Super Lucky’s Tale – nareszcie jakaś miła platformówka, w którą warto zagrać

Super Lucky's Tale

Chociaż… albo ja się zestarzałam, albo te gry stały się jakieś takie trudniejsze? 😉

Kiedy dostałam w swe ręce grę Super Lucky’s Tale, w moment przypomniałam sobie swoje dzieciństwo. Kto bowiem na początku lat 90. nie spędzał całych godzin, strzelając do kaczek z pistoletu? Chwilę później pod dachy weszło pierwsze PlayStation i nastała złota era platformówek.

Większość moich rówieśników powinna kojarzyć takie tytuły jak Crash, Croc czy chociażby wspaniała seria Spyro. To był obłęd, bo do wspólnej gry siadały nie tylko dzieciaki, ale i rodzice.

Potem na wiele lat zapadła cisza.

Nie wiem, nie jestem pewna, czy to ja przestałam tak często grać, czy przestały pojawiać się atrakcyjne dla mnie gry. Ot, raz na jakiś czas Rayman, Spyro, Looney Tunes, w ostateczności Fable.
Kiedy zatem do swoich rąk dostałam grę z sympatycznym liskiem w roli głównej, nie mogłam się oprzeć, by w niego nie zagrać.

Oto pewnego dnia, rodzeństwo lisków odnajduje starą Księgę Wieków. Kiedy pewna Kocia Klika chce ją przejąć dla siebie – księga wciąga siostrę, a Lucky bez zastanowienia rzuca się jej na ratunek. Trzeba przyznać, że fabuła nie jest tutaj jakiś wysokich lotów. Nie znajdziemy tu wyszukanych dialogów, ale nie ma co się zrażać – w platformówkach fabuła zazwyczaj stanowi tło dla naszych umiejętności.

Super Lucky's Tale Super Lucky's Tale

Zabawę zapewniają nam 4 światy.

W każdym świecie Super Lucky’s Tale mamy kilka portali przepełnionych ruchomymi platformami, skaczącymi ogniami i całą masą innych udziwnień i utrudnień. Naszym zadaniem jest przechodzenie kolejnych planszy z punktu A do punktu B, a na końcu każdego światu pokonanie bossa. Wydaje się proste, ale uprzedzam – z biegiem gry przejście jednego poziomu zajmuje coraz więcej długich minut i  wymaga często dużej wprawy. Dla młodszych dzieci może to być frustrujące.

Podczas pokonywania kolejnych etapów napotkamy na wiele bajkowych stworów. Autorzy nie mogli się oprzeć i wypełnili świat bohaterami przypominającymi duszki, yeti, ale także… Angry Birds, a w pewnym momencie przeciwko przemocy protestują wypisz-wymaluj Wormsy! 🙂 Historię umila nam pełna kolorów grafika, z nienużącą, przyjemną muzyką w tle.

Sam Lucky to wesoły lisek, który jednak nie jest specjalnie obdarzony umiejętnościami. Ot, możemy skakać, wdrapywać się na ściany, pokonywać przeciwników machając rudą kitą, czy wskakując im na głowy.  W grze nie ma możliwości rozwijania naszego bohatera, co akurat jest dziwne, zważywszy na fakt, że przez całą grę zebrałam całe wywrotki monet. Z drugiej strony, Super Lucky’s Tale to wymarzona gra dla ludzi kochających zaliczanie plansz na 100%. W każdym z portali trzeba zebrać literki układające się w napis „Lucky”, minimum 300 monet, odkryć i pokonać ukryty poziom i dotrzeć do końca poziomu z minimum jednym życiem. Za wykonanie zadań otrzymujemy koniczyny, które otwierają nam wrota kolejnych portali. Pracy jest zatem dużo!

Super Lucky's Tale Super Lucky's Tale Super Lucky's Tale

Super Lucky's Tale

Odrobina dziegciu w beczce miodu.

Gra Super Lucky’s Tale tylko początkowo wydaje się prosta. Momentami jest tak wymagająca, że miałam ochotę pizgnąć padem przez okno. Pod koniec ciężko jest pokonać planszę bez kilkudziesięciu podejść. Trzeba się ich trochę nauczyć na pamięć. Mimo to gra ma w sobie jakiś magnetyzm, który wywoływał w mojej głowie hasło: „kuuurde, teraz ostatni raz, serio”. Kiedy się w końcu po 40 minutach udaje – na szczęście istnieje duża szansa, że kolejny poziom da nam trochę odpocząć. Tym bardziej że kolejne plansze zaskakują pomysłowością i kreatywnością. Niektóre z nich wymuszają zupełnie inną grę. Raz obracamy całą planszą, innym razem biegniemy bez końca, a kolejnym – spacerujemy po przeźroczystym labiryncie. Minusem niestety wydaje się kamera, która czasami ustawia naszego bohatera w dziwny sposób, że nie możemy obejrzeć się za siebie (a często by się to przydało).

Z drugiej strony, gra jest dostępna w programie Xbox Play Anywhere. Krótko mówiąc – kupując grę, zainstalujesz ją na swojej konsoli Xbox, ale także na komputerze z Windows 10 a jak masz niezły tablet – to i na tablecie z tym systemem. Zatem nic nie szkodzi, by zacząć grę w domu, a dalej ogrywać ją np. na wyjeździe.

Dla kogo?

Patrząc na moją Lilkę, jak ochoczo złapała za pada, próbując z trudem pokonać pierwsze przeszkody – chyba dla każdego, kto ogarnia pada. Raczej od siedmiu lat w górę. Sama spędziłam przy niej trzy wieczory, doskonale się bawiąc – chociaż uczciwie przyznaje, że kilka razy zwątpiłam w swoje umiejętności. Gra na szczęście nie jest droga, a do tego jest śliczna, potrafi rozbawić i daję masę frajdy. Spróbować warto, ja polecam! 🙂

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.