Odette – najładniejsze ciastka w Warszawie

odette

Nie oszukujmy się. Wy, czytelnicy zwykle czekacie na mięcho. Na narzekanie, na wytykanie wszelkich potknięć. Natura ludzka jest taka, że żąda igrzysk! Tutaj jednak tego nie będzie. Odette – niczym szlachetnie urodzona panna, jest ponad to.

Są takie miejsca, o których chciałoby się mówić w samych superlatywach. I wbrew pozorom – o nich właśnie pisze się najtrudniej. Co bowiem jest interesującego w całej ścianie literek, złożonych w pochwały?

Ten problem miałem przy okazji Atelier Amaro.

Od tamtego tekstu, który został przeczytany grubo ponad 160.000 razy, minęło dość sporo czasu. I do dziś nie znalazłem wybitniejszej i smaczniejszej restauracji. Na samo wspomnienie – przed oczami krystalizuje mi się wspaniała kaczka, a kubki smakowe wariują.
Można się spierać, czy kwota, jaką tam zostawiliśmy za maciupkie posiłki oraz oprawa jest dla każdego. Nie mam jednak wątpliwości, że wizyta u Amaro to przeżycie.

Wspominam o tym nie bez powodu.

Odette jest dla kawiarni tym, czym Amaro dla restauracji. To kunszt, smak i poczucie satysfakcji – zawarte w jednym małym ciastku.

Lokal znajduje się na uboczu w nowym budownictwie i szczerze mówiąc – chwilę krążyliśmy, zanim go dostrzegliśmy. Z zewnątrz bowiem, wcale nie przypomina kawiarni. Elewacja zlewa się z fasadą budynku, a do środka prowadzą niepozorne drzwi.
Pomieszczenie jest przestronne i minimalistyczne. Jest tam znacznie więcej miejsca niż dostępnych stolików. Tych ostatnich jest około 6-7, a spokojnie zmieściłoby się dwa razy tyle.

Czyste, ładne, modernistyczne wnętrze skąpane w ciszy i punktowym świetle, w którym spędzisz najbliższe kwadranse – naturalnie łączy się z zapleczem kuchennym, które oddzielone jest od gości tylko szklaną taflą. Możesz na własne oczy obserwować cały proces powstawania tych małych, słodkich arcydzieł, ale zaręczam cię, że utkwisz wzrok w gablocie, w której znajdują się ciastka, nie mając pojęcia co wybrać. Bo niestety, ale wszystko wygląda pięknie i na wszystko miałbyś ochotę.

odette

Saint Honoré – krem perfumowany kwiatem pomarańczy, ptysie, krem z orzechów laskowych z Piemontu, krwiste pomarańcze z Sycylii, galaretka pomarańczowa, ciastko kruche z migdałami.

odette

Coco Passion – mus kokosowy, cremeux z marakują, darcquoies kokosowy.

To nie jest mała, ciasna kawiarnia, gdzie liczy się kawa. Ona jest tutaj tylko niezbędnym dodatkiem. Najważniejsza jest poezja smakowa wypływająca z każdego kęsa ciastka. Kiedy staniesz przed ladą i będziesz musiał dokonać wyboru – nie uda ci się tego zrobić dobrze za pierwszym razem. Zjesz i będziesz zastanawiał się, czy Black Forest nie wygląda przypadkiem na smaczniejszy kąsek niż zjedzony przez ciebie właśnie Rouge.

Poczucie przyjemnego niedosytu nie zniknie nawet po zjedzeniu dwóch ciastek. Tak naprawdę – nie będziesz czuł się zaspokojony, dopóki nie spróbujesz każdego z nich. A tego nie uda ci się osiągnąć przy jednej wizycie.

odette

Rouge – muz z wanilią z Madagaskaru, galaretka malinowa z liczi i różą, biszkopt kakaowy, sable.

odette

Tarta cytrynowa. Tak, tak wiem – opisy tych ciastek brzmią jak opis wody gazowanej: woda z gór, wydobywana na szlaku pełnym wzniesień, gdzie sam Janosik napełniał wiadra i wtłaczał CO2. Muszę jednak przyznać, że naprawdę te połączenia są kosmiczne i na długo zostawiają ślad w pamięci.

Prawda jest taka, że trzeba przyjść tu więcej, niż raz.

Przy pierwszym podejściu nie dasz rady spróbować wszystkiego. Te malutkie, delikatne w smaku cudeńka są bowiem jednocześnie bardzo sycące. Zjesz 2 – i jesteś najedzony, chociaż czujesz narastająca irytację, że nie dasz rady spróbować trzeciego i czwartego…
Nawet ja, jako osoba żarta, że tak powiem – nerwowo kręciłem się na krześle, kiedy moje oczy leciały w kierunku lady, gdzie czekał na mnie Ptyś, I Love Ramon czy też wspaniale wyglądająca: Odette 2.0.

Odetta to miejsce premium, gdzie możesz poczuć, że liznąłeś nieco luksusu. Jest nieco hipsterskie, a ceny za ciastko oscylują w granicach 12-18zł. Jeśli chcesz wyjść na kawę, ale tak jak ja szukasz czegoś nowego – to trafiłeś idealnie. To miejsce dla osób, które mają dość kolejnych, schematycznych napoleonek, bez, szarlotek czy ptysiów. Odetta to doskonały mix miejsca, gdzie napijesz się normalnej kawy, którą zagryziesz obłędnym, godnym Instagrama ciastkiem. Szczerze polecam ten lokal, nawet jeśli mielibyście przyjść tylko raz. Dla tego smaku naprawdę warto.

Odette

ul. Górskiego 6/07, Warszawa
www.odette.pl

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.