Strona główna » Bieg Run or Death – dobiegłem pokąsany, ale za to żywy!
run or death

Bieg Run or Death – dobiegłem pokąsany, ale za to żywy!

Run or Death to jedyny bieg, w którym organizatorzy i uczestnicy bywają trochę sztywni, małomówni i mają grobowe miny. I w żadnym stopniu nie jest to wada!

Niby nic, bo na razie wziąłem udział w 6 warszawskich biegach, o których możecie poczytać w zakładce „Wydarzenia”. Jednak powiem wam już na starcie – przy Run or Death bawiłem się najlepiej!

Proste zasady… a może nie?

Wyobraź sobie, że budzisz się w świecie opanowanym przez zombie. Trochę jak w filmie The Walking Dead albo Resident Evil. Stajesz na starcie, przy opuszczonym Forcie Bema, a przed tobą dystans 5 km. Twój cel jest prosty – dobiec żywym do mety.

Run Or Death – krwawe walentynki to kolejna odsłona biegu o przeżycie, w którym cała zabawa kręci się właśnie wokół tego celu. Każdy uczestnik na starcie otrzymuje zwrotny pas i cztery szarfy. Każda z nich to twoje jedno życie i trzeba bardzo uważać, bo można je bardzo łatwo stracić. Kiedy usłyszysz strzał oznajmiający start biegu – przed tobą tylko trasa biegowa, inni uczestnicy i… zombie.

run or death

Dylematy moralne

Run or Death jest kompletnie inny od biegów, które do tej pory opisywałem. To bieg, w którym już na starcie czujesz integrację, w którym nie czas jest najlepszy a praca zespołowa. Na trasie stoją bowiem grupy żywych trupów, które zrobią wszystko, byś dobiegł jako zainfekowany. Gdy biegniesz sam, po wynik, jest ogromne prawdopodobieństwo, że dobiegniesz bez szarf. Gdy biegniesz w grupie – jest łatwiej. Panuje wtedy delikatny chaos, który daje szansę na to, by przebiec.

Na dalszych odcinkach trasy robi się tylko trudniej. Po każdym spotkaniu zombie, część z zawodników ma coraz mniej „żyć” lub zwyczajnie nie ma siły, by biec pełnym pędem. Wtedy pojawiają się dylematy moralne – czy mam się poświęcić i podłożyć się, by kolega obok z jedną szarfą „przeżył”? A może właśnie przeć do przodu po hehe, trupach? Sam trafiłem na dwójkę rodzeństwa, która biegła przede mną. Gdy inni uczestnicy dowiedzieli się, że są spokrewnieni, ktoś rzucił:
– O! To biegnę za wami. W horrorach rodzeństwo zawsze ginie pierwsze.
Rzeczywiście, kilometr dalej byli „zainfekowani”.

run or death run or death run or death

Bieg Run or Death to także doskonały sprawdzian twoich możliwości. Tutaj nie ma szans, byś biegł równym tempem i jednocześnie dobiegł żywy. Musisz mocno przyśpieszać, gdy widzisz zombie i oszczędzać siły w chwilach oddechu. Będziesz mógł się wykazać sprytem, omijając „potwory”, a gdy już naprawdę się nie da – próbować przebiec tak, by szarf stracić jak najmniej. Uczestnicy żartują sobie z zombie, negocjują z nimi i biegną z przerażeniem w oczach – nie mając nawet jednej szarfy. Jeśli lubisz klimaty Halloween, podoba ci się w Horror House, czy w Fear Zone – Run or Death także jest dla ciebie.  Adrenalina krąży w żyłach przez cały bieg.

Tutaj wszystko było dopracowane

Run Or Death jest przede wszystkim świetnie zorganizowanym biegiem. Cała trasa została oznaczona taśmami tak, że nie sposób pomylić kierunku czy zwyczajnie zgubić się na trasie. Nie ma obaw, że któryś z uczestników przebiegnie za dużo lub za mało kilometrów. Biegniesz od startu do mety i dbasz tylko o to, by przeżyć. Na pochwałę zasługuje również rejestracja i depozyt. Mimo iż wpadłem tam na dziesięć minut przed swoim biegiem, to odebranie pakietu startowego i pozostawienie rzeczy w depozycie nie zajęło mi więcej niż 2 minuty.  Do tego jasne oznaczenia startu i mety, woda, ciepły posiłek i świetna komunikacja. Brawo!

run or death

run or death
Dobiegłem z jedną szarfą! Ta jedna szarfa na mecie daje prawie tyle satysfakcji, co medal.
run or death
Chociaż medal też jest bardzo ładnie wykonany. Z jednej strony zombie, z drugiej krwawiące serce. W sam raz na „krwawe walentynki”. Medale zainfekowanych od medali żywych nie różnią się niczym poza smyczką.

Na osobny akapit zajmuje charakteryzacja. Zapisując się na Run Or Death, masz do wyboru dwa pakiety. Uczestnika, czyli biegacza oraz Zombi. W tym drugim wypadku – dostajesz medal, ale oczywiście ten „infected” a i strój przygotowujesz sam, ale na miejscu czuwają nad tobą zawodowi charakteryzatorzy, byś wyglądał przekonująco. I przyznaję – stroje, make-upy, czy nawet ruchy przeciwników były naprawdę przerażające. Niektórzy wzięli ze sobą głośniczki wydające „jęki”, inni sami krzyczeli i mocno wczuwali się w role. Gdyby ten bieg odbywał się nocą, naprawdę można by było zejść na zawał.

run or death
Rzadki przypadek! Aż dwie laski chciały dobrać się do mojego serca.

run or death

Wspaniała zabawa

Przede wszystkim na trasie jest masa śmiechu, doskonałej integracji i udanej zabawy. To jak dotychczas jeden z najciekawszych biegów, w których brałem udział i na pewno wezmę w nim udział po raz kolejny. Tym razem jako zombie!

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!