Strona główna » Zalipie – folklorystyczna, malowana wieś, pełna rozkiściałych kwiatów. Niezywkle fotogeniczne miejsce!
zalipie

Zalipie – folklorystyczna, malowana wieś, pełna rozkiściałych kwiatów. Niezywkle fotogeniczne miejsce!

Zalipie zostało już docenione na świecie, co roku przyciąga tłumy turystów, ale ciągle zdarza się, że krajanie o nim nie słyszeli. A naprawdę szkoda je pomijać, bo jest niezwykle efektownym miejscem, stanowiącym wycinek polskiej kultury, ludowości i sztuki.

Nie mogłam sobie odmówić użycia w tytule staropolskiego słówka, które wyszło z użycia, a pięknie oddaje ideę tego, co można zobaczyć w Zalipiu. Dawniej, przy okazji Wielkiej Środy – nazywanej także Wstępną – wycinano rozmaite rózgi z owocowych krzaków, czy gałązki wierzbowe, wsadzało się je do wody i czekało aż rozkwitną, czy właśnie „rozkiściają” na Niedzielę Palmową. Buchające kolorami kwiaty można zobaczyć w niewielkiej wiosce w Małopolsce i choć nie pachną, a zwyczaj ich malowania związany jest bardziej z Bożym Ciałem – to za to „rosną” cały rok, wymalowane na ścianach budynków, pracowitymi, zwinnymi rękami swoich gospodarzy.

zalipie

Zalipie Malowane

Zalipie to jedna z tych polskich atrakcji, którą jak i inne folklorystyczne miejsca – najchętniej doceniają zagraniczni turyści. Chociaż powiem uczciwie, że tu zaskoczeniem było dla mnie, że wioska pojawiła się także w polskiej grze Wiedźmin (wiem, bo spędziłam przy niej całą zimę).

Zalipie uzyskało 26 miejsce w rankingu JATA (Japanese Association of Travel Agents/Japońskie Stowarzyszenie Biur Podróży), który wybrał 30 miejsc w Europie, które koniecznie należy odwiedzić.  To oznacza nic innego niż to, że COŚ wyprzedziliśmy, hehe. No i że do Zalipia teraz chętnie przyjeżdżają Azjaci.

A tak żarty, żartami – ale jakbyś się wahał, bo nie wiesz, czy warto – to wiedz, że w Los Angeles jest różowa ściana zwana „The Pink Wall”, która przyciąga tłumy turystów, chcących się sfotografować na jej tle. Są do niej kolejki! W Zalipiu jest co najmniej kilkanaście domów, których tło jest milion razy ciekawsze, jest bliżej, barwniej i mniej tłoczno! Różowa ściana? Phi!

zalipie

zalipie zalipie

Skąd wziął się zwyczaj malowania chat w Zalipiu?

Pierwszy raz o niezwykłej tradycji napisano w 1905 roku w czasopiśmie etnograficznym „Lud”.  Władysław Hickiel był znawcą folkloru i ogromnie zaciekawiły go barwne obrazki, które jeden z pracujących dla niego podtarnowskich chłopów, przywiózł ze swojego rodzinnego domu aż tutaj – do Krakowa. Zaintrygowany, wypytał podwładnego o zwyczaj i wkrótce sam wybrał się w rejony Powiśla Dąbrowskiego, nie szczędząc później zachwytów na łamach gazety.

Sam zwyczaj powstał prawdopodobnie na przełomie XIX i XX wieku. Poruszając się to tu, to tam – zauważyłam, że właśnie w tym okresie pojawiła się w Polsce moda na upiększanie swoich domostw. W Nikiszowcu na Śląsku malowano wówczas wnęki okienne czerwoną farbą, w Łowiczu na niebieskich chatkach powstawały fantazyjne białe wzory, a wewnątrz montowano barwne pająki, które gospodynie wykonywały z bibuły. Podobnie na Kurpiach mieszkania upiększano zarówno firankami z wycinanek, jak i kwiatami z bibuły. W Łódzkim Parku Kultury Miejskiej zobaczyć można barwne drewniane domki robotnicze z odznaczającymi się drzwiami i okiennicami. Oglądając dziś te wszystkie miejsca, nachodzi człowieka myśl, że kiedyś wszystko było bardziej przemyślane i architektonicznie bardziej pasujące do siebie w większej całości.

zalipie zalipie zalipie zalipie

W Zalipiu zwyczaj malowania wziął się z prozaicznej przyczyny

Mianowicie – chaty ogrzewane drewnem – mocno smoliły się od środka, więc po zimie bielono je wapniem. Z czasem odwrócono ten proces i na ciemnej ścianie zaczęto malować proste białe malunki (zwane packami) – na początku wykorzystywano głównie stemple wycięte w ziemniaku, czy buraku, które szybko przerodziły się w rozłożyste, bardziej zaawansowane kwieciste motywy.

Kiedy nastąpił ogólnospołeczny rozwój i standardem w domu stały się kominy – kwiaty zaczęły rozrastać się nie tylko na każdą wolną przestrzeń w mieszkaniu, ale pojawiły się także na fasadach budynków. Dziś w niektórych domostwach maluje się wszystko, łącznie z przedmiotami codziennego użytku (z budami, studniami, szkatułkami, łyżkami, talerzami, stołami i totalnie WSZYSTKIM), w innych zaś ogranicza się do ścian zewnętrznych.

Bardzo dużo pomogły tutaj też coraz bardziej dostępne farby

Na początku bowiem do malowania używano pędzli wykonanych ze słomy, gałązek brzozy, czy z krowiego lub końskiego ogona. Aby uzyskać podstawowe barwy – do wapnia dodawano czerwoną cegłę, albo glinkę, nadającą z kolei żółty odcień. Później w większych miastach można było już kupić sproszkowane farby, które rozpuszczano w mleku albo pokoście (czyli oleju lnianym z solami ołowiu), a dzisiaj królują farby akrylowe.

Tradycja malowania, podobnie jak inne folklorystyczne tradycje w Polsce – jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Osoby, które sprowadziły się w te rejony – podobno czasem dla zachowania zwyczaju – proszą inne mieszkanki, aby ozdobiły ich domy z zewnątrz.  Malarki nie mieszają odcieni tego samego koloru – używają pełnych barw, zaczynając od kwiatów, listków i na końcu wykańczając pracę odpowiednim konturowaniem. Każda praca jest oryginalna, oparta całkowicie na wyobraźni autora, a motywy kwiatowe tylko formą nawiązują do prawdziwych kwiatów, nie znajdując swoich odpowiedników w naturze. To prawdziwy artystyczny raj, gdzie mieszkając – nie martwisz się, że ktoś powie, że twoje dzieła trąca kiczem. 😉

Jak wygląda zwiedzanie Zalipia?

Zalipie to wioska położona na uboczu, do której jedzie się specjalnie. W związku z tym – dobrze jest zaplanować sobie dokładniej ten wyjazd, aby nie poczuć się rozczarowanym. Najważniejszym miejscem do oglądania jest maleńki (dosłownie 3 budynki) skansen, wraz z domem Felicji Curyłowej, o której za chwilę. Koniecznie więc upewnij się, że będzie otwarty (zwłaszcza podczas pandemii, warto tu wpaść z samego rana przed otwarciem, bo jest limit odwiedzin, a zainteresowanie w sezonie turystycznym jest duże).

Poza tym – Zalipie nie jest skansenem, a normalną wioską! I to nie taką wioską, w której las szumi, ptaki ćwierkają, a ty spacerujesz polną dróżką, tylko takim bardziej rozwijającym się miejscem. Nie ma tu restauracji, czy barów, jest asfaltowa droga, ale nie ma za bardzo chodników, domy rozsiane są w losowych miejscach, część z nich jest malowana, później długo nie i znowu trafia się na perełkę.

Wedle mojej opinii, a trochę tu pochodziłam – najlepiej odwiedzić Dom Curyłowej, później sklepik naprzeciwko, a następnie podjechać do Domu Malarek i stamtąd przejść się na piechotę (około 20 min), w kierunku kościoła św. Józefa. Tego ostatniego nie udało nam się zwiedzić, ponieważ był zamknięty na cztery spusty, być może zawiniła tu pandemia. On także nie oparł się uroczym kwiatkom.

Mapkę znajdziesz na dole artykułu. Całość zwiedzania zajmuje do 2, maksymalnie 3 godzin. Niektóre domy oferują możliwość zwiedzania za symboliczny datek, ale w innych wchodząc na teren posesji – będziesz traktowany jak intruz! Na szczęście bez problemu znajdziesz liczne tabliczki, gdzie jasno jest napisane „Zwiedzanie”. Dobrze odwiedzić Zalipie przy okazji wizyty np. w Tarnowie, traktując je jako jedną z wielu atrakcji na swojej trasie.

Jeśli masz ochotę – weź ze sobą barwny wianek na głowę, zwiewne kiecki, czy ubranie, które będzie świetnie pasowało do mini sesji fotograficznej. Ludzie tutaj są raczej mili i sami zapraszali nas na podwórka, żeby porobić sobie zdjęcia z bliska.

Zagroda Felicji Curyłowej

Felicja Cyryłowa to kobieta, która sprawiła, że Zalipie zyskało rozgłos, wyróżniając się z innych, okolicznych wsi. Wejście na teren domu artystki jest płatne, a wewnątrz mini skansenu można oglądać także inną chatę przeniesioną tutaj ze wsi, stodołę (wewnątrz której można obejrzeć film) i oborę (obecnie pełniącą funkcję warsztatu malarek).

zalipie

zalipie zalipie zalipie

zalipie

zalipie zalipie

O ile z zewnątrz domki wydają się awangardowe, tak wejście do środka przyprawia o zawrót głowy! Jest tu barwnie, nieco pstrokato, a ozdobione jest dosłownie wszystko, co się dało. Nie pominięto nawet obrazków świętych, a barwne poduchy, piece, pająki i obrusy – przypominają domy szalonych artystów, którzy do malowania wykorzystują każdy skrawek przestrzeni.

W muzeum można dowiedzieć się, że Felicja wyżywała się artystycznie już za dzieciaka, kiedy mając 10 lat, podczas nieobecności rodziców wymalowała sufit sieni we wzory kwiatowe. Kiedy była już dorosła – mimo że w innych wsiach również pojawiały się malowane chaty – to właśnie ona przyciągnęła uwagę Władysława Hickla i przyćmiła prace innych artystek. Wkrótce zaczęła dostawać zlecenia z osławionej Cepelii, a przy okazji jako lokalna patriotka – załatwiła Zalipiu drogę i oświetlenie, stając się osobą, z której zdaniem liczyli się inni. A że artystką była do końca – może świadczyć jej grób, który można oglądać przy kościele świętego Józefa, który ma na sobie… płytki ze wzorami zalipiańskich malowideł.

zalipie zalipie

Izba Regionalna Pamiątki

To totalnie kolorowe miejsce, w którym na barwnych tłach ułożone są wszelkie produkty, które możesz sobie kupić. Ja kupiłam sobie gwizdek na wodę (pokażę wam go w innym tekście, bo tu i tak już przesadziłam ze zdjęciami), ale ty przebierać możesz wśród desek do krojenia, wszelkich pomocników kuchennych, szkatułek i dekoracyjnych dzbanków.

zalipie

zalipie

zalipie

Zagroda Edukacyjna Grzegorz Trójniak

To miejsce jest położone trochę na uboczu, jeśli masz samochód to warto tu podjechać po ładny magnes z motywem zalipiańskiego domku. Jego też pokażę innym razem. W samej zagrodzie nie ma za wiele do zwiedzania, ale właściciele są chętni do rozmowy i odpowiedzieli nam na wiele głupich pytań, z którymi nie wychylaliśmy się w muzeum np. czy mieszkańców nie irytują turyści uzbrojeni w aparaty. 😉 Ponoć nie.

zalipie

zalipie

Dom Malarek

Dom Malarek to zalipiański Dom Kultury, gdzie turysta może zobaczyć kilka zachowanych prac w formie papierowej. Ściany także pełen są malowideł. Grupy zorganizowane mogą rezerwować sobie tutaj różnorodne warsztaty plastyczne. Można wybierać m.in. z zalipiańskich malowanek gdzie maluje się na papierze i ceramice, czy ozdabiania pisanek i palm wielkanocnych.

zalipie

Warto się też rozejrzeć wokół Domu Malarek. Znajduje się tutaj atrapa zakopiańskiej chaty i kilka form przestrzennych jak np. strach na wróble, malowany rower, a jeśli uważnie się przyjrzysz – zauważysz, że we wzorki malowane są nawet… drzewa. Jest tutaj też niewielka altana, w której możesz przekąsić drugie śniadanie, które ze sobą przywiozłeś.

zalipie zalipie zalipie zalipie

Dzisiaj głównym powodem do malowania całej wsi jest konkurs Malowana Chata

Tuż po wojnie, aby zachować upadający zwyczaj malowania kwiatów – ogłoszono w 1948 roku w Podlipiu konkurs. Już w 1965 roku przeniesiono go do Zalipia (konkurs nie obywał się wówczas co roku!), ponieważ to Zalipianki najliczniej w nim uczestniczyły. Dzisiaj bierze w nim blisko 100 osób, także z okolicznych wsi. Farby dla uczestników dostarczane są bezpłatnie, a pod uwagę bierze się dwie kategorie: malarstwo nowe (malowanie specjalnie na coroczny konkurs) i z poprzednich lat (co pozwala zachować stare motywy w dobrym stanie). Oceniane są domy, jak i wnętrza, w których patrzy się na folklorystyczne dekoracje (np. bukiety z bibuły). Ponoć są też kategorie dziecięce, które mają zachęcić najmłodszych do kultywowania zwyczaju.

Wyniki konkursu ogłaszane są w pierwszą niedzielę po Bożym Ciele i z tego powodu – to właśnie wtedy najlepiej wybrać się w te okolice, aby zobaczyć totalnie świeże wzorki.

zalipie

Trendy z Przeszłości

Wędrując w kierunku kościoła, warto wstąpić do pracowni artystycznej Trendy z Przeszłości, gdzie można kupić sobie prawdziwe rzemieślnicze cudeńka. Ja kupiłam sobie bransoletkę z wymalowanymi kwiatowymi wzorkami. Powiem uczciwie, że w każdym z tych miejsc czułam się jak sroka, tym bardziej że wedle mojej opinii praca za to całe malowanie zdecydowanie się nie zwraca, a pamiątki można kupić za symboliczne ceny.

zalipie

Mam nadzieję, że ten przydługi wywód zachęci cię do odwiedzenia tego miejsca. Ja jestem wprost zakochana w polskim (ale nie tylko!) folklorze, i aż przebieram nogami, kiedy mam szansę odwiedzić takie miejsca. A Zalipie jest super!

Klaudyna Turczyńska

Nie może usiedzieć w miejscu, każdy weekend spędzałaby w trasie. Pasjonatka fotografii. Lubi odpoczywać na wsi, ale kocha miasto. Łatwo odnajduje się w każdej roli i nie potrafi spędzać czasu bezczynnie. Czasem można ja spotkać, jak pilotuje z dzieckiem samolot i bazgra kredą po chodnikach, malując kotki. Nie żyje bez kawy.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Cześć!

Świat dzieli się na tych, którzy nie lubią zapachu benzyny i na tych, którzy go uwielbiają. My jesteśmy z tych drugich. Na tym blogu pokazujemy wszystkie fajne miejsca, które warto odwiedzić w Polsce. Nie musisz się już więcej zastanawiać co robić i gdzie iść w weekend. Z nami spędzanie czasu stanie się proste!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

A może jeszcze więcej?