Strona główna » The C64 Mini – wreszcie nie muszę czekać, aż ta głupia kaseta się wczyta!
the c64 mini

The C64 Mini – wreszcie nie muszę czekać, aż ta głupia kaseta się wczyta!

Najtańszy sposób na to, by cofnąć się o 37 lat wstecz. Istny wehikuł czasu!
Uwaga! Opisuję również większą edycję tej samej konsoli – C64 Maxi.

To niewyobrażalne jak czas pędzi do przodu. Pamiętam jeszcze, gdy jako dziecko siedziałem przed domowym PC i ogrywałem takie hity jak: Prince of Persia, Karateka czy Grand Prix Circuit. W tym czasie brat zajmował telewizor – grając na Atari 2600 Junior, na którym mieliśmy tylko jedną grę – Star Trek.

By zagrać w coś więcej – szło się do sąsiada

Nie było to daleko, bo raptem dwa piętra wyżej w naszym bloku. Sąsiad miał jednak w swoim pokoju istny skarb, którego zazdrościli mu prawie wszyscy na osiedlu – Commodore 64 z magnetofonem i pudełkiem pełnym kaset. Wpadało się „na chwilę” i za każdym razem w napięciu oczekiwało się, czy gra w ogóle się wczyta. Miałem wrażenie, że wystarczy większy szept, by kaseta się zacięła i cały proces trzeba było rozpoczynać od nowa.

Dziś za niewielkie pieniądze można powrócić do tych czasów, by poczuć prawdziwą nostalgię. A to za sprawą The C64 Mini!

the c64 mini

The C64 Mini – małe cudo o wielkich możliwościach

Konsolka doskonale wpisuje się w obecny trend na rynku. Każdy producent chce mieć w swoim portfolio tego typu produkt, stąd w sklepach elektronicznych (chociaż również i popularnych spożywczakach typu Biedronka czy Lidl) pojawiają się kolejne konsole od Segi, Nintendo czy właśnie Atari.

Nie inaczej jest z C64. To malutka konsolka, która odwzorowuje oryginalny sprzęt – mamy beżową obudowę z charakterystyczną klawiaturą (która tutaj jest wyłącznie elementem ozdobnym), wyjściem HDMI, portem Micro-USB na zasilenie oraz dwoma portami USB, do których podłączymy joystick. Całość jest wykonana wyjątkowo schludnie, dbając o wszelkie detale. Pudełko skrywające elektronikę jest lekkie, zwarte i całkowicie bezgłośne.

W środku znajdują się 64 gry. Nie mogę użyć słowa „najpopularniejsze”, bo byłoby to nieprawdą. Z takimi konsolami jest tak, że każdemu będzie brakować akurat jego ulubionego tytułu. Jednak The C64 Mini w przeciwieństwie do wielu innych konsol – ma jedną, niepodważalną zaletę.

the c64 mini

Można wgrywać kolejne gry!

Tak. Wiem, że przerabiając Sony PlayStation Classic – również możemy to robić, ale – no właśnie – trzeba konsolę wcześniej przerobić. Tutaj po wyjęciu konsoli z pudełka i wgraniu oficjalnej aktualizacji – nie tylko zyskujemy dodatkowo jedną grę (Farming Simulator), ale otrzymujemy oficjalnie możliwość wczytywania ROM-ów gier z pendrive’a! To otwiera ogromne możliwości przed użytkownikami!

Sieć pełna jest „kopii zapasowych” gier, które często są porzucone, a prawa do nich dawno wygasły. A wśród nich są prawdziwe perełki – Digger, River Raid, Dizzy, Arkanoid, Bomberman, czy wiele innych. Ba! Sama konsola ma już wgranych wiele absolutnych hitów jak: California Games, Boulder Dash, Creatures, Winter Games, Pitstop II czy Super Cycle.

Commodore to jednak wciąż komputer

Dlatego twórcy mikrokonsolki nie zapomnieli, że na Commodore również się programowało. Wśród dostępnych tytułów znajduje się więc kafelek o nazwie „Basic”, który jest niczym innym jak właśnie interpreterem języka. Wystarczy podłączyć normalną, pełnoprawną klawiaturę, by działać bez żadnych ograniczeń.

The C64 Mini przypomniało mi, jak bardzo ewoluował świat rozrywki

Kiedyś, by być graczem – naprawdę trzeba było być „nerdem”. Na sprzęcie trzeba było się zwyczajnie znać. By na naszym poczciwym PC uruchomić wspomniane na wstępie gry, trzeba było znać DOSa. Na Commodore – Basica. Gry naturalnie ograniczały więc rozrywkę tylko dla tych, którym się chciało. Dziś nie wyobrażamy sobie, by podłączając Xboxa czy PlayStation do telewizora wymagać czegokolwiek od użytkownika. Wkładamy płytę, wciskamy guzik i ma działać. Dzięki temu gry wyszły z piwnic i są dziś taką samą rozrywką jak film, teatr czy muzyka.

the c64 mini

The C64 Mini doskonale przypomina dawne (prehistoryczne wręcz) czasy, ale robi to w bardzo przyjemny sposób. Z jednej strony wyciąga rękę – proponując wygodę zabawy na współczesnym poziomie. Gry uruchamia się jednym guzikiem, a je same można dzięki minikonsoli nawet zapisywać! Z drugiej strony już po krótkiej chwili, konsolka sprowadza nas na ziemię. Tak, te gry są prawdziwym, wizualnym koszmarem. Są brzydkie, odpychające, a muzyka w nich jest straszna. Jednak w dalszym ciągu cały czas są szalenie grywalne i pozostawiają bardzo dużo pola naszej własnej wyobraźni.

Dla kogo?

Ha! Wcale nie dla dzieci – to doskonały… prezent dla ludzi w wieku ponad 30 lat (urodzonych przed rokiem 90). To jest gadżet – zabawka na chwilę. To sprzęt, który podłączy się pod telewizor, pogra parę godzin, z uznaniem pokiwa głową i może nawet pokaże się dziecku (albo i wnuczkowi), w co się kiedyś grało. A potem otrze łezkę wzruszenia i spakuje na kolejnych parę lat z powrotem do pudełka. Czy jest zatem sens wydawać niecałe 200 zł na taką chwilę zabawy? Moim zdaniem – jak najbardziej. Dziś bardzo ciężko o oryginalny, działający egzemplarz. Te stanowią raczej obiekt zainteresowań wśród kolekcjonerów. The C64 Mini to produkt dla każdego, kto chce się w łatwy i przyjemny sposób cofnąć o 30 lat wstecz, powspominać czasy młodości (znajomych, kolegów a kto wie – może i pierwsze miłości?). Jak na taki wehikuł czasu – cena szalenie przystępna!

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (11). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)