Strona główna » Trzy gadżety, z którymi nie rozstaję się w podróży
gadżety w podróży

Trzy gadżety, z którymi nie rozstaję się w podróży

Niewielkie, niedrogie a ratują mnie w każdej sytuacji. Mam je zawsze na dnie plecaka.

To niesamowite ile człowiek ze sobą zabiera rzeczy, by gdziekolwiek pojechać. Kiedyś mieściliśmy się w bagażnik mojego starego Daewoo Lanos, a jadąc do Zakopanego – ledwo domknęliśmy bagażnik w naszym obecnym kombi.
A przecież córka dorasta – wózka, przewijaka czy wanienki już ze sobą nie wozimy!

Mimo wszystko staramy się ograniczać i nie brać rzeczy, które mogą nam się okazać zbędne w trasie. Raz, że to dodatkowy bagaż a dwa, że zawsze trzeba go potem pilnować. Szczerze mówiąc – nie wiem co gorsze. Jednak obok obowiązkowego laptopa, telefonu i lustrzanki są jeszcze trzy przedmioty, które mam zawsze przy sobie, bo często ratują mnie z opresji. Co ważne, cena każdego z nich nie przekracza dziś 100 zł.

Powerbank Adata 10050

Koniecznie różowy! 😉 A tak na poważnie, to niewielkich wymiarów solidny powerbank w aluminiowej obudowie, który znosi dosłownie wszystko. Przede wszystkim jego pojemność wystarcza mi na trzy ładowania mojego telefonu, co w podróży jest nie do zastąpienia.
Po drugie znosi każde warunki. Potrafię zostawić go naładowanego na całe tygodnie w samochodzie, gdzie temperatura spada mocno poniżej zera i jest zawsze w gotowości. Przychodzę, podpinam kabel i działa. Kolejną jego zaletą jest wykonanie. Obudowa ze szczotkowanego aluminium to nie tylko ładny bajer. To także naprawdę solidna obudowa. Nawet nie chce zliczać, ile razy upadł mi na ziemię i nie pozostał na nim ślad. No i rzecz najważniejsza, czyli dwa porty USB. Naładujesz nimi jednocześnie dwa urządzenia.

W domu posiadam kilka innych powebranków, z czego część z nich ma nawet podobną pojemność baterii. Czemu zatem piszę o tym konkretnie modelu? Właśnie ze względu na jego kompaktowe rozmiary. Zmieści się wszędzie, a na tym zależy mi w podróży najczęściej.

gadżety w podróży

Ładowarka na pięć urządzeń TP-Link UP540

Do niedawna na każdym wyjeździe frustrowała mnie jedna rzecz. Niezależnie od tego, gdzie wynajmowaliśmy pokój – czy to w hotelu, w pensjonacie czy jakiś pokój u pani Krysi, zawsze do dyspozycji gości był jeden kontakt. Wiecie, co oznacza jeden kontakt, gdy na odrobinę prądu czeka opaska, dwa telefony, lustrzanka, laptop, tablet i kilka innych urządzeń? No właśnie.

W TP-Linku można zakochać się od pierwszego wejrzenia (oczywiście, jeśli uznamy, że można zakochać się w ładowarce). Raz, że jest śliczny z wyglądu a dwa, że jest bardzo praktyczny. TP-Link UP540 w dużej mierze rozwiązuje problem z ilością kontaktów. To ładowarka aż z pięcioma portami USB, do której podłączysz w zasadzie wszystko. Daje na tyle solidne napięcie, że bez problemu ładuje nowoczesne telefony jak np. naszego Galaxy S8 w towarzystwie czterech pozostałych.

Przyznaje, w domu korzystamy z niego rzadziej, bo jednak każdy ma swoją szafkę nocną a przy nim komplet kabli. Jeśli poszukujesz czegoś na biurko lub tak jak my – na podróż, to koniecznie zaopatrz się w TP Linka. 1 gniazdko – 5 urządzeń. Tak to powinni reklamować.

gadżety w podróży

Głośnik wielkości kostki rubika – JBL Go!

Mały, ale jary! To maleńkie cudeńko wielkości wspomnianego na początku powerbanku to mobilny głośnik od firmy JBL. Wykonane praktycznie w całości z gumowego tworzywa (poza przednią maskownicą zrobioną z metalu) jest bardzo poręczne. Estetów od razu ostrzegam: obudowa bardzo łatwo się palcuje (pozostają ślady palców na obudowie). Z drugiej strony całość nie ślizga się, trzymając się stabilnie podłoża. Sam sprzęt występuje też w 5 różnych pastelowych kolorach – od niebieskiego aż po różowy, ale mi do gustu przypadła uniwersalna czerń.

Jednak za niecałe 109 zł (często w promocji poniżej stówki) daje lepsze efekty, niż można się spodziewać. Kiedy go uruchomisz, można poczuć się zaskoczonym, ile w sobie to ma mocy. Jakość dźwięku również jest bardzo zadowalająca, chociaż nie miejcie złudzeń – pięknego basu tutaj nie uświadczycie. Sterowanie jest banalne. Urządzenie podłączy się do wszystkiego, co ma bluetooth. A jeśli jakimś cudem go nie macie – wystarczy zwykły kabel jack. Na górze obudowy pięć przycisków funkcyjnych i… to tyle! Z bardzo fajnych cech, szczególnie przydatnych w podróży jest także funkcja systemu głośnomówiącego. Otóż głośnik ma również wbudowany mikrofon. Jeśli w trakcie słuchania muzyki ktoś zadzwoni do was na telefon, nie musicie panikować. Odbieracie i rozmawiacie spokojnie.

Oczywiście, doszukałbym się wad w tym gadżecie. Brak NFC czy jakiejkolwiek wodoodporności. Z drugiej strony za tak niską cenę dostałem i tak znacznie więcej niż oczekiwałem.

gadżety w podróży

Co jeszcze?

W zasadzie jestem bardzo zadowolony z wyposażenia swojego plecaka. Jedyne, nad czym będę się jeszcze rozglądał w najbliższym czasie to jakiś selfiestick oraz przenośny dysk SSD. Przy czym do tematu również chcę podejść zdroworozsądkowo. Nie interesują mnie gimbale za 800-1000 zł ani też najprostsze kijki za 20 zł. Ten ostatni kupiłem raz, ale rozpadł się, zanim gdziekolwiek pojechaliśmy. Szkoda kasy!
W przypadku przenośnego dysku – korzystam w tej chwili ze zwykłego, talerzowego HDD, który jak słyszę, już powoli dogorywa i czas na jego wymianę. Jeżeli zatem macie jakieś, z których korzystacie i jesteście zadowoleni – koniecznie dajcie znać. Ułatwicie mi poszukiwania!


Prawa do zdjęcia tytułowego należą do – Velotton.

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!