Strona główna » Słodki Słony – zjedliśmy jedne z droższych pączków w stolicy. Czy naprawdę jest tak smacznie?
słodki słony

Słodki Słony – zjedliśmy jedne z droższych pączków w stolicy. Czy naprawdę jest tak smacznie?

10 zł za pączka i 60 zł za pudełko faworków? Przy okazji ostatków - wybraliśmy się na jedne z droższych pączków w Warszawie, do cukierni Słodki Słony.

Od stycznia dosyć rygorystycznie podeszliśmy do tematu diety. To znaczy w teorii, bo zarówno Filipowi i Lilce zdarzają się dni, w których skuszą się na coś słodkiego ze sklepowej półki. Jednak to i tak duża zmiana w stosunku z poprzednim rokiem, gdzie każdy piątek rozpoczynał coś, co krótko można by zdefiniować jako „dni rozpusty”. Ogólnie przyjęliśmy zasadę, że dwa/trzy razy w miesiącu idziemy do jednej z dobrych cukierni, które mamy w swoich notatkach. Wtedy jemy to, na co nam tylko przyjdzie nam ochota. Jako że Tłusty Czwartek spędzaliśmy osobno – od razu umówiliśmy się, że zrobimy sobie Tłustą Niedzielę i wybierzemy się na pączki do jednej z warszawskich cukierni.

Przez ostatnie kilka miesięcy robiliśmy projekt, w którym sprawdzaliśmy najstarsze cukiernie w Warszawie, które zostały otwarte przez 2000 rokiem. To bardzo bogata lista adresów. Miejsc smacznych, trzymających poziom, takich – do których z chęcią wracamy. Jednocześnie, jeśli już mamy wybrać się pod inny adres – to na wstępie taka kawiarnia ma bardzo trudne zadanie. Musi nas zaskoczyć i być naprawdę wyjątkowa. Dodatkowo nasze kubki smakowe przez ten krótki okres abstynencji od słodyczy – mocno uwrażliwiły się na smaki. Kto inny mógłby podołać takiemu zadaniu, jak nie cukiernia Słodki Słony należąca do Magdy Gessler, którą kreuje się na „kreatorkę smaku”?

Słodki Słony, czyli idziemy na pączki do Magdy

Wybór oczywiście nie był przypadkowy, bo o Słodkim Słonym słyszeliśmy już dawno. Oczywiście najwięcej przy okazji Tłustego Czwartku, gdzie komentowano cenę za pojedynczego pączka. W tym roku jeden kaloryczny przysmak był wyceniany na – bagatela – 10 zł.  To jedna z wyższych (o ile nie najwyższa) cena za pączka w stolicy. Byliśmy ciekawi, czy płaci się tu tylko za nazwisko, czy idzie za tym coś więcej.

W Słodkim pojawiliśmy się niedługo po otwarciu, ale zarówno w lokalu większość miejsc była zajęta, a kolejka też była już słusznych rozmiarów. Od razu postanowiliśmy, że ciacha zjemy w domu, choć sam lokal choć przaśny – wydaje się całkiem przytulny. Każde z nas prócz pączka, wybrało sobie dodatkowe ciasteczko. Przyznam, że wystarczyło spojrzeć na lady, a najchętniej spakowalibyśmy wszystko. Tym bardziej że cukiernia wpasowała się w gusta każdego. Lilka uwielbia ciasta w typie drożdżowego, Filip jest fanem bezy, a ja kocham wszelkie wariancje ze słodkim kremem, w typie tortów. Wzięliśmy pokaźnych rozmiarów torbę ze smakołykami i wróciliśmy do domu testować. 😉

słodki słony

Pączki

Na pierwszy ogień poszły oczywiście pączki. Wszystkie przysmaki mocno pachniały jeszcze w opakowaniach i ledwo powstrzymywaliśmy się, żeby przed konsumpcją jeszcze cyknąć zdjęcie. Na pączku z różą nie żałowano skórki pomarańczowej, a lukier opływał każdy jego fragment.

Kiedy upewniliśmy się, że obowiązek blogerski został wypełniony – rzuciliśmy się na łakocie. W smaku pączek z różą był pyszny. Inny zupełnie niż te na Górczewskiej, ale równie dobrze mógłby stać gdzieś za podium. Jak ktoś woli inne nadzienie niż marmoladę wieloowocową – to może nawet posmakują mu bardziej. Nadzienie delikatne, kwaskowate, a pączek chrupiący i miękki, ale bez dziwnej gumowej konsystencji. Pyszota!

słodki słony

Kiedy już mieliśmy wychodzić z cukierni, właśnie wniesiono pączki z adwocatem, więc nie mogliśmy sobie odmówić i poprosiliśmy o spakowanie dwóch. Przyznam, że byliśmy przekonani, że będą lepsze niż te różane. Wyglądały ciekawie. Tu jednak spotkał nas totalny zawód. Pączek przez nadzienie był dla nas niejadalny! Po ugryzieniu – masa o konsystencji budyniu z adwocatem dosłownie wylała się z niego. Było jej za dużo (był wypełniony po brzegi!), a na dodatek była za słodka i niedobra po prostu. Zgodnie po pierwszym gryzie – zrezygnowaliśmy z dalszego jedzenia.

słodki słony
Rozczarowanie!

Karpatka, beza i bułeczka drożdżowa z maliną

Po zawodzie po pączku z adwocatem podzieliliśmy się między sobą wybranymi wcześniej przysmakami. Ja wzięłam karpatkę, Filip bezę z truskawkami, a Lilka bułeczkę drożdżową z maliną. I tu zaskoczenie, bo znowu wszystko smakowało idealnie. Wiem, że brzmi to trochę jak list pochwalny, ale co zrobić, kiedy to prawda? Tak dobrej karpatki dawno nie jadłam. Bita śmietana prawdziwa, bez wyczuwalnych polepszaczy, której słodycz została wyhamowana przez pyszną kwaskowatą frużelinę malinową. Rewelacja! Zachwycała się nawet córka, która stroni od tego typu ciast.

Beza miała prawidłową strukturę, czyli na skraju chrupkości, ale lekko ciągnącą. Taką, którą ciężko uzyskać, bo przeważnie w innych punktach trafia się „zbyt” chrupka. Mały niuans, ale strasznie ucieszył. Truskawki świeże, całość smakowała i wyglądała fantastycznie.

Buleczka drożdżowa Lilce smakowała najbardziej, więc wzięliśmy tylko „mini gryzka”.

słodki słony słodki słony

słodki słony

Oj, chciałoby się powtórzyć!

Powiem szczerze, że Słodki Słony mimo wpadki z adwocatem – od razu po pierwszych gryzach ulokował się na podium obok cukierni Radzikowski, którą uwielbiam. Na pewno chętnie tu wrócę, choć jeśli ty masz ochotę akurat na pączki – pamiętaj, że sprzedają je sezonowo! To dobre miejsce dla tych, którzy o ile zdecydują się już zjeść coś słodkiego – chcą, aby to było wysokiej jakości. Smak rekompensuje cenę, a że tego miejsca polecać specjalnie nie trzeba, wiedzą chyba wszyscy, którzy czasem wpadają w okolice. Wystarczy spojrzeć na „ciągle otwarte drzwi”, przez które wchodzą nowi goście, a na taką renomę trzeba sobie zasłużyć.

Cukiernia Słodki Słony

ul. Mokotowska 45, Warszawa
www.slodkislony.pl

Klaudyna Turczyńska

Nie może usiedzieć w miejscu, każdy weekend spędzałaby w trasie. Pasjonatka fotografii. Lubi odpoczywać na wsi, ale kocha miasto. Łatwo odnajduje się w każdej roli i nie potrafi spędzać czasu bezczynnie. Czasem można ja spotkać, jak pilotuje z dzieckiem samolot i bazgra kredą po chodnikach, malując kotki. Nie żyje bez kawy.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Cześć!

Świat dzieli się na tych, którzy nie lubią zapachu benzyny i na tych, którzy go uwielbiają. My jesteśmy z tych drugich. Na tym blogu pokazujemy wszystkie fajne miejsca, które warto odwiedzić w Polsce. Nie musisz się już więcej zastanawiać co robić i gdzie iść w weekend. Z nami spędzanie czasu stanie się proste!

Spodobało się? Polub nas!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!