Strona główna » Bieg Dookoła ZOO – było znacznie lepiej, niż można było wyczytać wcześniej na grupach aktywistów
bieg dookoła zoo

Bieg Dookoła ZOO – było znacznie lepiej, niż można było wyczytać wcześniej na grupach aktywistów

Tygrys mnie nie gonił, lew mnie nie zjadł. Cały Bieg Po Zoo przebiegał w tak spokojnej atmosferze, że naprawdę trudno było się do czegokolwiek przyczepić.

Nie planowałem brać udziału w tym biegu. Tym bardziej na dystans 10 km, w którym ostatnio nie czuję się najlepiej. Gdy jednak ogłoszono, że po 5 latach przerwy do Warszawy wraca Bieg Dookoła ZOO, pomyślałem, że fajnie mieć go w kolekcji ciekawych biegów, które możesz znaleźć w zakładce Wydarzenia. Kilka dni później trafiłem na artykuł, że w sieci podniosła się ogromna wrzawa. Argumentacje przeciwko biegowi były takie, że zwierzęta się stresują, przeżywają i w ogóle grom z jasnego nieba spadnie na warszawski ogród zoologiczny.

Zawsze jestem wyczulony na punkcie krzywdy zwierząt

W mojej rodzinie zwierzaki są chyba od zawsze. Były psy, są koty. To członkowie rodziny i nie dałbym im krzywdy zrobić. Daleki jednak jestem od bycia „ortodoksem” na punkcie zwierząt. Skłamałbym, że zapisałem się na bieg, aby sprawdzić, kto w całym sporze ma rację – bo zrobiłem to, zanim dowiedziałem się o całej aferze. Bieg odbywał się regularnie przez kilka lat i nikt wówczas nie miał do niego zastrzeżeń. Wcześniej zapoznałem się jeszcze z wyjaśnieniami Zoo na Biegowe.pl, gdzie autor dał dobry komentarz na całą sytuację, więc szkoda się powtarzać, bo w sumie zgadzam się z nim i jedyne co mogę zrobić to się pod tym podpisać.

Jednocześnie, skoro i tak już wniosłem opłatę – postanowiłem zobaczyć, czy faktycznie bieg po Zoo jest „taki, jakim go malują”. Niestety szybko okazało się, że w sumie to… nie będę miał za bardzo o czym pisać, bo nic strasznego się tu nie działo. 😉

Trafiłem na odcinek dziesięciokilometrowy, bo „piątka” zdążyła się w międzyczasie wyprzedać. Linia startu znajdowała się na ul. Wybrzeże Helskie tuż nieopodal al. Solidarności, a całe miasteczko biegowe zlokalizowane było w sercu Parku Praskiego. Od samego początku, z daleka było słychać, że organizatorzy stawiają sobie za cel dobrą zabawę, świetny humor i szacunek dla zwierząt. Skąd to wiem? Bo nie było NIC słychać!

Przed moim biegiem akurat kończył się bieg na krótszy odcinek – 5 km. Na mecie, znajdującej się w miasteczku biegowym oczywiście stali kibice, jak również konferansjer całej imprezy. Nagłośnienie, zarówno muzyki, jak i mikrofonu było odpowiednio ściszone, że tak naprawdę słyszeli to tylko ci, którzy stali najbliżej pomiaru czasu. Doszło do tego, że niektórzy widzowie stojący ciut dalej wręcz narzekali, że nic nie słychać.

bieg dookoła zoo

bieg dookoła zoo

bieg dookoła zoo bieg dookoła zoo

Mój bieg na dyszkę

Punktualnie o godzinie dziesiątej – wystartowaliśmy. Na mnie i innych biegaczy z tej kategorii czekały dwa kółka, co oznaczało dwukrotne wbiegnięcie na teren parku zoologicznego. Plan był prosty – dobrze się bawić, nie szaleć tempem i spokojnie dobiec swoje.

Wykonanie poszło ciut gorzej, bo zupełnie zapomniałem, że jestem alergikiem. 3 i 8 kilometry przebiegały dokładnie wzdłuż wybiegów wszystkich zwierząt, na jakie mam uczulenie – zatem mijałem na trasie konie, zebry, bawoły, czy inne parzystokopytne. Gdy wbiegłem na trasę w ogrodzie zoologicznym – zderzyłem się dosłownie ze ścianą alergenów. Nie było to większym problemem w pierwszej pętli, bo po prostu trochę przyśpieszyłem, ale ta druga stanowiła już spore wyzwanie.

bieg dookoła zoo bieg dookoła zoo

Zwierzęta w boksach wydawały się jednak zupełnie nie przejmować moją walką, a także innymi spoconymi biegaczami. Jak się koncertowo „zwalił” na trawę, a żubry leniwie przeżuwały to, co tam akurat jadły. W dalszej części trasy kangury wręcz wyszły na spotkanie „człowiekom” i z zaciekawieniem patrzyły, co tu się dzieje.

Wbrew temu, o czym pisano w sieci, w ZOO nie zapanował chaos. Było wręcz szalenie cicho, bo przecież żaden biegacz o zdrowych zmysłach nie zacznie sobie ucinać pogawędki podczas biegu! Słychać było co najwyżej jakieś pojedyncze stękanie. Nie było też gigantycznego, nagłego „tłumu”. Szczerze mówiąc, zanim (już w pierwszej pętli) wbiegliśmy na teren warszawskiego ogrodu zoologicznego – ogon biegaczy wyciągnął się na tyle, że pierwszy koniec już wybiegał, podczas gdy drugi dopiero wbiegał do zoo.

Bieg Dookoła Zoo – to naprawdę wesoły bieg

Motywem przewodnim Biegu Dookoła ZOO jest dobra zabawa i pomoc zwierzakom. W tym roku część dochodu przeznaczona jest na sprowadzenie do warszawskiego ZOO pary binturongów. To drapieżne ssaki zamieszkujące Indonezję, którym grozi wyginięcie, a u nas mają znaleźć nowy dom.

bieg dookoła zoo

O dobre nastroje dbał w zasadzie każdy. Gdy poproszono uczestników, by pustych butelek nie rzucać na trasie – w zasadzie każdy się do tego zastosował, bo wszyscy zwalniali przy obsłudze trzymającej ogromne worki na nie przeznaczone. Serio – przy drugiej pętli nie widziałem ani jednej zabłąkanej butelki! Ba, w trakcie biegu, przynajmniej w moim towarzystwie – nikt nawet nie kosił zakrętu, by przebiec kawałek po trawie. Każdy posłusznie biegł po chodniku – nawet jeśli to wydłużało bieg o tych kilka metrów. Szalenie podobało mi się to, że niektórzy biegacze poprzebierali się w stroje zwierząt. Biegła zatem z nami zebra, żyrafa, czy inny flaming.

Ja też nie mogłem odmówić sobie żartów i tak jak lubię czasem rzucić do kibiców „berek”, tak dziś zrobiłem to dwukrotnie. Najpierw do stojącego na trasie 4-latka, który przybijał nam energetyczne piątki. Chłopczyk ewidentnie nie wiedział potem, czy faktycznie ma mnie gonić, czy posłusznie stać u boku mamy. Drugiego berka zrobiłem stojącemu trochę dalej funkcjonariuszowi. Podbiegając trąciłem go delikatnie, krzycząc do niego BEREK! Ten zaśmiał się i odkrzyknął, że zgoda, ale jak mnie dogoni – to mnie skuje. Cóż, momentalnie zrobiłem się przeźroczysty udając, że go nie słyszę! W każdym razie pozdrawiam funkcjonariuszy!

Ogólnie wszystkim dopisywały humory. I tak jak wspomniałem na wstępie – nikt nikogo nie gonił, nikt nie został pożarty, żadne zwierze też nie ucierpiało. Szkoda, że najwięksi przeciwnicy biegu dziś akurat nie przyszli i nie zweryfikowali swoich przypuszczeń. Z drugiej strony – dzięki temu ja mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że obawy były wyolbrzymione i nie ma się czego obawiać. Za rok może nas zatem biec jeszcze więcej!

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!