Strona główna » FunEscape – genialny escape room, do którego możesz iść z dzieckiem!
funescape

FunEscape – genialny escape room, do którego możesz iść z dzieckiem!

Wiecie, czego nie lubię? Powtarzalności i rutyny. To niszczy wszystko - uczucia, związki, a nawet relaks. Dlatego, gdy jest coś, co przełamuje schematy - witam to z otwartymi rękoma.

Pamiętam, jak opisaliśmy jeden z pierwszych escape roomów w Warszawie. Ależ to było coś! Zostaliśmy zamknięci w pokoju pełnym zagadek na godzinę i mieliśmy rozwikłać „wielką tajemnicę”, która oczywiście kończyła się wyjściem z pomieszczenia. Szukanie ukrytych kluczyków, które otwierały sejfy, w których to były schowane kolejne skrytki i niespodzianki. To była nowość przez duże „n”. Coś, czego wcześniej na rynku nie było. Chwilę później nastąpił prawdziwy wysyp tego typu pomieszczeń. Zaczęliśmy do nich regularnie chodzić.

Jednak szybko okazało się, że nie bawiły nas już tak dobrze, jak za pierwszym razem.

Bo wiecie, z pokojami ucieczki jest jak z jedzeniem kotleta mielonego każdego dnia. Niby smaczny, polski, pożywny, a jednak momentalnie nudzi i człowiek zaczyna ukradkiem spoglądać na kurczaki. Escape roomy bardzo szybko zaczęły robić się powtarzalne, budowane według schematu kłódka – kluczyk, kłódka – kluczyk. I tak przez cały pokój. Do niektórych pokoi ucieczki chodziliśmy prywatnie, w innych byliśmy w ramach wypadów firmowych. Niestety, ale wszystkie sprowadzały się do wspomnianego wyżej wzoru w marnej oprawie.

Funescape nas zaskoczył.

Myślałem, że widziałem już wszystko. W pokojach ucieczki rozbrajałem bombę, uciekałem z więzienia, napadałem na bank, a nawet szukałem rękopisu w obronie przed szpiegami. Jadąc do Funescape, nie oczekiwałem kompletnie niczego. Bo co można w tej dziedzinie więcej zrobić?

Czteropiętrowy budynek z ogromnym logo na dachu miał za to dobrą lokalizację. Zaparkować można naprzeciw pod centrum handlowym Sadyba i wygodnie przejść sobie kładką przez ulicę. Potem pokonujemy parę schodków, wjazd windą i lądujemy w całkiem przyjemnej poczekalni. Czysta, przestronna w miłych kolorach już na starcie stanowi miłą odmianę w przeciwieństwie do małych, ciasnych kawalerek.

funescape
Tu już po „ucieczce” z FunEscape.
W Funescape jest kilkanaście pokoi o różnym scenariuszu. Byliśmy w dwóch.
Na początku wybraliśmy się na „Bezludną wyspę”:

„Urodziny jednego z Was postanowiliście spędzić na dziewiczej wyspie. Nie było łatwo, ale w końcu udało się znaleźć biuro podróży, które specjalizuje się w tego typu wypadach. Nie zastanawiając się długo, spakowaliście walizki i wyruszyliście w podróż. Pomimo tego, że w pośpiechu nikt nie pomyślał, aby sprawdzić opinie o firmie organizującej, wszystko przebiegało perfekcyjnie. Miła obsługa, nowoczesny samolot, piękna, dziewicza wyspa, a na niej impreza, której nie zapomnicie do końca życia…”

funescape

Zaskoczyło nas, że musieliśmy wchodzić do każdego z pokoi z zamkniętymi oczami. Animatorka nakręca dzieci, że o to właśnie udajemy się na wycieczkę. Taki wstęp powoduje, że dzieciaki szybko „przenoszą się” w świat zabawy i są w stanie uwierzyć w opowiadaną historyjkę. Oczywiście wcześniej, każde z maluchów należy zagonić do toalety. W trakcie gry, kiedy poczujesz się słabo, albo coś złego dzieje się z jednym z członków drużyny – w pokoju znajduje się guzik, który powoduje otwarcie drzwi. Jednak raczej nikt nie chce go nadużywać, aby nie psuć sobie fanu. 🙂

Przez całą grę, obsługa bacznie cię obserwuje dzięki zamontowanym wszędzie kamerom. Kiedy zatniesz się na jakimś etapie rozgrywki – możesz zamachać do jednej z nich, a na ekranie małego monitora zobaczysz podpowiedź, która może cię nakierować na właściwy trop.

Pokój był taki, jakiego spodziewalibyście się po rajskiej wyspie – pełen roślinności, palm, piasku. Bardzo szybko poczujesz się niczym Robinson Crusoe. Zagadki stawiane przed tobą wymagają logicznego myślenia, zręczności i umiejętności czytania map.

funescape

Drugi pokój, który wybraliśmy to „Przeszłość zaczyna się dziś”.

„Mamy rok 3058, na całym świecie zauważalne są coraz większe anomalie pogodowe. To, co najgorsze zdaje się nieuchronne… koniec świata zbliża się wielkimi krokami. Jednak czy na pewno? Największe umysły świata w dziedzinie historii doszły do bezsprzecznych wniosków. Kilkadziesiąt tysięcy lat temu, powstał pradawny ród, który dbał o porządek świata. Niestety wszelkie dowody świadczą o tym, że ostatni członek rodu odszedł. Jedynym sposobem na to, aby przywrócić niegdyś panujący porządek – jest cofnięcie się w czasie i ustalenie go na nowo. Świat potrzebuje grupy bohaterów do wykonania tej jakże niebezpiecznej misji… Odważycie się?”

funescape

Jeśli macie w domu małego astronautę – to pokój „Przeszłość zaczyna się dziś” będzie strzałem w dziesiątkę. Jest bardzo zaawansowany technicznie. Nie przesadzę, jeśli powiem, że to pierwszy pokój ucieczki, na którego widok opadła mi szczęka. Pokój to w zasadzie złe określenie – zabawa toczy się w wielu pomieszczeniach i – uwaga! – praktycznie nie ma tu kłódek!

To niesamowite jak pomysłowe, złożone i fascynujące łamigłówki udało się autorom wymyślić, by przełamać wymieniony we wstępie schemat. Będziecie latać rakietą, wykazywać się zręcznością, pomysłowością i odpornością na stres.

Pal licho zagadki. Te dekoracje!

Chciałbym tu wracać nie tyle ze względu na zagadki, ile na to, z jakim kunsztem i pomysłowością zrobiono pokoje. Do tej pory w pokojach ucieczki było tak, że więcej tu było historii niż efektów. FunEscape tworzy wyższy poziom escape roomów. Poziom dekoracji jest równy zagadkom. Wybierasz sobie scenariusz i przenosisz się w totalnie inny świat. To jest super! Aż żal, że wewnątrz nie można fotografować, ale bardzo łatwo moglibyśmy wam tym popsuć zabawę. Mechanizmy, dekoracje, łamigłówki, skrzynki, dźwignie, zapadnie… wszystko to dopracowane w najdrobniejszych detalach po prostu cieszy oko. Uczestnicząc w zabawie, zupełnie zapomina się o świecie, a z kolei można poczuć się częścią załogi stojącej przed zadaniem.

W Funescape byliśmy z dzieckiem.

Lilka, Klaudyna i ja. Funescape jest idealny dla par albo maksymalnie trójki dorosłych. Genialny dla początkujących i bardzo fajny dla zaawansowanych. Przynajmniej tak oceniam te pokoje w Funescape, w których sam byłem. Jeśli wybieracie się z dzieckiem to najlepiej dwójka dorosłych+dzieci albo same dzieci. 🙂 Tak, tak – tak też można! Lilka była trochę za młoda – brakowało jej towarzystwa kogoś w swoim wieku, choć staraliśmy się ją we wszystko angażować. Nie sięgała do niektórych elementów i nie wszystko potrafiła zrobić – np. miała problem z otwieraniem kłódek. Uważam, że siedem lat na start, to wiek idealny. Jeśli masz dziecko w tym przedziale – śmiało biegnij, póki są dostępne rezerwacje.

Czy polecam? No jasne!

W zasadzie nawet nie ma na ten temat dyskusji. Jeśli nie lubisz tego typu rozrywki, spokojnie możesz zebrać grupę dzieciaków, a przesympatyczna obsługa wejdzie z nimi do środka jako animatorzy. A jeśli masz życzenie, możesz tam zorganizować nawet urodziny.

My z pewnością wrócimy z większą grupą maluchów – po takiej dawce rozrywki, jestem naprawdę zaintrygowany, co jeszcze autorzy Funescape przede mną skrywają. A jeśli ty uważasz, że w escape roomach widziałeś już wszystko, to przyjdź tutaj i mile się rozczaruj!

Funescape

ul. Powsińska 64a/4piętro, Warszawa
www.funescape.pl

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!