Strona główna » Czy naprawdę potrzebujemy wstecznej kompatybilności w konsolach?
wsteczna kompatybilność w konsoli

Czy naprawdę potrzebujemy wstecznej kompatybilności w konsolach?

Odwieczny spór między zwolennikami oraz przeciwnikami zdaje się nie mieć końca. Czy ktokolwiek ma rację?

Kompatybilność wsteczna, czyli możliwość uruchamiania gier z konsoli poprzedniej generacji na współczesnej konstrukcji – elektryzuje graczy od lat. Temat rozpalił społeczność graczy na nowo w 2015 roku, gdy Microsoft na imprezie E3 zapowiedział funkcję uruchamiania starych gier także na konsoli Xbox One. Wówczas gracze podzielili się na dwa obozy: przeciwników, jak i zwolenników tego rozwiązania.

Obie strony mają silne argumenty

Przeciwnicy twierdzą, że wspieranie starych gier niepotrzebnie rozprasza uwagę producentów – zamiast skupić się na rozwoju obecnej platformy oraz dostarczaniu nowych gier. Drugi argument – chociaż już znacząco mniej trafny – to, że “nikt” tak naprawdę nie gra w stare gry.

Zwolennicy twierdzą, że to przede wszystkim uczciwe – skoro kupiliśmy już raz grę, fajnie jest móc w nią zagrać także na nowym systemie, bo dlaczego nie? Osobny argument, jaki jest przytaczany to niby mobilizacja producentów, że zamiast kolejnej reedycji czy remake’a są zmuszeni stworzyć nowe tytuły.

Ale spójrzmy na to z szerszej perspektywy

Cieszę się, że obecna generacja konsol powoli przemija. Co prawda zostało nam jeszcze kilka miesięcy do wielkiej premiery PlayStation 5 oraz Xbox One, ale patrząc na katalog wydawniczy – da się odczuć już oczekiwanie na nowe systemy. I to chyba pierwszy raz, kiedy nie da się napisać jednakowego podsumowania zarówno dla PlayStation, jak i Xboxa.

Otóż rzeczywiście, w obozie Sony dało odczuć się to, że brak kompatybilności wstecznej sprawił, że Japończycy serwowali nam ponownie to samo. Reedycje The Last of Us, God of War czy Shadow of the Collosus to tylko czubek góry lodowej. Plejak został dosłownie zalany odnowionymi grami, a gracze niewiele z tym mogli zrobić. Owszem, te gry są wybitne i za każdym razem gra się w nie tak samo dobrze, ale zostałem pozbawiony jakiegokolwiek wyboru.

Droga, która została obrana przez Xboxa jest mi znacznie bliższa. Chcę zagrać w jakąś grę z Xboxa 360 (albo nawet Classica)? Po prostu wsuwam płytkę do napędu i ciesze się nią. Bez dodatkowych opłat. A do tego często grafika jest ulepszona pod kątem nowej konsoli. Owszem, nie jest to pełny katalog wszystkich produkcji, ale liczba i tak robi wrażenie. Reedycje na konsoli MS też się pojawiły, ale często obie są i tak dostępne (przykład? GTA V czy FarCry 3, który można ograć zarówno w wersji X360, jak i XOne).

wsteczna kompatybilność w konsoli

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym często zapominamy

“Prawdziwi, hardcorowi” gracze z pewnością mogą machnąć ręką na wsteczną kompatybilność. Ilość gier, jaka przelatuje przez ich dyski i tak jest ogromna i żaden z nich nie ma czasu na powracanie do starego tytułu.

Co innego… nowe pokolenie graczy lub całkiem przeciwnie – “emerytowani gracze” jak ich żartobliwie nazywam. Ta druga grupa jest szczególnie istotna i da się to zauważyć, gdy do ręki dostają np. C64 mini, czy Atari. A to dało się zauważyć choćby w moim najbliższym kręgu znajomych. Grafika wówczas nie ma znaczenia, podobnie jak i dźwięk. Stare gry, mimo że często wyglądają strasznie – mają cały czas w sobie silny pierwiastek zabawy. Wystarczy dać pada/joystick, by zniknąć przed telewizorem na długie godziny. Takie osoby nie sięgają często za gry i grają tylko w tytuły, które albo są proste w obsłudze, albo silnie działają na sentymencie.

Takim odbiorcom łatwiej jest posiadać jedną konsolę, przy której mają pewność, że mogą uruchomić gry także z poprzednich generacji. Nikt nie lubi magazynować sprzętu w domu, z którego korzysta się rzadko (chyba, że jest się kolekcjonerem). To po prostu wygodne i tańsze rozwiązanie.

Drugą grupą jest wspomniane nowe pokolenie graczy. Wierz mi lub nie, ale nie każde dziecko odpala od razu najnowsze gry. Szczególnie gdy mamy do czynienia już z tasiemcami, których ilość odsłon idzie w rekord. Ot, choćby seria Gears, Assains Creed czy Fable. Wówczas łatwiej jest zainteresować gracza tytułem, od którego wszystko się zaczęło, a nie od jego ostatniej części.

Tak, jestem ogromnym zwolennikiem wstecznej

Chociaż nie jest to temat nowy (już Xbox 360 był częściowo kompatybilny z Classiciem, podobnie jak początkowe PS3 z PS2), to jednak nadal uważam, że jest to jak najbardziej uczciwe podejście do graczy. Jestem w stanie zrozumieć, że części gier nie da się uruchomić, bo na przeszkodzie stoją np. licencje albo nieobsługiwane kontrolery, ale wszędzie tam, gdzie pojawia się taka możliwość – producent ma moje wielkie poparcie.

Patrząc na to, jak fenomenalnie radzi sobie Microsoft i na to, jak zmienia się retoryka Sony w tej sprawie – marzy mi się pójście o krok dalej. A co, jeśli któryś z tych producentów zacząłby wspierać gry z nieistniejących już systemów konkurencji? Ot, taki klasyczny Sonic uruchomiony na Xbox Series X, to było coś! Obsługa gier Dreamcasta, Atari, Commodore na Xboxie byłaby nie tylko prawdziwą petardą, ale istnym “gamechangerem” na rynku. I wcale bym się nie zdziwił, gdybyśmy w nadchodzących latach coś takiego zobaczyli.

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (11). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)