Strona główna » Kangurek Kao |Recenzja| powrót polskiego platformera po 17 latach!

Kangurek Kao |Recenzja| powrót polskiego platformera po 17 latach!

Kangurek Kao powrócił o 17 latach nieobecności! Czy kangur wyposażony w rękawice bokserskie ma dziś jakiekolwiek szanse na ringu pełnym gier? I czy ty lub twoje dziecko w ogóle powinno zainteresować się tym tytułem?

Druga połowa lat dziewięćdziesiątych i początek lat dwutysięcznych uważam za złoty okres gier nie tyle PC, ile ogólnie wideo. Czuć było, że twórcy bawią się ich formą, odkrywają nowe gatunki i przesuwają granice technologiczne na nieznane dotąd możliwości. To też w tym okresie wykuło się wiele gier, w które… gramy do dziś. Wymienić tu trzeba choćby Fifę, Need for Speed, Quake, Doom, Rayman czy choćby wspaniały duet Spyro i Crash.

Gdzie w tym Kangurek Kao?

Otóż lata dziewięćdziesiąte to też Polska na scenie producentów gier. Owszem, trudno wymienić tutaj światowe bestsellery na miarę Wiedźmina wydanego w 2007 roku, chociaż zarysowaliśmy już swoją obecność. Wydany w 2000 roku Crime Cities od Techlandu spotkało się z całkiem ciepłym przyjęciem podobnie jak RTS Earth 2150 (który był sequelem udanego Earth 2140), który z pewnością był grą, którą należało się chwalić.

Muszę jednak uczciwie przyznać, że chociaż produkowaliśmy masę gier, większość z nich była wychwalana dlatego, że była… polska. Nie dlatego, że była dobra. Czytając recenzje ówczesnych magazynów, czuć było pewnego rodzaju kompleks bądź wyrozumiałość na zasadzie „ok, fajnie, że próbujemy zatem +1/+2 do oceny końcowej”. Trend ten uległ zmianie dopiero wraz z wydaniem Painkillera w 2004 roku oraz wspomnianego Wiedźmina.

Polacy przez długi czas chcieli mieć swoją kopię hitu zza Wisły. I tak popularności nabierało Heroes of Might and Magic – my mieliśmy Clasha. Wszyscy grali w Total Annihilation – my mieliśmy serię Earth. Świat zagrywał się w Quake/Dooma – my mieliśmy Pył. Gdy zachodni koledzy grali w Medal of Honor – my mieliśmy Mortyra. I tak dalej, i tak dalej.
W tych lustrzanych tytułach generalnie nie było nic złego. Wszak, tak działa branża po dziś dzień i można tutaj przytoczyć dziesiątki jeśli nie setki wzajemnie konkurujących ze sobą przykładów. Kłopot jednak polegał na tym, że polskie produkcje obiektywnie były… gorsze.

Kangurek Kao pojawił się jako odpowiedź na serię Spyro oraz Croc. Ten pierwszy doczekał się odświeżonej trylogii w 2018 roku i wydania na wszystkie platformy: Xbox, PlayStation i Nintendo Switch, udowadniając, że świetny gameplay nie może się zestarzeć. Ja od zawsze należałem do ekipy #TeamCroc i z dużym smutkiem stwierdzam, że Croc zapadł się gdzieś w mrokach licencji i niebytu i szansa na jego przywrócenie jest niewielka.

Polski Kangurek Kao zadebiutował 23 listopada 2000 roku na PC oraz konsoli Sega Dreamcast i zdobył całkiem sporą publiczność. Gra doczekała się kilku sequeli (i spinoffów) docierając nawet do tych mniej oczywistych platform sprzętowych jak GameBoy Advance czy PSP. Jej sequel trafił nawet jako jedna z pierwszych polskich gier na Xboxa (klasycznego). Gra z biegiem lat nabrała statusu kultowej. Czy jednak na to zasługuje?

W mojej ocenie – zupełnie nie. Była to całkiem niezła próba wejścia na rynek platformerów, który został podzielony przez wspomnianego Spyro i Croca. Gra jednak była do bólu przeciętna. Nie wnosiła niczego nowego  w mechanice rozgrywki, a ona sama miała spore techniczne niedoskonałości. Była poprawna, ale z pewnością niewybitna. Nam jednak to w zupełności wystarczyło. Kangurek był postacią sympatyczną, swojską no i przede wszystkim – zaprojektowaną przez „naszych”. A im dalej od premiery, tym więcej byliśmy jej w stanie wybaczyć i cieplej ją wspominaliśmy.

Powrócił Spyro, powrócił i Kangur.

Tuż po premierze Spyro: Reignited Trilogy do prasy przedostała się informacja, że Polacy pracują nad nowym Kangurkiem Kao. Potem na długi czas informacje o postępach nad grą ucichły. W końcu, 27 maja doczekaliśmy się jej premiery. Czy warto było czekać?

Fabuła w platformówkach jest raczej pretekstem niż główną osią zabawy i podobnie jest tutaj. Zabawa zaczyna się do dziwnego, dość mrocznego trzeba przyznać snu. Nasz bohater stara się uratować swoją siostrę przed czyhającym na nią zagrożeniem. Gdy wybudza się ze snu, od razu biegnie do mamy, oznajmiając jej, że musi wyruszyć w podróż, by ją ratować. Nasza rodzicielka ze zrezygnowaniem zgadza się na wyprawę pod warunkiem, że wpierw się do niej porządnie przygotujemy.

Tak też poznajemy Walta. Jest to nasz mentor i trener. Pierwsze skojarzenie? Shifu z Kung Fu Pandy. Miałem wrażenie, że relacja Kao i Walta jest zbudowana na dokładnie tej samej zasadzie jak Po i Shifu. Jeden niezdarny, trochę zabawny a drugi poważny, przepełniony wiedzą. Taki układ świetnie się sprawdza i chociaż żarty bywają czerstwe i dość oczywiste pasuje to do klimatu gry. Nasz trening, będący jednocześnie swoistym tutorialem do gry jest zgrabnie poprowadzony i wprowadza nas w najważniejsze elementy rozgrywki. Jak na platformówkę przystało, nasz bohater uczy się skakania, kucania, uderzania pięściami oraz ogonem, a nawet rzucania bumerangiem, podwójnego skoku, chwytania, wspinania i wielu innych elementów!

Radość odkrywania

Gra jest do bólu liniowa. Czy to źle? W platformówkach takich jak ta absolutnie nie. Jeśli kiedykolwiek graliście w Spyro, Croca czy Super Lucky to mechanika powinna być doskonale znana. Do ukończonych etapów możemy powracać nieskończoną ilość razy, by odnaleźć pominięte monety, diamenty, runy czy literki. Same etapy pełne są poukrywanych ścieżek a znajdźki schowane w nieoczywistych miejscach, zachęcając do głębokiej eksploracji. Jak na rasowego platformera przystało – mapy posiadają też ukryte mini-etapy, które pozwalają na zebranie jeszcze więcej monet i diamentów.

Każda plansza posiada ukryte runy, których zebranie umożliwia nam odblokowanie kolejnych plansz. Monety (czyli Dukaty) przeznaczyć możemy na rozwój naszego bohatera – kupno dodatkowych żyć, ubrania lub serduszka.

Radość pokonywania

Muszę przyznać, że plansze zrobiono naprawdę ciekawie. Każda z nich posiada dziesiątki mechanizmów, przeszkadzajek czy platform. Standardowo mamy tutaj poruszające się platformy, platformy pojawiające się tylko na chwilę, wodę/lawę/inną ciecz, w której możemy utonąć. Bardzo fajne są też mechanizmy, których uruchomienie daje nam dostęp do niedostępnej wcześniej ścieżki lub odkrywają przed nami pewne sekrety.

Czas na rozegranie każdej planszy jest dość długi. W niektórych spędzić trzeba nawet kilkadziesiąt minut! Można oczywiście w „pierwszym rzucie” przejść je najbardziej oczywistą ścieżką a dopiero kolejnymi próbami czyścić je ze wszystkich znajdziek. Po drodze nie da się zapisać gry, ale są tzw. checkpointy, które są takim jakby punktem zapisu.
Długość etapów jest jednocześnie zaletą jak i wadą. Wadą przede wszystkim dla najmłodszych. Myślę, że najmłodsza publika może mieć z niektórymi fragmentami problem. Z drugiej strony – Kangurek Kao jest typowym przedstawicielem platformerów. Skoro my daliśmy radę ze Spyro i Crociem, nie widzę powodu, dla którego małoletni nie daliby rady z Kao. A muszę powiedzieć, że poziom i tak jest niższy niż Super Lucky.

Oprawa i klimat

Grę ogrywałem na najmocniejszym zestawie, czyli Xbox Series X oraz telewizor Oled 4K. I gra prezentowała się ślicznie. Owszem, chciałoby się coś więcej – więcej animacji, więcej życia na planszach, ale podczas samej zabawy nie zwraca się na to większej uwagi. Muzyka wpada w ucho i ma tę zaletę, że przede wszystkim – nie przeszkadza. Każdy etap ma swój własny motyw – czasem radosny i skoczny, czasem ponury i budujący napięcie. Ale nawet w tych mroczniejszych fragmentach są momenty, w których nie sposób się uśmiechnąć. Napotkani przeciwnicy grają na perkusji, smażą rybę na ogniu czy zajmują się zupełnie niespodziewanymi rzeczami.

Są jednak dwie łyżki dziegciu w tej beczce miodu. Pierwsze to doczytywanie tekstur. Na tak mocnej konsoli nie powinno to mieć miejsca, a czasem jednak się to zdarza i jest to wówczas widoczne. Jestem jednak przekonany, że młodsza widownia może na to nie zwrócić uwagi. Drugą, bardziej frustrującą rzeczą jest praca kamery. Na ogół przypadków jest ona poprawna, ale wystarczy wejść do bardziej ciasnego pomieszczenia lub fragmentu planszy, by ta zaczęła wariować bądź wpadła za tekstury i skutecznie zasłoniła nam widok. W sytuacji, gdy mamy małą ilość życia potrafi to sfrustrować.

No niestety, takie akcje z kamerą są… dość częste!
Wrażenia i polskie wydanie

Kangurek Kao to udany powrót do życia. Gra podobnie jak jej poprzedniczki nie wnosi niczego nowego do gatunku, ale jest porządnie wykonanym, ładnym i kolorowym produktem. Jest świetną oazą oddechu w świecie gier zdominowanym przez kolejne samochodówki czy strzelanki. Gier dla młodszego gracza jest dziś na lekarstwo, tym bardziej zatem doceniam, że Kao jest całkiem niezłym tytułem.

Prócz wymienionych niedogodności boleć mogą w zasadzie jeszcze dwie rzeczy. Jak na grę rodzinną dziwi tylko jeden slot zapisu zabawy, co było wytłumaczalne w latach 90, gdy posiadanie karty pamięci było wydarzeniem na skalę osiedla. Dziś? Dla mnie to zwykła niedoróbka. A drugi pewne problemy ze stabilnością gry na dalszym etapie zabawy.

Na osobny akapit zasługuje polskie wydanie gry. Ta jest dostępna w dwóch wersjach: regularnej i „Superskoczna edycja”. Regularna jest w cenie 139 zł, co jak na grę dla konsol jest ceną wręcz śmiesznie niską. Superskoczna edycja jest za… 20 zł więcej a w środku prócz gry znajdziemy też worek (taki szkolny, jak na buty), magnes i naklejki. Niby niewiele, ale za różnicę w cenie warto się skusić na droższe wydanie, szczególnie gdy grę chcemy dać w prezencie. Kangurek Kao dodatkowo jest nie tylko z polskimi napisami, ale jest także w pełni zdubbingowana. Tak powinno się wydawać gry!

PS. Grę do recenzji dostałem od firmy Cenega. Opisywałem wersję na konsolę Xbox (działa na Xbox One, One S, One X, Series S oraz Series X) ale jest też wersja na PS4/PS4 Pro, PS5, PC i Switch.

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (24). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)