostrym narzędziem krzyż i litery. W określonych dniach roku zgodnie z wierzeniami dawnych Słowian mieszkańcy pobliskich wsi schodzili się tu i czcili tu m.in. zimowe przesilenie wiosenne dnia z nocą, równonoc wiosenną i Kupałę.

Takie głazy w pewnym momencie można było spotkać w całej Europie. Większość z czczonych kamieni miała zapewniać jakiś dostatek – szczęście, powodzenie, ale i dzietność… Wraz z rozwojem chrześcijaństwa, część z nich zniszczono, a część zachowano – nadając im nowe znaczenie. Dzisiaj we wsi można usłyszeć legendę o tym, że szedł tędy Pan Jezus i przysiadł na kamieniu w Jościach, aby odpocząć. Na głazie odbiły się jego łokcie i kolana, a miejsce uczyniono świętym. Istnieje też druga opowieść, że u kresów dziejów świata, na tym polu przy Jościach przetoczy się straszna wojna i jej koniec nastąpi właśnie tu. Z góry (z nieba) zejdzie małe wojsko pod komendą rycerza z Barankiem Bożym i pokona wojujące strony. Wtedy zapanuje pokój.

Jak było?

Od wieków mieszkańcy pobliskich miejscowości przekazywali zwyczaj przychodzenia do kamienia w Jościach w Niedzielę Wielkanocną, czyli w czasie zrównania dnia z nocą. Na kamieniu składano resztki święconego i drobne, które następnie rozdzielano między żebraków, nazywanych też dziadami. Dawnej wierzyło się, że żebracy mają moce mediacyjne i są łącznikami ze światem zmarłych. Obrzędy te były też traktowane jako akt miłosierdzia wobec najbiedniejszych mieszkańców.

W pewnym momencie, w 1906 roku ksiądz zdecydował, że kamień stanie się budulcem pod schody kościoła w parafii w Kołbieli. Według podań część z parafian zgodziła się na to bez żalu  (ksiądz miał zaniechać ganienia wiernych za pogański zwyczaj podążania do kamienia), ale druga część nie bardzo chciała oddać część głazu, na której były wyryte symbole. Głaz wywożono metodycznie, w sumie wypełniając 100 (!) wozów. Schody powstały, a przy kamieniu rok później postawiono drewnianą kapliczkę pw. św. Anny, później zmieniając ją na murowaną. Wierni wydobyli jednak spod ziemi resztki kamienia na pamiątkę. Podobno mieszkańcy uważają, że figurka św. Anny ma uzdrowicielską moc… Wystarczy potrzeć chore miejsce drewnianą, cudowną figurką, ale jak to zrobić teraz nie wiem, bo tak jak wspomniałam – kapliczka jest zamknięta.

Mimo upływu kolejnych lat – nadal trwały tu uroczyste pochody pod kapliczkę łącznie ze składaniem ofiar. Ludzie śpiewali pieśni kościelne, odmawiali litanię i całowali kamień, po którym stąpał Jezus. Później odbywała się zabawa do białego rana, w której udział brało głównie młode pokolenie, a jeden ze starszych gospodarzy wsi dzielił datki pomiędzy zgromadzonych licznie żebraków. Bez tego ostatniego wybuchały tu zajadłe awantury, a każdy z żebraków czuł się niesprawiedliwie obdarowany w stosunku do sąsiada. W 1947 roku władze zakazały zgromadzeń żebraczych, ale dopiero w okolicy lat 70 uroczyste pochody pod kapliczkę ze składaniem ofiar – zostały zastąpione tradycyjnymi, kościelnymi procesjami z udziałem duchowieństwa.

Dzisiaj w tym miejscu w Wielkanoc odbywa się tradycyjna msza.

Oczywiście poza zwykłą Rezurekcją odbywającą się w Kościele w Kołbieli. I teoretycznie nie ma w tym miejscu nic magicznego, a jednak kołbielskie tradycje wędrowania do kamienia przetrwały w tym miejscu ponad 1000 (!) lat od chrztu Polski. I to niby nic, a jednak jest w tym coś niezwykłego i fascynującego, że mimo zmiany wierzeń – jest w ludziach potrzeba kultywowania tradycji przodków. Kapliczka na uroczysku Joście nie jest może popularnym miejscem odwiedzin, a jednak wierzę, że dla fascynatów folkloru stanie się niezwykłą atrakcją turystyczną. 🙂

Źródła:
*Jarosław Jot-Drużycki, Rocznik Mazowiecki 14, 247-255, rok 2002 http://mazowsze.hist.pl/17/Rocznik_Mazowiecki/387/2002/12645/
*Jak legenda. Opowieści z mazowieckiej ziemi, Tadeusz Chudy
*Albin Cabaj, Joście, „Ziemia” (nr 11) listopad 1957, str. 12 http://ziemia.pttk.pl/Ziemia/Ziemia_NR_11_1957.pdf


Wpis powstał we współpracy z Samorządem Województwa Mazowieckiego w ramach cyklu #FajneMazowsze.

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.

Spodobało się? Polub nas!