Ja, Artysta.

Odwiedzamy Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Muzeum Sztuki Nowoczesnej mieści się w dawnym pawilonie Emilia, tuż za Złotymi Tarasami. Wstęp jest darmowy, a wystawy czasowe – co zachęca do częstego odwiedzania (zwłaszcza studentów ASP, których w weekend było tu od groma).
Zaraz na wejściu trafiła nam się „Kolekcja architektury – murator dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej”. Były to po prostu makiety budynków, wybudowanych w Polsce po  ’89 roku. Lilce podobały się szczegóły takie jak ludziki i drzewka i ich wskazywanie sprawiło jej największą frajdę.DSC_3658 DSC_3667 DSC_3684

Powiem szczerze, że ta część wystawy była naprawdę ciekawa i pokazywała precyzję i talent autorów. Zachęceni, weszliśmy po schodach aby obejrzeć resztę eksponatów. Przy małej szafce stał ochroniarz, trzymający w rękach kubek po kawie. DSC_3734

Serio – skłamałabym mówiąc, że nie pomyślałam, że to jakiś prymitywny pokój pracowniczy. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to „dzieło” to część wystawy!

DSC_3737Tak, tak – słyszałam o kupie sprzedawanej w puszkach, po absurdalnie wysokiej cenie, ale myślałam że to incydent. Nie przyszło mi do głowy, że ludzie na poważnie biorą „śmieci” i potrafią się nad nimi roztrząsać. Sami powiedźcie – czym jest stara, rozpadająca się szafka kuchenna? Równie dobrze, leżące na podłodze skarpety mojego męża mogę nazwać – „instalacją artystyczną”!
Co ciekawe, pośród wielu podobnych „arcydzieł” znajdują się również filmy. Ot, np taka scena: brzeg morza, nagle pojawia się jakiś facet jedzący bułkę. Potem losowe, kolorowe kwadraty i tak dalej, i tak dalej. Na Youtube taki człowiek od ręki skazany jest na mało konstruktywna krytykę sprowadzającą się do słów: „Co to za gówno?”
A w muzeum Sztuki Nowoczesnej?
Przy monitorze z „filmem” stoi kilku ludzi z poważnymi minami i robiąc notatki, żywo konwersuje na temat cudownej instalacji o mądrym przesłaniu.

Byłam ciekawa, czy poza garstką ludzi, która jest zainteresowana taką formą sztuki – ktoś inny będzie w stanie (chociaż w małym stopniu) ocenić – o co w tym chodzi. Nie bez kozery więc, zapytałam was wczoraj na Facebooku, co przedstawia to zdjęcie:DSC_3722Padały różne odpowiedzi – od płynu do kąpieli po wodę z hibiskusa. Dla mnie wygląda to jak płyn do płukania tkanin i pewnie będąc na waszym miejscu, właśnie tak bym odpowiedziała.
No dobra, ale co z tego?
Równie dobrze mogłabym wam pokazać pudełko po jogurcie, banana, czy szczotkę, a i tak nikt nie wiedziałby, po co ta fotka. Zupełnie inaczej przedstawia się cała sytuacja, kiedy pokazuję wam „szerszy” kąt widzenia:

1

Rosenkranz podkreśla komodyfikację symboliki życia, płodności i oczyszczenia, reprezentowanej przez tak „naturalną” substancję jak woda. Pyta nie tylko o „prawdziwą naturę” człowieka, ale i o jego „miejsce w naturze” modyfikowanej nieustannie przez technologiczny postęp.

O, szybka. Proszę Państwa – mamy to! Mamy sztukę! Wystarczy wsadzić coś do w ramy i już można zacząć interpretować dziwny impregnat, przelany do butelki po luksusowej mineralce.

Jeszcze raz.
Nie ma sztuki:

DSC_3711

Zwyczajny czarny karton zza którego widać zdjęcie kobiety. Za takie dzieła w gimnazjum dostaje się tróję.

– Oh, wait! Prosze Pani, ale ja to widziałem w MU-ZE-UM!

A okey, sorry sorry! Jest sztuka:

Pytanie o przekraczanie norm estetycznych, kanonów obrazowania siebie i bycia obrazowaną w sytuacji porno. Nie pytaj o cenę.

Tak, tak! Jeśli brudna koszula, poplamiona farbą leży w budynku o nazwie „muzeum” , to zamiast prania, mamy „nieład artystyczny”:DSC_3696Oczywiście to wszystko nie jest takie proste. Nie wystarczy, że wrzucę swoje zdjęcie znalezione w Google Street View i powiem, że to sztuka.

Ja na spacerze z Lilką.

Ja na spacerze z Lilką.

Muszę to jeszcze dobrze uzasadnić i dodać do tego jakąś ideologię, której będę broniła jak głupia. Z naciskiem na „dobrze”, bo samo przywłaszczenie sobie fotki zrobionej przez Google, jeszcze sztuką nie jest. Autor więc popłynął i po uzasadnieniu, faktycznie kadr wydaje się sensowny:

DSC_3697

Rafman wybiera takie ujęcia, które przedstawiają absurdalne zajścia. Proponuje refleksję nad inwigilacją i interesuje się sposobem odzwierciedlenia rzeczywistości i rozdźwiękiem pomiędzy zmechanizowanym okiem kamery Google, a przypadkowymi (intymnymi) momentami uchwyconymi na fotografiach.

W sumie wizyta w tym miejscu nauczyła mnie jednej rzeczy – sukcesem nie jest zrobić coś, ale umieć uzasadnić nic. Przy mocnej, argumentacji – nawet loga Polski różnią się od siebie, są pozytywne,  inspirujące i bardzo ciekawe.

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.