Bieg Mikołajów (2017) – jak zarazić dziecko pasją do biegania?

bieg mikołajów

Kończąc mój sezon biegowy, chciałem zrobić coś wesołego, pożytecznego i rodzinnego.

Raptem miesiąc temu pisałem wam o mojej nowej pasji, jaką okazało się bieganie. Szczerze mówiąc, nawet nie przypuszczałem, jak bardzo mnie ono pochłonie.
Na tyle, że gdy tylko dobiegłem do mety Biegu Niepodległości, już zacząłem planować kolejny bieg – Bieg Mikołajów.

bieg mikołajów

bieg mikołajów

bieg mikołajów

To, co zaskoczyło mnie najbardziej to fakt, jak łatwo swoją pasją zarazić innych.

Lilka już wcześniej interesowała się moimi zajęciami. To nie jest dziecko, które może narzekać na brak aktywności. Ma ćwiczenia w domu, w przedszkolu, chodzi na dodatkową akrobatykę, a teraz widząc, że „tata biega”, postanowiła pobiegać razem ze mną.

Nigdy nie wymagałem od niej czegoś więcej niż jedno, czy dwa symboliczne pytania, co ja właściwie robię. Każdy ma swoje pasje i zajęcia i wzajemnie to u siebie szanujemy.
Zauważyłem jednak, jak Lilce błyszczały się oczy, gdy wpadając na metę, wieszano na mnie medal. Nie ma się co oszukiwać – ten emblemat jest doskonałą motywacją podczas całego biegu.

Kiedy w domu dokładnie oglądała i zachwycała się tym kawałkiem metalu, westchnęła teatralnie, mówiąc: „chciałabym też kiedyś pobiec z tobą”.
W sumie niczego więcej nie było mi trzeba. Skoro chce spróbować własnych sił w takim wydarzeniu – czemu nie? Jej motywacja jest dla mnie sprawą drugorzędną. Zaczęliśmy od krótkich dystansów, takich po 100-200 metrów, gdzie małe nóżki dają radę. Po dwóch, trzech tygodniach Lilka spokojnie przebiega już ok. 700 m.
Wydaje się, że to mało. Jednak dla niespełna sześcioletniego dziecka jest to wystarczający dystans, by poczuła się zmęczona.

I tak na linii startu stanęliśmy razem. Lilka na bieg juniorów – symboliczne 100 m, a ja już na bieg podstawowy – 10-kilometrowy.

bieg mikołajów

bieg mikołajów

bieg mikołajów

bieg mikołajów

Bieg Mikołajów – było trudniej, niż się spodziewałem.

Tor wyścigów konnych na Służewcu to zdecydowanie nie jest wymarzone miejsce do biegania. W przeciwieństwie do fantastycznej, asfaltowej trasy ze wspomnianego Biegu Niepodległości – tutaj trafiliśmy na trawę tonącą w rozpuszczającym się błocie śniegowym. Chlapa to mało powiedziane.
W efekcie – w połowie trasy czułem się zmęczony, jakbym już dawno zrobił dychę. Niektórym zdarzyło się pogubić buty po drodze, jeszcze inni rezygnowali po 3 okrążeniu lub spacerowali ostatnie kółko, idąc powoli w kierunku mety.

Dlatego też ten medal z Biegu Mikołajów jest dla mnie cenniejszy niż zwykle. Wymagał ode mnie większego poświęcenia, ale jednocześnie przyniósł mi ogromną frajdę. A tę, mogłem w dodatku dzielić właśnie z córką.

Dla Lilki medal jest wyjątkowy. To jej pierwsza blacha, którą zdobyła własnymi siłami, bez pomocy innych i która wymagała od niej przygotowań. Mógłbym olać treningi, bo dystans był naprawdę krótki i łatwy – ale tak naprawdę to one sprawiły, że stał się dla niej ważny. Dziś ma jeszcze większą motywację do biegania i odkąd tylko zatrzymaliśmy się na mecie, wypytuje mnie, kiedy startujemy w kolejnym biegu. Obiecałem, że jeśli tylko będzie ze mną regularnie ćwiczyć małe dystanse – na pewno ją zapisze na kolejny bieg. 😉

bieg mikołajów

Z moich butów New Balance, po Biegu Mikołajów pozostał tylko Balance.

Na Biegu Mikołajów mimo warunków, było naprawdę wesoło.

Wydawałoby się, że przy takiej nawierzchni uczestnicy powinni rzucać obelgami, denerwować się czy zwyczajnie czuć się zniechęceni.
Nic z tych rzeczy. Bieg Mikołajów to jednak coś więcej niż tylko przebrnięcie wyznaczonej trasy. To fantastyczna, świąteczna atmosfera (w końcu każdy uczestnik miał czapkę Mikołaja!) a do tego jeszcze konkursy na najlepsze przebranie, bardzo wesoły konferansjer imprezy i nagrody dla najlepszych uczestników wszystkich biegów.

Na dodatek biegliśmy w szczytnym celu – dla warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Każdy przebyty kilometr z tego biegu, to złotówka przeznaczona na cele charytatywne. Ta świadomość sprawiała, że biegło się jakoś lżej. 😉

Nie mogę się doczekać kolejnego roku!

Jak sobie pomyślę, ile czeka na mnie kolejnych imprez sportowych w przyszłym roku, które swoją formułą czymś się wyróżniają — zwyczajnie brakuje mi cierpliwości w oczekiwaniu na nie. Chciałoby się startować już, teraz, natychmiast! Tyle że trzeba w tym wszystkim znaleźć chwilę na regenerację. A kto wie, może za jakiś czas spotkam się na trasie z kimś z was?
Oby!

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.