Strona główna » Amazfit GTR 4 | Test | Nie taki świetny, jak go malują

Amazfit GTR 4 | Test | Nie taki świetny, jak go malują

Najnowszy smartwatch od Amazfit, GTR4, jest pełnym przeciwności urządzeniem. Dobrze, że na jego testowanie dałem sobie trochę więcej czasu!

Amazfit GTR 4 to najnowszy i flagowy zegarek tej marki. Wielu w recenzjach się nim zachwyca. To wywołało we mnie konsternację, zmuszając mnie trochę do przeciągnięcia narzuconego sobie terminu publikacji niniejszej recenzji. Zachodziłem w głowę, czy to ja mam problem z zegarkiem, czy inni czegoś nie zauważają.

Krótkie testy urządzeń działających w ekosystemie są bez sensu

Jestem w stanie zrozumieć szybki test kontrolera, głośników czy akcesoriów. Jednak nie telefonów czy właśnie smartwatchy. Scenariuszy na ich wykorzystanie są miliony i moim zdaniem nie da się wyciągnąć jednoznacznego wniosku po krótkim zapoznaniu.
Amazfit GTR4 przy krótkim zapoznaniu potrafi zachwycić, ale im dalej w las tym pojawia się więcej wątpliwości. Dlatego byłem szalenie zaskoczony gdy natrafiłem na nagłówki testów moich kolegów po fachu, którzy zachwycali się ów konstrukcją, pisząc, że to najlepszy smartwatch. Owszem, ma wiele niezaprzeczalnych zalet, lecz do miana najlepszego trochę mu brakuje.

Zacznijmy od zalet!

W inteligentne zegarki jesteśmy w domu wyposażeni wszyscy. Od Klaudyny przez Lilkę na mnie kończąc. Lilka do niedawna korzystała z Huawei Watch GT2 zaś Klaudyna z bezpośredniego poprzednika czyli Amazfit GTR 3. Siłą rzeczy, gdy odebraliśmy czwórkę zaczęliśmy ją porównywać do poprzednika.

Zmiany chociaż wydają się kosmetyczne, są naprawdę trafione. Koperta wymiarowo została tej samej wielkości ale bardziej proste niż obłe kształty nadają mu bardziej eleganckiego wyglądu. Według mnie nadal jest to zegarek typu unisex, pasujący na rękę obojga płci. Poprawiono też przyciski funkcyjne. Jeśli Klaudyna na coś narzekała w GTR 3 to z pewnością na prawy, dolny przycisk funkcyjny, który potrafił się wciskać sam z siebie podczas niektórych czynności. Tutaj przycisk jest schowany w metalowej ramce. Do tego czerwone detale na przycisku funkcyjnym i koronce dodają mu sportowego, chociaż nadal klasycznego charakteru.

Ekran jest o przekątnej 1.43″ i jest absolutnie wspaniały. Jasny, wyraźny i czytelny. Spory, ale nadal nie odnoszę wrażenia, że noszę talerz na ręku. Na mojej męskiej dłoni wyglądał jak klasyczny czasomierz, ale i u Klaudyny wyglądał całkiem fajnie.
Ekran zatopiony jest w plastikowej ramce, jednak zrównany z nią. Trochę szkoda, bo GTR 3 rysował się dość szybko i liczyłem na poprawki w tym względzie. GTR 4 niestety, ale również chętnie łapie rysy ale uczciwe przyznam, że znacznie mniej. Nie wiem z czego to wynika – czy ze sposobu użytkowania, czy też wytrzymalszego szkła.

Funkcjonalnie robi się już naprawdę solidnie

Twórcy znacząco rozwinęli możliwości zegarka nie tylko względem poprzednika, GTR 3, ale nawet opisywanego również przeze mnie niedawno T-Rex 2. Ilość obsługiwanych dyscyplin sportowych wzrosła do 200. Do tego nowy, znacznie dokładniejszy czujnik BioTracker 4.0, jeszcze dokładniej sprawdzający nasze postępy.
Warto też podmienić, że rozrasta się tutaj sklep z aplikacjami dla zegarka. Nadal jest ich mało i są dość proste ale widać, że przyciąga on coraz większe zainteresowanie twórców. Osobiście brakuje mi obsługi Spotify. Kto wie, może z czasem się doczekamy? Do tego możliwość odbierania rozmów (zegarek robi za zestaw głośnomówiący), dziesiątki możliwości pomiarów różnych aspektów ciała czy fenomenalna bateria. Serio – dosłownie zapominam, że trzeba go ładować bo robię to raz na dwa tygodnie. Albo i rzadziej.

Jak wspomniałem, zegarek mi towarzyszył praktycznie wszędzie także podczas biegu Warszawska Dycha na dystansie 10km. Producent chwali się, że nawigacja oparta jest aż na 5 różnych systemach dzięki czemu dokładność stoi na wysokim poziomie. I rzeczywiście, w żadnym momencie na trasie mimo biegu pomiędzy wysokimi wieżowcami nie odnotowałem jakiegokolwiek problemu.

Dobra, co jest zatem nie tak?

Z początku zegarek miał problem z pobraniem… powitalnej aktualizacji. Musiałem aktualizować system w zegarku dwu lub trzykrotnie, bowiem za każdym razem jej nie instalował mimo ekranu sukcesu. Jeszcze więcej problemów pojawiło się podczas przełączania się pomiędzy zegarkami. Tak, aplikacja instalowana na telefonie o nazwie ZEPP, pozwala żonglować zegarkami. Rozsądne, gdy mamy więcej niż jeden i chcemy je dobrać sobie do np. obowiązującego stroju. W moim przypadku przesiadałem się z T-Rexa 2 na GTR 4 i zależało mi na tym, by zachować moje dane i postępy. Aplikacja ToDo, która jest w aplikacji ZEPP ewidentnie nie udźwignęła tego i zaczęła mnie dosłownie zasypywać powiadomieniami. Do tego aplikacja firmy trzeciej – nawodnienie – nie potrafiła zapisać wprowadzanych przeze mnie odczytów.

Problem ustał, gdy poddałem się i dwukrotnie zresetowałem zegarek do ustawień fabrycznych i potraktowałem go jako zupełnie nowe akcesorium. Szkoda. Ale cóż, to jednak zaleta przeprowadzania testów dłuższych, niż kilkudniowe – można zapoznać się ze sprzętem na wiele różnych scenariuszy.

To co jeszcze mi się nie podoba i Amazfit ma u mnie wielkiego minusa to niekompatybilność ładowarek. O ile ta z GTR 3 pasuje do GTR 4, to z T-Rex 2 lub GTS 4 Mini pasować nie będzie mimo, że na wielkość i rozstaw pinów wydają się takie same. Dlaczego? Nie wiem! Dla mnie to jednak konieczność trzymania pod ręką więcej niż jednego kabla. W czasach, gdy Unia Europejska wymaga ustandaryzowania i jednak zwraca się uwagę na ograniczanie elektrośmieci jest dla mnie wielką wadą.

Ostatnią rzeczą jest obliczanie zachwalanych przeze mnie w poprzednim tekście punktów PAI. I znów, wynika to raczej z niedopracowania oprogramowania bowiem jak wyjaśnić to, że suma liczb cząstkowych punktów PAI jest zupełnie inna niż sumaryczna?

W ogólnym rozrachunku nie jest to zegarek zły. Tylko niedopracowany

To dość droga konstrukcja jak na smartwatche, bowiem dystrybutor w Polsce życzy sobie za niego 1199zł. I naprawdę byłbym w stanie tyle za niego dać, gdyby nie problemy. Kto wie, może z czasem, wraz z kolejnymi aktualizacjami ich liczba zacznie spadać.
Teraz wybór tego zegarka mogę polecić tylko zupełnie nowym użytkownikom, dla których będzie to pierwsza konstrukcja od tej firmy. Wówczas z pewnością unikniecie problemów, z którymi do czynienia miałem ja. Jeśli jednak masz już Amazfita i wahasz się nad zmianą, zalecam poczekać na kolejne aktualizacje albo do premiery kolejnej edycji.

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (24). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)