Strona główna » Żyjemy w czasach gdy nie opłaca się piracić a niektórzy wciąż to robią

Żyjemy w czasach gdy nie opłaca się piracić a niektórzy wciąż to robią

Nie potrafię zrozumieć fenomenu kombinatorstwa i piracenia. Tracimy na tym wszyscy.

Pamiętam końcówkę lat 90., gdy stałe łącze miały może ze 2-3 mieszkania w… całym bloku. Człowiek sobie jakoś radził – a to z siódmego piętra na parter zrzucił kabel sieciowy do sąsiada po elewacji, bo ten miał switcha. Inny miał dysk sieciowy, który udostępniał wszystkim “wtajemniczonym” wszystko, co akurat udało się zassać przez eMule czy Kaazę. A jeszcze ktoś miał… mikrofalówkę, by “w razie przypału”, można było wrzucić do niej dyski z piratami. Te oczywiście były trzymane w kieszeniach PC.

Dziś prawie nic z tego nie istnieje. I dobrze

Ze świecą szukać wśród obecnej młodzieży, która posiadałaby kieszeń w komputerze albo kojarzyłaby czym są klienci sieci P2P, jak te wymienione wcześniej. Wtedy tłumaczyliśmy sobie to trudnym dostępem do świata elektronicznej rozrywki. Dystrybucja filmów w Polsce kulała, podobnie jak gier. A jeśli były – to w zastraszająco wysokich cenach. Dzisiaj w dobie wszechobecnych abonamentów, rozdawnictwa i multiplatformości usług – piractwo zaczęło w znaczący sposób maleć. Pozostaje się tylko z tego cieszyć.

nie opłaca się piracić a niektórzy wciąż to robią
Mało kto pamięta, co to jest.

Piractwo = kradzież. Koniec i kropka

Trzeba to powtarzać jak mantrę aż do znudzenia. Piracąc grę zwyczajnie kradniesz. To boli producentów nie tylko finansowo, ale też ambicjonalnie. Wyprodukowanie gry (czy filmy oraz piosenki, ale skupię się na grach) kosztuje wiele wysiłku. To projektowanie, programowanie, testowanie produktu – często przez długie lata. Zespół producencki staje na głowie, by maksymalnie wykorzystać dostępne dla niego zasoby (czasowe i finansowe), by dowieźć produkt maksymalnie dopracowany, który zainteresuje odbiorcę. Pozyskując tytuł nielegalnie – nie szanujesz ich czasu i trudu, a autorów – pozbawiasz realnych zysków z gry.

A gry nigdy wcześniej nie były tak tanie

Dla chcącego nic trudnego. W XXI wieku gry rozdawane są za darmo. Szczególnie kłania się tutaj Epic Games, który w swoim Epic Games Store regularnie rozdaje grube hity totalnie za free. Regularne podobne akcje zdarzają się też na platformach GOG, Steam, czy jako inicjatywa własna autorów gry.

Można też je kupić za niewielkie pieniądze. Znów PC tutaj wygrywa inicjatywami takimi jak Humble Indie Bundle, czy wyprzedażami we wspomnianych wcześniej sklepach cyfrowych. Nie inaczej jest w przypadku konsol, gdzie gry są regularnie przeceniane, czy wyprzedawane. I to dotyczy zarówno Xboxa, Switcha, jak i PlayStation.

A mamy jeszcze abonamenty – Xbox Game Pass to jakaś absurdalna ilość ponad 150 gier za stałą opłatę ok 60 zł miesięcznie. No taniej chyba się nie da.

nie opłaca się piracić a niektórzy wciąż to robią

Polak-Cebulak

To żartobliwe jeszcze jakiś czas temu określenie stało się dziś prawdziwym i niestety – smutnym określeniem. Skoro coś jest tanie, to trzeba pokombinować, by mieć coś jeszcze taniej prawda? I tutaj nasze umiejętności kombinowania wspinają się na prawdziwe wyżyny. Jeżeli Netflix jest przez 30 dni za darmo, to przecież można zakładać konta tyle razy, ile tylko mamy kart płatniczych w domu. GamePass przez 4 zł dla nowych użytkowników? No, to czemu nie założyć za każdym razem zupełnie nowego konta Xbox, byleby tylko ograć na szybko jakąś grę z katalogu. Jeszcze do niedawna prawdziwą zmorą było kupowanie dostępu do konta na Allegro. Za 5-7-9 zł gracze kupowali dostęp do konta, z którego potrafiło korzystać kilkaset osób. Czemu kupować coś na polskiej wersji sklepu, skoro można zaoszczędzić całe 3 zł kupując w sklepie rosyjskim/niemieckim/uzbekistańskim?

I nie, to nie jest wina producenta, że na to zezwala. To promocja dla nowych uczciwych klientów, którzy chcą zaznajomić się z usługą. Zakładanie wielokrotnie nowego konta może nie jest złodziejstwem, ale jest zwyczajnym wyłudzeniem.

nie opłaca się piracić a niektórzy wciąż to robią

Konsekwencje ponosimy wszyscy

Niestety, odsetek kombinatorów jest na tyle duży, że jest to odczuwalne dla producentów i dystrybutorów. Ceny z czasem muszą wzrosnąć albo okresy promocyjne muszą zostać skrócone. To z kolei spowoduje, że jeszcze trudniej będzie przekonać zupełnie nowych użytkowników do usług, a to tworzy zamknięte, błędne koło.

Co więcej – dystrybutorzy oraz właściciele platform cyfrowych mówią wprost – im więcej osób piraci lub “obchodzi” zapisy w regulaminach, tym trudniej jest przekonać centralę, by wydała w Polsce grę przetłumaczoną na polski lub zdecydowała się wydać ją w fajnej wersji (z dodatkami, gadżetami itp.).

Niestety, światem rządzi Excel i wskaźniki. Jeżeli producent bądź dystrybutor widzi, że – dla przykładu – sprzedał 20000 kopii gier z czego 2000 było spiraconych, to trudno jest o czymkolwiek dyskutować.

Nie ma uzasadnienia takich zachowań

Nie trafiają do mnie argumenty, że “jak się da, to trzeba korzystać” albo “i tak mają dużo kasy”. Gry, filmy i muzyka to nie jest towar pierwszej potrzeby. Nie trzeba mieć gry na premierę tak samo, jak nie trzeba obejrzeć filmu w pierwszych godzinach jego wyświetlania. Jeżeli cię nie stać – poczekaj na przecenę. Jeśli na przecenie cię nie stać – poczekaj, aż trafi do abonamentów lub do fali rozdawnictwa. Wsteczna kompatybilność jest standardem w PC i na Xboxie, a także zawitała na PS5. Wymówek coraz mniej!

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (11). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)