Strona główna » Byśki, nowe latka i kozy prostyńskie – zwierzątka z ciasta, które mają przynieść pomyślne wróżby
byśki

Byśki, nowe latka i kozy prostyńskie – zwierzątka z ciasta, które mają przynieść pomyślne wróżby

Zarówno byśki, nowe latka, jak i kozy prostyńskie możesz spotkać na odpustach i regionalnych festynach. Zobacz, jaka niezwykła historia kryje się za tym niewielkim kawałkiem chlebowego ciasta!

Pamiętam moment swojego wesela, gdy na sali witano nas chlebem i solą. Jest to dość popularny zwyczaj w Polsce, który ma symbolizować gościnność i pomyślność. Nie za bardzo jednak wtedy interesowałam się ideą tej tradycji ani tym jak powstała. Chleb zawsze był w jakiś sposób w naszej kulturze ważny. Co prawda – coś tam mi świtało, że w różnych częściach Polski do dziś można spotkać inne formy pieczywa obrzędowego, ale nie za bardzo mogłam umiejscowić na mapie, gdzie by to miało być. Temat zarzuciłam na kilka lat, zanim nie zaczęliśmy częściej z Filipem jeździć po kraju, wypuszczając się coraz dalej za Warszawę i lądując coraz w ciekawszych jego miejscach.

W końcu któregoś niezbyt słonecznego popołudnia trafiliśmy na Kurpie do Zagrody Kurpiowskiej w Kadzidle.

Zagroda Kurpiowska w Kadzidle

Zagroda Kurpiowska w Kadzidle to mały skansen, będący filią muzeum w Ostrołęce. Zobaczyć tu można tradycyjną chałupę, gdzie wewnątrz ozdabiają ją tradycyjne kurpiowskie wycinanki. To właśnie tutaj kupiliśmy jedną z nich jako mazowiecką pamiątkę.

Wewnątrz pomieszczeń urządzono m.in. święty kąt, w którym kiedyś codziennie spotykała się cała rodzina, przystępując do wspólnej modlitwy. W świętym kącie nie brakowało świętych obrazków, czy barwnych bukietów wykonanych z bibuły.

byśki

W spichlerzu zobaczyć można, jak kiedyś przechowywano zboże, w drwalni trzymano opał, a w oborze spojrzeć trzeba, jak niegdyś trzymano zwierzęta wiejskie. Zagroda w Kadzidle jest malutka, ale warto połączyć ją ze zwiedzaniem Muzeum Kurpiowskiego w Wachu lub wybrać się tu większą grupą na folklorystyczne warsztaty.

byśki

byśki

byśki

byśki

byśki

byśki

Byśki, czyli stworzunka z ciasta

Po obejrzeniu większości ekspozycji, naszą uwagę zwróciły ustawione w rządku na białym piecu – kozy i barany z ciasta. Brązowe, wypieczone ciasto przyciągało wzrok, ale w chacie znajdowało się wiele innych ozdób, a tego samego dnia oglądaliśmy jeszcze Muzeum Kurpiowskie w Wachu, więc urocze kózki nie za bardzo zapadły mi w pamięć. Dopiero na Niedzieli Palmowej w Łysych ponownie nas zaintrygowały. Na kilku stoiskach handlowano wyłącznie nimi, zachęcając turystów do włączenia ich do swojego wielkanocnego koszyczka. Nie mogłam się powstrzymać i podpytałam, czemu akurat kozy? Twórcy nie za bardzo umieli mi odpowiedzieć, wspominając jedynie, że tak się tu robi od zawsze, a figurki są stworzone z mąki żytniej i odrobiny wody. Mają za zadanie przynieść szczęście.

Podobno do lepienia zaganiano całą rodzinę, a często pieczono ich tak dużo, że ledwo mieściły się na stole. Im więcej, tym więcej szczęścia spotykało rodzinę. Miały chronić przed złem, więc kiedyś ustawiano je tam, gdzie odbywały się domowe roboty – czyli na piecu (kapie, czyli coś jak dzisiejszy okap), na parapetach, na szafkach, a część dawano dzieciom do zabawy. Byśki miały zapewniać pomyślność, więc część z nich kruszyło się i dodawano do paszy zwierzętom. Do tej pory byśki spotyka się na Podlasiu, Kurpiach, Warmii i Mazurach.

byśki

byśki

byśki

byśki

Bez wahania zdecydowałam się na jedną figurkę, tym bardziej że jej cena nie przekraczała 5 zł. Skoro ma przynieść szczęście, dostatek i zadowolenie? 😉 Mój koziołek prezentuje się okazale i dumnie zajmuje swoje miejsce na kominku w holu. Do tej pory zastanawiam się, czy jego łeb jest malowany, czy specjalnie dodatkowo opiekany w piecu, a zapomniałam o to zapytać sprzedawcy.

Dopiero na innym stoisku dojrzałam, że prócz kóz pełno tu innych zwierzątek. Były też króliki, konie, krowy, kury, jelonki, wiewiórki. Wszystko, co żyje na Kurpiach, ale nie jest drapieżnikiem.

Nowe latka

Ba, były też małe pastuszki otoczone wianuszkami zwierząt, czy ptactwem domowym! Takie złożone figurki, ustawione w krążku – nazywają się nowe latka. Według legendy – dawno temu jeden z pastuszków pasł gęsi gdzieś na polanie pod lasem. Pod wieczór, kiedy miał już wracać do domu – napadli go rabusie, związując go sznurem i zostawiając mu jedynie 12 gąsek. Noc była zimna, pastuszek był przerażony, a kiedy się wyswobodził – to zabłądził w puszczy. Na szczęście gąski zlitowały się nad nim, otoczyły go i ogrzewały do samego rana. Rankiem chłop wrócił do domu i wykonał figurkę, która miała przedstawiać tę niezwykłą scenę.

Nowe Latka miały zapewniać zdrowie, powodzenie i pierwotnie rozdawano je z okazji Nowego Roku i Trzech Króli jako symbol pomyślności. Często gospodarz był otoczony aż dwunastoma ptaszkami – tyle, ile jest w roku miesięcy. Niektórzy robili sobie z tego kalendarz – odłamując po jednym dzióbku gąski każdego miesiąca. Koło miało symbolizować krąg magiczny. Ponieważ symbolika jest mocno podobna do wielkanocnej (ptaki, pastuszki i inne cuda wianki), to bez problemu można je nabyć właśnie w Niedzielę Palmową w Łysych, jeśli nie chcesz (albo nie umiesz) samemu ich wypiekać.

byśki

Koza Prostyńska

W Prostyni istnieje podobny zwyczaj wypiekania kozy z ciasta, z tym że są one dużo bardziej kolorowe. Sprzedaje się je w odpust Trójcy Przenajświętszej i w dniu świętej Anny. W 1510 roku jednej z mieszkanek wsi – Małgorzacie – ukazała się święta Anna, która chciała, by na wzgórzy wybudowano kościół pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej. Zostawiła cztery wianki wykonane z byliny na znak swojego objawienia. Trzy z nich były złączone w znak Trójcy Świętej, a jeden osobno na swą pamiątkę. Ponoć wielu ludzi, którzy ich dotknęli – zostało cudownie uzdrowionych. Wianki złożono później w koronie ze srebrnej blachy, przez co istnieje tu do dziś tradycja błogosławienia wiernych (zwana koronacją), która polega na nakładaniu korony na ich głowę.

W XVI wieku biskup łucki ofiarował Prostyni rzeźbę Trójcy Przenajświętszej w formie Tronu Łaski. Kiedyś korzystało się głównie z rzeki, więc kiedy figura dotarła do miasteczka – ponoć jako pierwsze wypatrzyły ją kozy pasące się na łące. Głośnym meczeniem wzbudziły zainteresowanie mieszkańców, którzy zanieśli statuę do kościoła.

Według innych podań, zwyczaj sprzedawania tu kóz z ciasta wziął się dzięki Unitom Podlaskim, którzy byli prześladowani po upadku Powstania Styczniowego. Nie mogli brać oni udziału w naborzeństwach. Chcąc przystąpić do sakramentów świętych na odpuście w Prostyni – udawali handlarzy kóz, by zmylić carskich urzędników. Było to łatwe, bo w pobliżu był jarmark, więc wystarczyło taką kozę przywiązać do drzewa, a samemu iść do kościoła.

Ostatnim motywem jest herb Prostyńskich, w którym znajduje się półkozic. Tak, czy siak – nabywając tu uroczą kózkę (czesto z wypisanym imieniem) – posłuży ci ona za talizman. Jeśli będziesz w okolicy i zobaczysz stoisko z kozicą – pamiętaj by sobie taką sprawić, żeby zapewniła ci szczęście, aż do przyszłego odpustu. 😉

Klaudyna Turczyńska

Nie może usiedzieć w miejscu, każdy weekend spędzałaby w trasie. Pasjonatka fotografii. Lubi odpoczywać na wsi, ale kocha miasto. Łatwo odnajduje się w każdej roli i nie potrafi spędzać czasu bezczynnie. Czasem można ja spotkać, jak pilotuje z dzieckiem samolot i bazgra kredą po chodnikach, malując kotki. Nie żyje bez kawy.

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub nas!