Strona główna » Król Lew recenzja – kto by pomyślał, że znowu będę płakał na śmierci Mufasy?
król lew recenzja

Król Lew recenzja – kto by pomyślał, że znowu będę płakał na śmierci Mufasy?

Kiedy byłem w kinie na Królu Lwie - miałem 7 lat. Dziś znowu wybrałem się na premierę, ale tym razem z siedmioletnią córką. Krąg życia!

Ciężko było uniknąć nagłówków oceniających reedycję Króla Lwa. Reedycję szczególną, bo stworzoną od podstaw, w 25 lat po premierze oryginału. Co więcej – tym razem nie mamy do czynienia z ręcznie rysowaną, piękną animacją – tylko wygenerowaną komputerową grafiką.

To nie mogło się udać

Ba, sam zresztą byłem sceptyczny, o czym szeroko pisałem na prywatnym profilu w dniu publikacji pierwszego zwiastuna. „Nowy” Król Lew to ta sama fabuła, ta sama muzyka, te same postacie? Toć to jawny skok na kasę! Co tam jednak pieniądze, to jawny skok na sentymenty i wspomnienia! Wszyscy płakali na Królu Lwie podczas dramatycznej śmierci Mufasy. Każdy znał na pamięć piosenkę „Hakuna matata”. W ogóle cały film się znało na pamięć, do tej pory mógłbym go wiernie odtworzyć scena po scenie. Król Lew dla mojego pokolenia było wydarzeniem przez duże „W”. Koszulki, maskotki, mocno wyceniane karteczki z Simbą i Nalą – to wszystko już było i zostało pięknie zapamiętane. Po co to psuć?

Animacja Króla Lwa zapierała dech w piersiach, razem z towarzyszącą filmowi muzyką (zarówno otwierającym utworem, jak i znakomitym motywem przewodnim od Eltona Johna). To była chyba też pierwsza taka animacja, w której… pojawiła się śmierć bohaterów. Wychodząc z kina, chyba każdy maluch był wstrząśnięty tym co zobaczył (Jak to nieprzeżył?! Niemożliwe! Zaraz wstanie!). Nic zatem dziwnego, że to jedna z najbardziej kasowych animacji w historii kina, gdzie samych płyt sprzedano ponad 55 milionów sztuk. Jest to jednocześnie chichot losu, bo Król Lew dla Disneya był projektem pobocznym, mniej ważnym – wszyscy najlepsi artyści pracowali wówczas nad filmem Mulan, który niedługo również zobaczymy na ekranach kin w wersji aktorskiej.

Disney – maszynka do zarabiania pieniędzy

To był inny powód, dla którego miałem duże obawy przed seansem. Jak się zacząłem zastanawiać, to trudno mi było wymienić jeden tytuł, którym Disney w ostatnich latach się przebił. Wytwórnia bardziej koncentruje się nad przejęciami konkurentów i ich dorobkami (Lucas Film z ich Star Wars, Pixar z animacjami, 21st Centaury Fox z Obcym, Marvel z superbohaterami…) niż nad zupełnie nowymi filmami. Zatem albo wypuszczane są masowo sequele, albo właśnie reedycje starych hitów. Jakby nie patrzeć, firmą zaczęli kierować księgowi, nie artyści.

król lew recenzja

Dumbo światełkiem w tunelu

Moją nadzieję rozpaliła dopiero premiera Dumbo, na który wybrała się Klaudyna z Lilką. Zgodnie przyznały, że film był fantastyczny a zmiany fabularne, wymuszone przez czas oraz rozwój społeczny, były uzasadnione i trafne. Krótko mówiąc – udana produkcja. Król Lew to jednak zupełnie inna półka.

Gdy więc pojawiliśmy się w multipleksie z popcornem i nachosami w ręku, każde z nas czuło co innego – Lilka ekscytację, a ja i Klaudyna wielkie obawy. Te zostały rozwiane wraz z pierwszymi klatkami filmu.

król lew recenzja król lew recenzja

Nowy Król Lew jest piękny

Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Każde ujęcie dosłownie powala jakością i detalami. Ślady na piasku po odciśniętych łapach tych wielkich kotów, kurz wzbijający się, gdy biorą rozbieg albo zsuwające się kamyki po zboczach wąwozu. To prawdziwy majstersztyk dla kina, który zapewne na wiele lat będzie wyznacznikiem jakości obrazu. Lwy i inne zwierzęta (fantastyczni Timon i Pumba!), czy pawian Rafiki – są przedstawieni z wyjątkową dbałością. Zmarszczki, żyły pompujące krew pod skórą, sierść, czy oczy – sprawiają wrażenie żywych i wzbudzają trwogę na sam widok.

Sporą kontrowersją jeszcze przed premierą wzbudzał wizerunek Skazy. Lew, który kojarzył nam się z orzechową sierścią i czarną grzywą tutaj ma zupełnie inny wizerunek, chociaż według mnie jego postać broni się w 100%. W ogóle ten film wygląda znacznie lepiej w kinie niż na krótkich trailerach, czy zdjęciach z klatkami filmu.

król lew recenzja

król lew recenzja

Król Lew jest bardzo realistyczny

Zmiana z kreskówkowej animacji na komputerową grafikę, wymusiła delikatne zmiany fabularne. Są to jednak delikatne szlify polegające na dodaniu kilku scen, drobnych dialogów, które miały zaakcentować dosadniej pewne rzeczy, które właśnie się wydarzyły. Zdecydowanie wyszło to filmowi na dobre. Simba nie dostrzega już wizerunku ojca w chmurach, zabrakło postaciom również cech typowo ludzkich – mimiki, czy zachowań. W efekcie blisko dwugodzinny spektakl jak nigdy wcześniej – przypomina filmy przyrodnicze z telewizji BBC, takie jak: Planeta Ziemia, czy Błękitna Planeta. I jest to ogromny komplement! Piosenki też niewiele się zmieniły – może jakieś poszczególne detale, ale zdecydowanie śpiewane są teraz znacznie wyraźniej i łatwiej zrozumieć ich sens.Poza tym film się praktycznie nie zestarzał. Fabuła jest taka sama, bo twórcy wyszli ze słusznego wniosku, że nie będą zmieniać tego, co było doskonałe.

król lew recenzja król lew recenzja

To było fantastyczne uczucie

Gdy patrzyłem na moją córkę, która film przeżywała dokładnie tak samo, jak ja 25 lat temu. Zwykła animacja jej nie ujęła, więc chyba forma starego Króla Lwa się dla jej pokolenia nieco zestarzała (mimo że w domu mieliśmy wersję poprawioną). Na nowym Królu Lwie wzruszała się na tych samych scenach, co my kiedyś i śmiała się z zabawnych sytuacji głównych bohaterów. I żeby nie było – mi też zaszkliły się oczy. Nie jestem zdecydowanie odporny na mordowanie Mufasy. Jeżeli zatem Disney chciał wykonać wspomniany skok na kasę, to w takiej formie nie mam nic przeciwko.

Król Lew w mojej ocenie jest w pełni udany i nie mogę się doczekać, aż wyjdzie na nośnikach Blu Ray. Z chęcią zakupię go do domu tylko po to, by obejrzeć w krótkim odstępie czasu obie produkcje – klasyczną i tą stworzoną na nowo. Chociaż paradoksalnie jestem przekonany, że nowa wersja nie pobije sukcesu oryginału, tak cieszę się, że się pojawiła. Jest doskonałym odświeżeniem klasycznego tytułu, który stanowi doskonałą bazę dla młodego pokolenia, który ma znacznie większe wymagania jakościowe niż my 25 lat temu. A to przecież film adresowany do nich.

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub nas!