Strona główna » Osiołkowo – onoterapia pod Łysą Górą. „Głupi osioł” jest mądrzejszy niż myślisz!

Osiołkowo – onoterapia pod Łysą Górą. „Głupi osioł” jest mądrzejszy niż myślisz!

A gdyby tak rzucić wszystko, wyprowadzić się w Świętokrzyskie i zacząć hodować osły?

Lubię słuchać inspirujących historii. W sensie — takich, gdzie ludzie potrafią zmienić całe swoje życie, aby spełnić najbardziej zwariowane marzenia, gdzie potem ty zastanawiasz się, w którym miejscu popełniłeś błąd w swoim życiu, że też tak nie masz. W swojej nieco krótkiej karierze blogerki słyszałam już nie jedną opowieść o ogromnych zmianach i postawieniu wszystkiego na jedną kartę. I za każdym razem szczerze podziwiam, choć raczej sama jestem gdzieś po drugiej stronie osi i raczej na tak głęboki skok bym się nie zdecydowała.

Dzisiaj chciałam ci przedstawić wspaniałe miejsce w Świętokrzyskiem, położone bardzo blisko Nowej Słupi (w Baszowicach), gdzie osiołki grają pierwsze skrzypce i stały się częścią rodziny dla swoich nowych właścicieli.

Osiołkowo

Kiedy odkryłam, że na trasie mojej wycieczki znajduje się „Osiołkowo”, w którym jak nazwa wskazuje, znajdują się osły — pomyślałam, że niezbyt wiele o nich wiem. Moje całe wyobrażenie o nich to postać depresyjnego Kłapouchego z Kubusia Puchatka, głupiego osła, w którego przemienił się Pinokio i jakieś pojedyncze, osiołki spotkane w minizoo. Taki niezbyt wyróżniający się zwierzak, coraz rzadziej spotykany w gospodarstwach, bo jego pracę łatwo było zastąpić koniem. Nawet nie bardzo wiedziałam, po co osioł jest nadal hodowany (oprócz tego, że dla uciechy turystów). Jedyne, z czym mi się kojarzył… to wyborne, włoskie salami. OMG! Dobrze było to zmienić.

Do Osiołkowa wybiera się „specjalnie”, czyli po wcześniejszej zapowiedzi, na konkretną godzinę. Właściciele zajmują się Onoterapią. W skrócie to coś takiego jak hipoterapia, tyle że z osłem. Podczas godzinnego spotkania zwiedzający mogą pobyć w towarzystwie kilku osiołków, pogłaskać je, może nakarmić, a czasem nawet chwilkę pojeździć (tu akurat punkt skierowany do najmłodszych dzieci). Temu wszystkiemu towarzyszy opowieść właścicieli, którymi są Ania i Piotr. My akurat mieliśmy spotkanie z Piotrem, którego słuchało nam się bardzo dobrze, zwłaszcza że trzy pierwsze osiołki, które posiadają — przyprowadzili sobie z Francji. I nie, że przywieźli je sobie koniowozem, ale po prostu — przyszli sobie z nimi… na piechotę.

Od pomysłu do realizacji

Piotr z Anią są podróżnikami, wcześniej świat przemierzali głównie na rowerach. W pewnym momencie, podczas studiowania Pedagogiki Specjalnej — Anię bardzo zainteresowały osiołki i onoterapia. Dziewczyna zrobiła certyfikowane kursy, czytała coraz więcej na ten temat i… szybko zaraziła pasją swojego partnera (studiującego… mechatronikę, więc zmiana wydaje mi się ogromna!), który też porobił kursy hodowli i terapii. Podobno na początku był trochę zdziwiony wyznaniem, że jego partnerka chce osiołka, ale szybko okazało się, że on też bardzo chce, tylko zanim Ania mu powiedziała — po prostu tego nie wiedział. W rezultacie, przez kilka lat przygotowali się do otwarcia Osiołkowa, a wkrótce razem wylądowali na wolontariacie we Francji (która ma bogatą historię hodowania tych zwierząt), na różnych farmach z osiołkami. Ich celem było dowiedzieć się o nich jak najwięcej w praktyce, przed założeniem własnej hodowli.

Szczęściem, albo zrządzeniem losu — okazało się, że na ostatni wolontariat trafili do Clauda, który przez 20 lat hodował osły (rasy Contentin), ale teraz zapragnął przejść na emeryturę i pojeździć nieco po świecie. Jednocześnie marzyło mu się jak najlepsze miejsce dla zwierząt, w którym w spokoju i miłości mogłyby doczekać swojego życia. Chyba lepiej długouche nie mogły trafić, bo para zdecydowała się kupić wszystkie 6 osiołków, aby ich nie rozdzielać.


Z Francji do Polski na piechotę

Po zakupie osłów należało je jakoś przetransportować do domu. Para oczywiście wcześniej sporo dowiedziała się o trenowaniu osłów do trekkingu, a z pierwszą trójką postanowiła wybrać się do Polski na piechotę. Przy okazji po drodze mogli nawiązać ze sobą więź. Podobno we Francji takie chodzenie z osiołkami nie wzbudza takiego zdziwienia jak u nas. O tej niecodziennej podróży w pewnym momencie rozpisywały się praktycznie wszystkie liczące się polskie media, a zainteresowanie ludzi trwało przez całą wyprawę. Pozostałe zwierzęta miały być dowiezione przez Clauda, za jakiś czas po dotarciu na miejsce, czyli świętokrzyskiego, starego, drewnianego domu ogrzewanego kaflowym piecem, odziedziczonego po babci Piotra. Małżeństwo wspólnie odbudowało tu gospodarstwo.

Całą relację z podróży można przeczytać na fanpage Osiołkowa, trochę szkoda mi to spoilerować, ponieważ historia jest naprawdę wciągająca i sielska. Para przez cały czas (prawie trzymiesięcznej wycieczki) dbała, by zwierzaki były dobrze zaopiekowane. Zwierzęta nie nosiły więcej niż 15% swojej masy (tylko bagaże), a kiedy były zmęczone — od razu szukano postoju. Małżeństwo miało dla nich nawet… buty na kopytka, na wypadek gdyby za mocno im się starły.

Ania z Piotrem spali w namiotach, ich ulubionym pożywieniem był makaron z sosem, ale dla swoich milusińskich zawsze zdobywali świeżą wodę i znajdowali pola pełne ciekawej roślinności, aby czworonożne były usatysfakcjonowane (przez to, że osły pochodzą z terenów półpustynnych — europejska trawa jest dla nich bardzo kaloryczna). Na czas postoju odgradzali łąkę elektrycznym pastuchem. Ich trasa przebiegała głównie przez polne drogi, robili po 15-20 km dziennie, a kiedy czyta się o ich przygodach w drodze — cała podróż wydaje się nie taka straszna i od razu ma się ochotę wybrać na taką pieszą wycieczkę, właśnie w takim „włochatym” towarzystwie. Ludzie witali całą gromadę prawie jak celebrytów, wybiegając na trasę ich przemarszu z jedzeniem — co chwila, ciesząc się, że widzą „fajne koniki”. Nic dziwnego, te francuskie osiołki są rasowe i różnią się znacznie od tych, które można zazwyczaj spotkać na polskiej wsi.

Dlaczego warto odwiedzić to miejsce?

Wizyta w Osiołkowie jest pełna ciekawostek, ale też wiedzy. Można pozbyć się uprzedzeń na temat tych zwierząt. Nie wiedziałam, że są to zwierzęta stadne, bo na wsiach jak ktoś ma osiołka to raczej pojedyncze sztuki. Czasem towarzyszy im baran, czy koza. Tu nawet nie trzeba za specjalnie tłumaczyć, że nie lubią samotności. Jeśli jedno poszło w jakieś miejsce — za nim zaraz szła reszta stada.

Osły były wyhodowane znacznie wcześniej niż konie i towarzyszą człowiekowi od tysięcy lat. W przeciwieństwie do swoich krótkouchych towarzyszy — chętniej lubią dostawać różne zadania. Wcale nie są aż tak bardzo uparte. Raczej, po osiołkowemu — zwyczajnie nie lubią dominacji. Piotr mówi, że mają po prostu inne plany, a czasem nie do końca są przekonane, że mamy dobry pomysł. Szybko okazało się, że są też strasznie sympatyczne (nie kopią i nie gryzą — chyba że w samoobronie) – praktycznie od razu podbiegły do wiaty i miały ochotę na wielkie mizianie. Zwłaszcza za uszami. Kiedy na moment o tym zapominaliśmy — zaraz przysuwały się nieco bliżej, by o sobie przypomnieć. Bardzo lubią też słuchać komplementów. To straszne pieszczochy!

W momencie pisania tego artykułu — stado w Osiołkowie tworzy 8 osłów (samców), w tym dwa osiołki rasy Poitou, które są ogromne — wielkości konia z dredami. Podczas spotkania właściciel cierpliwie tłumaczy, dlaczego nie powinno się go czesać, choć wygląda wtedy, jakby był mocno zaniedbany. Jest tak samo kochany jak mniejsi towarzysze. Z zachowania wszystkie są jak psy, które chciałyby być ciągle w pobliżu człowieka. Ich spokój wpływa kojąco na skołatane nerwy. Szybko udziela się wszystkim dookoła.

Dla kogo?

Do Osiołkowa można przyjechać jedynie na godzinną pogadankę i spotkanie z osiołkami, można też przenocować się w jurcie i spędzić tu kilka dni. Warto oczywiście wpaść z dzieckiem, chociaż ono wcale nie jest wymagane. Filip ma uczulenie na konie, ale w Osiołkowie nie odczuł żadnych negatywnych objawów ze strony sierści osła, więc jednak jest tam jakaś różnica dla układu odpornościowego.

Do tych dużych zwierząt można dość szybko się przekonać. Choć na początku weszliśmy do ich zagrody nieco sceptyczni (w przypadku większych zwierząt, zawsze gdzieś tam w głowie jest z automatu większa rozwaga) – bardzo szybko nabierasz do nich większego zaufania. Przez naszą wizytę tylko sobie stały, ewentualnie trochę odganiały się od much. Nadstawiają się ciągle pyskiem, albo tyłeczkiem, pokazując, gdzie masz je głaskać. Prawie jak koty. Albo duże poczciwe psy. Mizianie ich strasznie uspokaja.

Choć byliśmy — w wydawałoby się podobnych miejscach (choćby alpaki), to jednak osiołki nas zaskoczyły. Zupełnie inaczej będę na nie teraz patrzeć. A głupi jak osioł… to raczej komplement!

Klaudyna Turczyńska

Nie może usiedzieć w miejscu, każdy weekend spędzałaby w trasie. Pasjonatka fotografii. Lubi odpoczywać na wsi, ale kocha miasto. Łatwo odnajduje się w każdej roli i nie potrafi spędzać czasu bezczynnie. Czasem można ja spotkać, jak pilotuje z dzieckiem samolot i bazgra kredą po chodnikach, malując kotki. Nie żyje bez kawy.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Cześć!

Świat dzieli się na tych, którzy nie lubią zapachu benzyny i na tych, którzy go uwielbiają. My jesteśmy z tych drugich. Na tym blogu pokazujemy wszystkie fajne miejsca, które warto odwiedzić w Polsce. Nie musisz się już więcej zastanawiać co robić i gdzie iść w weekend. Z nami spędzanie czasu stanie się proste!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

A może jeszcze więcej?