Strona główna » A1Karting – poczuj potrzebę prędkości i pościgaj się gokartami!
a1karting

A1Karting – poczuj potrzebę prędkości i pościgaj się gokartami!

Gokarty? Też myślałem, że to taka zabawka dla dzieci. Dopóki nie usiadłem za kierownicą.

Większość kierowców obecnej stawki Formuły 1 ma dwie wspólne cechy: chodzą na siłownię oraz zaczynali swoje kariery w kartingu. Po sesji na torze A1Karting rozumiem już doskonale czemu.

Wszystko wydarzyło się – jak zawsze – przypadkiem

Cóż, Formułą 1 interesuję się już od kilku lat i skutecznie zaraziłem tym również naszą córkę, a i Klaudyna nie raz chętnie posłucha moich opowieści wyrzucanych przeze mnie w emocjach. To charakterystyczny sport, w którym liczy się technologia, pieniądze i umiejętności. Nie ma tutaj miejsca dla amatorów, a czasy liczone są z dokładnością do tysięcznej sekundy, dlatego też ta dyscyplina szybko dorobiła się miana „królowej sportu”. Całkiem słusznie.

Moje zainteresowanie to nie tylko puste patrzenie się w ekran, jak jeździ 20 przedstawicieli 10 zespołów, ale również śledzenie doniesień branżowych oraz chwytanie się w zasadzie wszystkiego, co dotyczy F1 i ogrywanie gry o tej samej nazwie. Co roku kolejnej edycji. I tak zostałem zaproszony przez dystrybutora tej gry CDP Dystrybucja Gier – na premierę nowego sezonu, a przy okazji mieliśmy okazję pościgać się gokartami. Duża część zdjęć w tym artykule została zamieszczona dzięki ich uprzejmości. 🙂

a1karting

a1karting a1karting

a1karting

a1karting

a1karting

Być niczym Kubica

Nasz rodak jeżdżący w F1 w barwach zespołu Williams, też zaczynał karierę właśnie od gokartów. Jego ojciec (który z początku był jego menadżerem oraz sponsorem) twierdzi, że koszt wyszkolenia kierowcy na mistrza w tej dziedzinie to ok. 200.000 Euro. Rodzina Kubicy niejednokrotnie musiała solidnie oszczędzać oraz brać kredyty, by młody Robert mógł się ścigać i wspinać się po ścieżkach kariery. Gdy tak stałem przed barierkami i patrzyłem na widok tych małych mechanicznych pojazdów – zastanawiałem się, na co idą tak naprawdę te pieniądze. Gokarty to taka mała zabawka, która przecież nie ma nawet sprzęgła. Ot, wciska się gaz i hamulec oraz skręca kierownicą. Co w tym trudnego?

Zanim zaproszono nas do naszych wozów – uzbrojono nas w kaski i przeszliśmy krótkie szkolenie teoretyczne na temat tego, jak się w ogóle prowadzi autko oraz rozpoznaje znaki i flagi na torze. Wszystko po to, by zabawa była bezpieczna i uczciwa. Gdy jednak usiadłem już za kierownicą – momentalnie poczułem żyłkę emocji. W sumie grać – nawet najlepszą kierownicą przed telewizorem, a siedzieć za kółkiem (nawet jeśli to gokart) – to dwie zupełnie inne sprawy. Ryk silnika, ciepło które od niego biło oraz drgania roznoszące się po całej konstrukcji – to było coś fenomenalnego.

a1karting a1karting a1karting

A1Karting – pierwszy raz na gokartach

Obawiałem się trochę pierwszego okrążenia. Cóż, jeździłem w życiu różnymi samochodami, ale zawsze z tyłu głowy mi świtało, by nie odwalać jakichś numerów, bo: kraksa, mandat, bezpieczeństwo. Co innego szaleństwo na dedykowanym torze. Pierwsze dwa okrążenia na A1Karting to było takie oswajanie się, jak pojazd reaguje na gaz, jak wchodzi w zakręty i jakie ma właściwie przyśpieszenie. Po trzecim okrążeniu poczułem potrzebę prędkości. To naprawdę rozpala człowieka od środka.

Zacząłem więc gazować, a gokart dosłownie trząsł się niczym galareta, jakby miał się zaraz rozpaść. Szybkie zerkanie na tablicę, z jakim jeżdżę czasem – tylko dodawało mi pewności siebie. Sęk w tym, że po dojechaniu do mety okazało się, że byłem ostatni.

a1karting

a1karting a1karting

Druga sesja

Po krótkim odpoczynku miałem okazję wsiąść ponownie do mojego „bolidu”. Tym razem dostałem wózek z innym numerem i momentalnie zrozumiałem te narzekania kierowców Williamsa na ich samochody. Niby te same, a jednak różne. To samo miałem ze swoją „piątką”, bo taki numerek otrzymałem. Jeździło się nim zupełnie inaczej, lecz już go wyczuwałem.

Tym razem chciałem wykręcić jak najlepszy czas, więc nie żałowałem sobie operowania gazem i hamulcem. Niestety – często było tak, że na zakrętach wpadałem w poślizg. Co prawda szybko kontrowałem kierownicą, nie dopuszczając do „bączka” – co przypominało bardziej drift niż wyścig. Pozwoliło mi to utrzymać się na torze, lecz traciłem cenne sekundy. Na trzecim i czwartym okrążeniu przyjąłem inną taktykę. Skoro i tak w kółko machano mi niebieską flagą (oznaczającą nakaz przepuszczenia szybszych kierowców), to przepuściłem wszystkich – mając tor w zasadzie dla siebie i przyglądałem się jak jeżdżą inni. Pomimo wszelkich starań i poprawy czasu, ogólny mój rezultat się nie zmienił – dojechałem na ostatnim miejscu, kończąc tym samym przygodę w naszym turnieju.

a1karting a1karting

a1karting a1karting

Gokarty to sport nie tyle męski, o ile drogi

Wśród uczestników zabawy trafiło się kilka kobiet, które w dodatku pojechały znacznie lepiej ode mnie. Jeśli ktoś zatem powie do mnie teraz „jeździsz gorzej niż kobieta”, będzie miało solidne uzasadnienie. 😉

W praktyce za kierownicą mogą usiąść już nawet pięcioletnie dzieci. To za sprawą tego, że gokarty są na swój sposób sterowane centralnie przez operatora. Owszem, są one spalinowe i odpala się je niczym piłę mechaniczną (trzeba szarpnąć za linkę), ale operator ma wiele możliwości kontrolowania tego, co dzieje się na torze. Może obniżyć moc silnika, może go również całkowicie wyłączyć zdalnie. Sport, pomimo rozwijanych tu prędkości – należy do bezpiecznych. Bariery energochłonne bez problemu utrzymają nas na torze, a i same pojazdy są niczym pancerne wozy – z każdej strony mają zapewnione bariery ochronne.

Zabawa, chociaż wciąga momentalnie, niestety do tanich nie należy i uczciwie przyznam, że trudno tutaj szukać gdzieś oszczędności. Pojazdy jakby nie patrzeć, są wyposażone w silniki spalinowe, które się zużywają. Do tego dochodzi paliwo, ekipa odpowiedzialna za tor, oświetlenie. W każdym razie – 7 minut jazdy to koszt ok. 49 zł, co przekłada się mniej więcej na 5 okrążeń toru. Drogo, więc zabawa z pewnością nie jest w zasięgu każdego zainteresowanego.

Nie ma jednak żadnych przeszkód, by do takiej zabawy przystąpić. Na co dzień, można do A1Karting wejść dosłownie z ulicy. Płacisz, dostajesz w cenie kominiarkę (która jest niezbędna do założenia kasku), następnie przechodzisz podobne teoretyczne szkolenie i możesz wsiadać i jechać. Jeżeli zamierzasz wybrać się tutaj grupą – możecie oczywiście wpaść równie spontanicznie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by się wcześniej umówić. Wówczas organizator może przygotować turniej podobny do tego, w którym sam brałem udział. Do wyboru był wyścig na rozwinięcie najwyższej prędkości lub LeMans – czyli motoryzacyjna sztafeta.

a1karting a1karting

a1karting

Od gokartów można się uzależnić

Naprawdę. Potrzeba prędkości, pokonania trasy w najkrótszym czasie, czy przejechania choć jednego, perfekcyjnego okrążenia – jest wciągająca i rozpala emocje. To niesamowite, ile frajdy może dać pojazd przypominający kosiarkę. Po tym krótkim doświadczeniu mam jeszcze większy szacunek do kierowców ze sportowego świata. Jechałem najprostszym pojazdem, jaki tylko istnieje, a i tak w wielu kwestiach mnie przerósł. Co się zatem musi dziać na wyższych poziomach motosportu? Na samą myśl, przechodzi mnie przyjemny dreszcz.

Nie mogę się doczekać okazji, aż powrócę na linię startu i spróbuję ponownie swoich sił. To doskonała rozrywka nie tylko dla facetów, ale w zasadzie dla każdego, kto tylko chce spróbować.

A1Karting

ul. Jagiellońska 82, Warszawa
www.a1karting.pl

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!