Strona główna » Warszawa na słodko – 5 smakołyków będących symbolem miasta
ciastka warszawskie

Warszawa na słodko – 5 smakołyków będących symbolem miasta

Najlepsze przysmaki warszawskie.

Czasem się zastanawiam, czy inni ludzie np. ty – masz takie same schizy, jak ja. Taki oscypek na przykład. W górach mogę jeść go non stop pod różnymi postaciami (bez obróbki też) – a przywiozę go do Warszawy – zaczynam przeżuwać i skrzypi mi w to w ustach i jakieś takie mdłe mi się wydaje. Ot ser, a ja przecież za serem nie przepadam. Pierników nie tykam poza okresem okołowigilijnym, a pojadę do Torunia, to ledwo trafię na stare miasto, a już mi się ich chce. Potrafię paczkę naraz sama opędzlować, zostawiając wyrzuty o diecie gdzieś na boku. W Kielcach to dzień w dzień do jednego lokalu chodziliśmy na różne odmiany ziemniaka…

I tak sobie z ciekawości poczytałam, z jakim smakiem ludzie kojarzą Warszawę. I wymienione – flaki, śledź i jakieś inne dziwne rzeczy, których wcale tak chętnie nie jem, a już na pewno nie są moją pierwszą myślą po powrocie do domu. Za to uwielbiam słodycze i z chęcią pokażę ci, które warto mieć na uwadze, przebywając w stolicy.

Smakołyki i ciastka warszawskie

Wuzetka

Spokojnie – o tym ciastku piszą nawet w informatorach turystycznych, więc nie dziw się, że czytasz o nim na blogu podróżniczym! I chociaż osobiście zdecydowanie wolę bardziej puchate, lżejsze ciacha, a wuzetkę kupisz bez problemu w całej Polsce – wkomponowała się jako lokalna atrakcja i cóż…

Jej nazwa według sprzecznych źródeł pochodzi od warszawskiej trasy W-Z, od pierwszego producenta, czyli „Warszawskich Zakładów Cukierniczych” lub od skrótu WZC, którego rozwinięcie miałoby oznaczać wypiek z czekoladą. Swoją porcję kupiłam w sieciówce Blikle i muszę przyznać, że jest wykonana bardzo poprawnie. Rozpływa się w ustach, czuć prawdziwą czekoladę, a ciasto jest lekko nasączone alkoholem. Smakuje rewelacyjnie – najlepiej oczywiście na Nowym Świecie.

ciastka warszawskie
W-Zka to nasączony czekoladowy biszkopt, przełożony bitą śmietaną i konfiturą wieloowocową. Udekorowany czekoladową pomadą i kleksem bitej śmietany.

Pańska skórka

Wyjątkowo twarde cukierki typu „mordoklejka”. Inne nazwy, z jakimi się spotkałam to cmentarne cukierki, wyciągacz plomb, łamiszczęka i… zębołamacz. Nie ma szans, żeby odgryźć lub odkroić kawałek przed spróbowaniem. Przed wsadzeniem do ust są konsystencji kamienia. Dopiero przy kolejnej i kolejnej (i koleeejnej) próbie żucia – w końcu nabierają konsystencji słodkiej gumy smakowej, przyklejającej się do podniebienia. Są pełne cukru i szalenie kaloryczne, ale wypada je znać. Co ciekawe – za granicami stolicy praktycznie nie do kupienia. Na dodatek sam przepis jest ściśle strzeżony i ma go około 6 osób na terenie Warszawy…

A gdzie je dostać?
Ano… na cmentarzu. Jeśli w okresie jesiennym, najlepiej w okolicy święta Wszystkich Świętych – zawitasz na cmentarz Bródnowski bądź Powązkowski – masz jak w banku, że spotkasz handlarzy sprzedających ten specjał w różnych odmianach smakowych. Ostatnio widziałam je na Starówce niedaleko warszawskiej Syrenki. Klasyczne pańskie skórki występują w kolorze kremowo-różowym i te właśnie są najsmaczniejsze. W tym roku zaszaleliśmy i kupiliśmy różne m.in malinowe, owoce leśne, melonowe. Niestety mają mocno wyczuwalny syrop, bardziej lub mniej intensywny w zależności od smaku, przez co nieco gubi się podstawa. Jeśli jednak na co dzień pijasz wodę z dodatkiem gotowych syropów – warto skusić się zwłaszcza na malinowe.

ciastka warszawskie
W prawym dolnym rogu „klasyczna” Pańska Skórka.

ciastka warszawskie

Zygmuntówka

Ciastko pełne sprzeczności. Z jednej strony promujące Warszawę – z drugiej – jeśli już któryś warszawiak o nim słyszał, to przeważnie odpowiada, że nigdy tego przysmaku nie jadł. Geneza jego powstania to stołeczny konkurs na „nowe, charakterystyczne ciastko dla stolicy”. W konkursie zwyciężyła cukiernia Nova Witolda Teledzińskiego z przepisem na ciacho z masą migdałową, konfiturą żurawinową, musem czekoladowym i wielką koroną z bezy.

Zaraz po ogłoszeniu wyników – jadałam je dwa razy ze znajomymi, w dwóch różnych cukierniach na starówce i byłam srodze zawiedziona. Było okropne! Słodki bezowy ulepek, ze zbyt twardym spodem i dosładzaną konfiturą. Po kilku kęsach miało się wrażenie, że od następnego gryza dostanie się cukrzycy z przesłodzenia. Więcej się nim nie katowałam, bo po co. Za moim tokiem myślenia, chyba poszli i inni konsumenci, bo o ile na początku pomysł chwycił – tak momentalnie Zygmuntówka zaczęła znikać z kolejnych cukierni i restauracji zlokalizowanych w okolicy Nowego Światu.

W ostatnim tygodniu, mając w planach ten wpis – a nie mogąc nigdzie znaleźć tego specjału – prawie w podskokach weszliśmy do cukierni Strzałkowski, bo widniał tam plakat, że „MAJĄ ZYGMUNTÓWKĘ”.

ciastka warszawskie
Idealne połączenie kruchej bezy, puszystej słodkiej śmietany, musu czekoladowego  kruchego migdałowo-sezamowego spodu i przełamane kwaśnym dżemem żurawinowym.

Ciastko było wyborne, zupełnie inne niż zapamiętałam i być może dlatego się utrzymało w tym punkcie. Muszę przyznać, że w takim wydaniu smakuje mi bardziej niż wspomniana wuzetka i mimo naszych wcześniejszych słów – naprawdę spokojnie może jej towarzyszyć, jako kolejny wypiek znany w stolicy.

Rurki z kremem

ul. Grochowska 210/212, Warszawa
Rurki z Bitą Śmietaną Rondo Wiatraczna na Facebooku

Kto ich nie jadł, ten nie miał fajnego dzieciństwa. Kruche, delikatne wafle zwijane w rulon i wypełnione prawdziwą bitą śmietaną – tworzą w ustach harmonię smaku. Dziś ciężko znaleźć dokładne odwzorowanie smaków dawnej Warszawy, ale nie jest to niemożliwe. Na rondzie Wiatraczna, w małym punkcie między odremontowanymi pawilonami – znajduje się lokal zwany pieszczotliwie „Rurki z Wiatraka”. Mały sklepik funkcjonuje w tym samym miejscu od ponad 50 lat i ciągle ustawiają się do niego kolejki po ten przysmak Grochowa.

ciastka warszawskie
Pociągnięta za język właścicielka – stwierdziła, że rurki są nawet lepsze niż kiedyś, bo w dawnych czasach kiedy o wszystko było trudniej – zdarzało się, że śmietana trafiała z niepewnego źródła i podczas ubijania potrafiła się zwarzyć. Dziś raczej nie ma takiej możliwości.

Dobrej jakości składniki, sprawdzony, wiekowy przepis, pasja i przekazywana z pokolenia na pokolenie maszyna do nabijania – zagwarantowały sukces. Bardzo polecam kupić od razu kilka na zapas.

Pączki z Górczewskiej

ul. Górczewska 15, Warszawa
www.pracowniacukiernicza.pl

Zawsze z uśmiechem patrzę na rankingi warszawskich pączków. Wiesz, kto robi najlepsze?
Moja babcia! Błyszczące tłuścioszki smażone na smalcu, oblane lukrem domowej roboty. To właśnie do niej w pierwszej kolejności zjeżdża się rodzina, aby w Tłusty Czwartek tradycji stało się zadość. Niestety adresu do babci ci nie podam, ale znam cudowne miejsce, gdzie nawet w dzień powszedni znajdziesz fantastyczne, jeszcze ciepłe pączki.

ciastka warszawskie
Ponoć w Tłusty Czwartek kolejkowicze ustawiają się już od 3 nad ranem. Pracownia założyła limity na każdą osobę – można wtedy kupić nie więcej niż 20 pączków naraz.

W klimatycznej, starej kamienicy zlokalizowanej przy ulicy Górczewskiej – znajduje się Cukiernia Zagoździńskich. Rodzinny biznes prowadzony od 1925 roku przetrwał takie wydarzenia jak m.in. II wojna światowa. Cukiernia do dzisiaj wygrywa z masową produkcją pączków w dużych sieciach handlowych. Tutaj zawsze są klienci – bardziej znani (jak kiedyś – adiutant samego Józefa Piłsudskiego) i mniej znani (jak np. ja). Właściciele pięknie połączyli tradycję z jakością i dzisiaj pączki z Górczewskiej są uważane za najlepsze albo jedne z lepszych w Warszawie. W Tłusty Czwartek na Woli są organizowane zawody, gdzie można się zmierzyć w jedzeniu pączków z tej cukierni na czas (klik, klik).

ciastka warszawskie
Kiedy wracaliśmy autobusem do domu, pączki tak mocno pachniały, że dwie osoby odważyły się zapytać, co pysznego kupiliśmy.
ciastka warszawskie
Pączki są duże, ciężkie, oblane błyszczącym lukrem i zawsze nadziewane marmoladą wieloowocową.

Owszem, pączki można kupić wszędzie – nie tylko w Warszawie – ale kto był chociaż raz tutaj, zostanie stałym klientem. Mało kto bierze jednego tłuścioszka – przeważnie kupuje się je na tuziny. Nierzadko zdarza się, że w porze popołudniowej zwyczajnie ich nie ma, dlatego praktycznie od samego początku stosuje się ten sam system „powiadomień”: jest krzesełko przed drzwiami, są i pączki. Proste.

ciastka warszawskie
Codziennie sprzedaje się tu około 800 pączków. W Tłusty Czwartek te liczby dochodzą do ponad 7 tysięcy.

Niezależnie od tego, jaką kolejność smakowania wybierzesz – w każdym z punktów możesz sięgnąć prawdziwych korzeni Warszawy. Zachęcam cię także do eksperymentowania i dzielenia się własnymi odkryciami w komentarzach. Smacznego!

Klaudyna Turczyńska

Nie może usiedzieć w miejscu, każdy weekend spędzałaby w trasie. Pasjonatka fotografii. Lubi odpoczywać na wsi, ale kocha miasto. Łatwo odnajduje się w każdej roli i nie potrafi spędzać czasu bezczynnie. Czasem można ja spotkać, jak pilotuje z dzieckiem samolot i bazgra kredą po chodnikach, malując kotki. Nie żyje bez kawy.

3 komentarze

Dodaj komentarz

  • Mieszkam w Warszawie od urodzenia i w 100% się zgadzam z tym, co napisałaś. Pańska skórka i rurki z Wiatraka – smaki dzieciństwa 🙂 a o pączkach z Górczewskiej słyszał każdy! Z zygmuntówką miałam podobne doświadczenie z przed lat, więc może pora na drugie podejście?

  • Nie miałam pojęcia, że pańska skórka występuje tylko w Warszawie do momentu, kiedy chciałam kupić dziecku na lokalnym cmentarzu w miejscowości pod Warszawą, dokąd wyprowadziłam się z miasta kilkanaście lat temu. Rodzinne groby mam tylko w Warszawie i byłam przekonana, że skórka jest po prostu przysmakiem… cmentarzowym. Dopiero z dochodzenia internetowego dowiedziałam się, że to tylko w Warszawie, że tajna receptura, No normalnie Święty Graal 😀

Cześć!

Świat dzieli się na tych, którzy nie lubią zapachu benzyny i na tych, którzy go uwielbiają. My jesteśmy z tych drugich. Na tym blogu pokazujemy wszystkie fajne miejsca, które warto odwiedzić w Polsce. Nie musisz się już więcej zastanawiać co robić i gdzie iść w weekend. Z nami spędzanie czasu stanie się proste!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

A może jeszcze więcej?