Strona główna » Bielański Bieg Dzika – wrześniowe bieganie po Młocinach
bielański bieg dzika

Bielański Bieg Dzika – wrześniowe bieganie po Młocinach

I pobiegłem po medal jak dzik w sierpniowe ziemniaki!

Lista imprez biegowych niezmiennie nie przestaje mnie zaskakiwać. Im częściej się na nich pojawiam, tym szybciej zdobywam kolejne argumenty za tym, że wyobraźnia organizatorów nie ma żadnych granic. Wydaje się, że moda na zwykłe biegi już dawno przeminęła, a im dziwniejszy pretekst do biegania, tym lepiej. I bardzo dobrze!

Dzik nie jest zły! Dzik ma na bieg bzik!

Pamiętam, jak przygotowywaliśmy wpis o ciekawych miejscach w tej dzielnicy i tak trochę żałowałem, że nigdy nie miałem okazji tu zamieszkać. Po zebraniu materiałów do tego artykułu (atrakcje w Bielanach – klik, klik) – dzielnica ta kojarzyła mi się raczej z ciszą, zielenią, spokojem i takim prorodzinnym rozwojem, ale żeby zaraz z dzikim dzikiem? W życiu! Prędzej ze słoniem. 😉

Okazuje się jednak, że dzik jest tutaj dość popularnym zwierzątkiem. Zapewne to zasługa okolicznych lasów, gdzie dzik ma jak w raju. Nic zatem dziwnego, że inicjatywa biegowa, która tutaj powstała zainspirowała się właśnie nim. I dobrze, bo gdy tylko zobaczyłem napis „Bielański Bieg Dzika”, od razu uśmiechnąłem się na jego widok i zapragnąłem wziąć w nim udział. Przy okazj biorąc ze sobą córkę. Początek zatem niezły!

Dzik i jemu podobne w sumie zawsze są przedstawiane jako takie trochę przerysowane, żeby nie powiedzieć „z jajem”. Wystarczy wspomnieć guźca Pumbę z Króla Lwa. Z drugiej strony taki szarżujący dzik może rozpędzić się nawet do 50 km na godzinę! Chylę czoła przed jego umiejętnościami!

Jadąc z rana na bieg, zastanawiałem się, jak to wszystko wypadnie. Lilka chyba wczuła się w klimat, bo zaczęła się śmiać, że wszystko musi być dobrze, a ja tam z pewnością będę czuł się jak ryba w wodzie. Wszak brzuch mam jak dzik, a trasa biegowa ciągnie się przez Park Młociński. I rzeczywiście, parkując nieopodal placu zabaw na skraju lasku – wystarczyło przejść kilkadziesiąt metrów do miejsca startu, który znajdował się nad brzegiem Wisły. Trochę z niepokojem rozejrzałem się po innych, rozgrzewających się uczestnikach biegu, ale momentalnie odetchnąłem z ulgą. Jeżeli ja według Lilki jestem dzikiem, to przynajmniej znalazłem się w sporym stadku pobratymców. Zdecydowanie wakacyjne grille i lody służyły nie tylko mi!

Atmosfera!

Cały czas jestem zdania, że mało co tak szybko integruje ludzi, jak właśnie bieganie. Niezależnie od tego, czy biegniesz w czołówce, czy walczysz z wycieńczeniem na samym końcu – możesz liczyć na doping i wsparcie kibiców i tych, którzy bieg już ukończyli. W Bielańskim Biegu Dzika było to wyjątkowo widoczne. Oklaski, głośne okrzyki towarzyszyły zarówno w kategoriach najmłodszych – u dzieci – jak i wśród dorosłych, na pełnym 5 i 10-kilometrowym dystansie. A do tego tematyka pozwalała na solidne przymrużenie oka. Stąd nikogo nie dziwiły okrzyki takie jak:
-Dawaj! Już za zakrętem czeka na ciebie gorąca zupa! (bo dla uczestników z numerem startowym przewidziana była miska pomidorówki lub grochówki)
albo:
-Nie poddawaj się! Biegnij jak dzik w jesienne cebulki tulipanów!

Było zatem wesoło. Jak ktoś nie miał siły – to inni biegacze zwalniali, czy klepnęli w ramię, by dodać otuchy. Dzieciaki przybijały „energetyczne piątki”, a ja w trakcie swojego biegu natknąłem się na doping ze strony dwóch wesołych, ale bardzo wiekowych staruszek. I jak tu się nie uśmiechać?

bielański bieg dzika
Tematyczne medale. Na zdjęciu tytułowym widoczna jest maskotka jednego ze sponsorów, która rozdawana była najmłodszym uczestnikom i często cieszyła ich bardziej niż medal. 😉

bielański bieg dzika

Ciekawie i w fajnym miejscu

Przed biegiem dzieci mogły rozerwać się na dmuchańcu jednego ze sponsorów, a po biegu – duża część osób ruszyła na pobliski plac zabaw, na którym akurat wystawiały się Lasy Państwowe. Tam było kilka namiotów, gdzie można było dowiedzieć się czegoś o lesie (oraz o leśnych mieszkańców samych Bielan), a także spróbować swoich sił choćby w „warsztacie” gdzie można było wykonać skrzynkę na narzędzia, czy wyplatankę z deski, nitki i gwoździ. Zabawa przednia dla dużego i małego!

bielański bieg dzika

bielański bieg dzika

bielański bieg dzika

bielański bieg dzika

bielański bieg dzika

bielański bieg dzika

Doskonale spędzone przedpołudnie

Bielański Bieg Dzika dał mi dokładnie to, czego się po nim spodziewałem – fantastyczną zabawę, w miłej atmosferze, przyjazny teren do biegania i ciekawy medal. Tym biegiem chciałem też rozpocząć swój sezon biegowy i zacząć się regularniej ruszać. Lilka także sporo ćwiczyła i chętnie zaczyna biegać na dłuższe dystanse, a Bieg Dzika miał być dla niej nagrodą, za włożoną wcześniej pracę. Dzięki temu, że pogoda dopisała – to chyba każdy znalazł tutaj coś dla siebie. Było fajnie i jeśli z jakichś względów odpuściłeś sobie ten bieg, to w przyszłym roku nie odpuszczaj. Warto i koniecznie z dziećmi!

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub nas!