Wielka Warszawska – pot, kurz i wielkie wygrane!

wielka warszawska

– „Wielka Warszawska” – przeczytałam na głos reklamę na bilbordzie.
– Co, bitwa? – zapytał zdziwiony, prowadząc samochód.
– Nieee… raczej gonitwa.
– Gonitwa?
– No, na Służewcu. Idziemy?

Jasne, że poszliśmy, bo co to za frajda spędzać weekend w domu. To znaczy może by i była, gdyby ktoś zabrał nam Lilkę na weekend. Można by było posprzątać i takie tam – rozrywki rodziców. Jako że żaden chętny do opieki się nie zgłosił – po prostu poszła na tor z nami. Zaparkowaliśmy sobie Lanoska w miarę niedaleko wejścia i stanęliśmy w gigantycznej kolejce, wahając się między biletami VIP (30 zł) a Strefą B (12 zł). W końcu wybraliśmy to drugie, nie wiedząc do końca czego się spodziewać i czy w ogóle spędzimy tam więcej czasu niż godzinę.

Wielka Warszawska to jedna z najważniejszych gonitw sezonu dla trzyletnich i starszych koni, gdzie zwycięzca dostaje Nagrodę Prezydenta miasta stołecznego Warszawy.

Za pierwsze miejsce przewidywana nagroda to 125 000 zł. Tę główną konkurencję poprzedziły jednak szeregi innych wyścigów i pokazów konnych zorganizowanych przez Stowarzyszenie Miłośników Kawalerii w barwach 1. Pułku Ułanów Krechowieckich. Kilkunastu mężczyzn ubranych w historyczne, polskie mundury – zaprezentowało m.in. walki lancami oraz szablami. Za przeciwników służyły arbuzy i większość zginęła w owocowych męczarniach. Eh, szkoda, że nasi sąsiedzi nie są melonami, mielibyśmy wygraną w kieszeni.

wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawska

W międzyczasie Filip poszedł obstawić wyścig.

Kiedy wrócił, zapytałam z ciekawości, na kogo postawił:
– A nie wiem.
– Jak to nie wiesz?
– No normalnie, obstawiłem numerki. W ogóle nie wiem, o co w tym chodzi – powiedział z rozbrajającą szczerością. I oczywiście wszystko przegrał, stawiając na… Erekcjusza.

wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawska

wielka warszawska

„To mówisz, że z samego rana fotki będą na blogu?”

Zaraz za naszymi plecami, panowała zupełnie inna epoka – a mianowicie lata dwudzieste.

Najbardziej stylowy, klasyczny „warszawiak” – miał szansę zgarnąć nagrodę za swoją stylóweczkę. Dodatkowo można było skorzystać z niecodziennej oferty naostrzenia wszystkiego, co ostre być powinno – nożyczki, noże… Niestety, wszelkie takie przedmioty były zabierane przez ochronę na wejściu. Właściciele zabrudzonego obuwia – mieli szansę na darmowe czyszczenie butów przez prawdziwego Pucybuta. Przy okazji mogli obgadać obuwie innych przechodniów. Zabiegowi czyszczenia towarzyszyła swojska, uliczna muzyka – wygrywana m.in. na… pile.

wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawskawielka warszawska

W głębi, za trybunami – stały klasyczne auta m.in.: Fiat 125p, Warszawa, Syrenka i przerażająca, czarna Wołga.

Ludzie co krok przy nich przystawali, wspominając z rozrzewnieniem:
– Właśnie w takim Fiacie powstałaś, córeczko.
– Jak to powstałam?
– Eee…to znaczy… yyy… zrozumiesz, gdy podrośniesz!

wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawska wielka warszawska

Organizatorzy pomyśleli o wszystkich odwiedzających. Dzieciaki mogły wziąć udział w malowaniu twarzy, skakaniu na dmuchańcach, jeździe na karuzeli czy wybijaniu pamiątkowej monety. Dookoła chodzili animatorzy na szczudłach, którzy co chwila zagadywali ludzi. Jeden z nich miał przy sobie baloniki, z których tworzył balonowe zwierzątka – pod warunkiem robienia pajacyków lub pompek przez… rodziców maluchów.

wielka warszawskawielka warszawskawielka warszawskawielka warszawska

Na Torze Służewiec spędziliśmy prawie pięć godzin i przez moment się nie znudziliśmy.

Ba! Nie chcieliśmy stamtąd wyjść i tylko zagęszczający się z każdą godziną tłum był dla nas znakiem, że pora wracać do domu. Każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie, a tempo imprezy, kolejnych wyścigów oraz emocji – były dobrane odpowiednio tak, by nie zauważyć upływającego czasu. Chociaż tradycyjnie mieliśmy ze sobą różnego rodzaju przekąski – na miejscu można było kupić frytki, watę cukrową, golonkę, pieczone ziemniaki, kawę i piwo. Ceny całkiem przyzwoite.
Następna Wielka Warszawska dopiero za rok – niemniej zapraszam na nią już dziś. Naprawdę warto – i, mimo że gdzieś w tle hasa hazard – te 24 zł wydane na bilety okazały się naszą najlepszą inwestycją w ostatnim czasie. W skali od jednego do pięciu – piąteczka.

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.