Strona główna » Fe – jakaż piękna katastrofa
gra fe

Fe – jakaż piękna katastrofa

Autorzy gry Fe stawiają nas przed nie lada problemem. Czy gra może być sztuką?

Kiedy w lutym 2016 na rynku pojawiło się Unravel – byłem z Klaudyną wniebowzięty. Piękna, fantastyczna oprawa graficzna z cudowną muzyką i, jak na platformówkę – nie najgorszą fabułą. Wówczas złamaliśmy naszą niepisaną zasadę i to była pierwsza gra od wielu lat, w którą zagraliśmy oboje. Tak, tak. Zwykle staramy się nie wchodzić sobie w teren.

Kiedy więc niedługo potem EA ogłosiło, że Unravel nie było przypadkiem, a firma planuje częściej przygarniać tego typu tytuły pod swoje skrzydła, aż przyklasnęliśmy z radości. Myśląc trzeźwo, niech następne gry będą choć trochę tak dobre, jak historia o włóczkowej postaci i będzie cudownie!

A potem zapowiedziano Fe

Zaraz po zapowiedzi, słuch o grze jednak zaginął i gdyby nie informacja prasowa o zbliżającej się premierze – na śmierć bym o niej zapomniał. Mimo iż kocham platformówki tak brak materiałów, gameplaye’ów czy dzienników dewelopera sprawiło, że gra praktycznie wyleciała mi z pamięci. Dziś mogę się tylko domyślać, czemu tak się stało.

Grę uruchamiałem, będąc pełen nadziei

Przed nami historia postaci, przypominającej małego smoka o imieniu Fe. Stworek mieszka w lesie, który na pierwszy rzut oka wydaje się dość straszny. Niestety nie do końca wiemy, jak i czemu się w nim znaleźliśmy. Wiemy jedynie, że las został zaatakowany przez tajemnicze postacie, a naszym zadaniem jest – a jakże! – uratować las.

W przeciwieństwie do wielu innych przedstawicieli gatunku, w tej grze nie mamy pokaźnego arsenału broni. Tutaj naszym jedynym orężem jest śpiew i to właśnie nim wchodzimy we wszelkie interakcje. Śpiewem uwalniamy zwierzaki i kontrolujemy je. To ciekawy pomysł na rozgrywkę niestety bardzo szybko zmienia się on w katorgę. Śpiew Fe niestety nie należy do najpiękniejszych oraz do najprzyjemniejszych w dodatku nauka jego kontroli sprawia, że szybko zaczynamy mieć dosyć jego wycia.

Nie bez powodu wspominam o nauce. Tutaj twórcy nie zapewnili nam żadnego tutoriala, wrzucając nas po prostu w środek lasu, a stosowne dymki informacyjne pojawiają się, gdy przychodzi nam coś zrobić. Niestety te również tylko podpowiadają, a nie konkretnie pokazują co mamy wykonać, dlatego nauka idzie tutaj bardzo ciężko.

gra fe

Gra, czy sztuka?

Trudno zdecydować jakimi kategoriami tak naprawdę patrzeć na ten produkt. Gdybyśmy uznali, że piękna, artystyczna grafika jest wyrazem sztuki to tak, Fe jest doskonałe. Wszak, sztuki, szczególnie nowoczesnej nie każdy musi rozumieć.  Szalenie podoba mi się bawienie się konwencją, grafiką oraz różnymi środkami artystycznymi. Gra naprawdę pod tym kątem zaskakuje i nie skłamię, jeśli powiem, że jest na co popatrzeć.

Gorzej, gdy na całość spojrzymy z perspektywy gracza. Wówczas mała paleta kolorów sprawia, że nie jest to gra dostępna dla każdego. Dziecko szybko się zniechęci (nie tylko dlatego, ale o tym za chwilę) zaś dorosły szybko się zmęczy. Wielokrotnie wypadałem gdzieś za planszę lub miałem problem z poruszaniem się właśnie z tego powodu. Mała paleta barw połączona z panującym półmrokiem sprawia, że często ścieżki są dość nieczytelne i utrudniają nam poruszanie się po mapach. Osobną kwestią jest sama budowa tych map. Otóż z początku wydaje się, że otrzymaliśmy naprawdę duży otwarty teren. Szybko okazuje się jednak, że jest to złudzenie i chcąc posunąć fabułę do przodu i tak musisz iść ścieżką wytoczoną przez autorów.

gra fe

Mały karzełek

Gra jest niczym nasz bohater – trochę mała, nierozbudowana i jednocześnie mocno nas ograniczająca. To artystyczna grafika, ze świetną muzyką, koszmarnym wyciem głównej postaci i totalnie niezrozumiałą mechaniką. Nie mam nic przeciwko takim produkcjom, gdyby traktować je jako artystyczną wizję. W przypadku gdy ktoś próbuje mi to sprzedać jako grę, czuję się trochę oszukany. Nie tego oczekiwałem.

Kopię gry dostarczył wydawca – Electronic Arts Polska
1.5

Ocena końcowa

Ciekawa graficznie, doskonała muzycznie, koszmarna gameplayowo. EA w żaden sposób nie zadbało o marketing gry – co patrząc na to, co otrzymaliśmy – wydaje się być zrozumiałe. Szkoda!

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Więcej technologii i gadżetów?

Więcej podróży i lifestyle?