Strona główna » Snowrunner – recenzja symulatora jeżdżenia po błocie
snowrunner

Snowrunner – recenzja symulatora jeżdżenia po błocie

To prześmiewczy tytuł jak najbardziej poważnej gry. Do tego dobrej!

Chłopcy (i wiele dziewcząt!) ma słabość do ogromnych maszyn, ciągników, czy ciężarówek. Jako mały brzdąc, jak wielu moich kumpli z osiedla – bawiliśmy się w śmieciarkę, ciężarówkę, czy wywrotkę. Potem nadeszły złote czasy, gdy grało się “w komputer”, a na nim królowała seria 18 Wheels of Steel. Dziś seria popadła w zapomnienie, a na jej miejsce wskoczył całkiem popularny Euro Truck Simulator. Kto bowiem nie siedział za kierownicą 18 kołowego ciągnika, by dowieźć towary na czas – ten nie wie, co w życiu stracił.

Snowrunner też wykorzystuje wielkie pojazdy w grze. Tyle że zamiast martwić się o dostawę na czas – martwiłem się o to, czy w ogóle dojadę na miejsce!

Fabuły w Snowrunner nie stwierdzono, ale i nie o nią tutaj chodzi

Całą jej treść zmieszczono w jednym okienku dialogowym i sprowadza się ona do tego, że znajdujemy się na obszarze, który nawiedziła wielka woda. Wraz z nią spłynęło kilka mostów, kilkanaście okolicznych słupów wysokiego napięcia zostało przewróconych i jeszcze znajduje się tu dziesiątki innych problemów, jakie stoją do rozwiązania przed graczem.

Z pozoru sytuacja wydaje się prosta. Należy pojechać z garażu do punktu “A”, skąd odbierzemy materiał potrzebny do odbudowy obiektu, zawieźć go do punktu “B” – na przykład mostu, by ten odbudować i cieszyć się na nowo odzyskanym połączeniem drogowym. Tylko że to wszystko jest złudne, bo najgorsze w tej grze jest…

snowrunner

FENOMENTALNE błoto!

Dobra czuje się dziwnie, ale trudno nie zachwycać się tak podstawowym elementem rozgrywki, jakim jest błoto. Z początku tego nie da się odczuć, bowiem rozpoczynamy zabawę – w bezśnieżnej mapie, mając do dyspozycji najzwyklejszego pickupa. Ten, będąc wyposażonym w wyciągarkę – bez większego trudu pokonuje przeszkody, jakie na nas czekają. Po odbudowie pierwszego, obowiązkowego mostu odblokowuje nam się garaż, a wraz z nim pierwsza poważna ciężarówka.

I nagle okazuje się, że ta sama trasa potrafi być nie do pokonania. A jeśli nawet – to tylko w jedną stronę, gdy jedziemy bez załadunku. Bowiem, gdy na pakę wrzucimy kątowniki z lokalnego magazynu i ruszymy w drogę powrotną – nasze auto na tym samym odcinku drogi dosłownie topi się w błocie. A zdarza się, że i wspomniana wyciągarka nie pomoże (bo pojazd za ciężki), wówczas trzeba po niego wrócić… jeszcze większym pojazdem.

snowrunner

Całość zrealizowana jest absolutnie doskonale i sam się sobie dziwiłem, jak po blisko godzinnej (!) walce udało mi się pokonać odcinek 200 metrów, by dowieźć cegły na miejsce. Aby nie było za łatwo, gra dokładnie zapisuje to, co robimy na drodze. Gdy więc z początku śmigałem po różnych odcinkach drogi, tak potem koleiny były tak głębokie, że odcinało mnie to od całkiem sporego obszaru mapy. Zatem trzeba mieć się na baczności od pierwszych minut gry, by trudnej rozgrywki nie utrudniać sobie jeszcze bardziej.

Potem jest tylko trudniej

Prócz błotnistej mapy, do odblokowania jest jeszcze dziesiątki zadań ze stanów pokrytych śniegiem. Wówczas nie tylko trzeba walczyć z zaspami śnieżnymi, ale także całymi pokrywami lodowymi i utrzymaniem się na drodze w ogóle.

W trakcie realizacji kolejnych zleceń otrzymujemy dostęp do coraz lepszych i cięższych pojazdów. Te dzielą się na pickupy, ciężarówki, pojazdy terenowe, a do tego dziesiątki, jeśli nie setki modyfikacji. Można montować różne naczepy, dźwigi, żurawie, przyczepy, a nawet inwestować w takie detale jak odpowiednie opony, które sprawiają, że pojazdem inaczej kieruje się na błocie, drodze utwardzonej, czy asfaltowej. Twórcy oddają nam do dyspozycji też masę opcji personalizacji samochodów niczym w rasowym Need For Speed – przebierać można w felgach, malowaniu, czy elementach wykończeniowych, jak: zderzaki, błotniki, owiewki. Co kto lubi!

Prawdziwą poezją jest dźwięk. Błoto, skrzypienie opon na śniegu, czy na żwirze; chrzęst łamania drzew i krzewów robi wrażenie. Ale prawdziwa opera rozpoczyna się wraz z rozruchem silnika. Gdy taka ciężarówka zabuczy w głośnikach, to cały pokój potrafi się zatrząść!

snowrunner

To z pewnością nie jest gra na chwilę

Rozegranie jednej, pojedynczej misji to zabawa na kilka godzin. Wbrew pozorom, planowanie tutaj jest szalenie ważne – o to jaką naczepę wybrać, rodzaj opon, jaką trasę obrać. Może się zdarzyć tak, że krążąc za długo – może nam zabraknąć paliwa (które na szczęście możemy zatankować za darmo), lub uszkodzić pojazd na tyle mocno, że trzeba go odholować do garażu (tam naprawią go nam też za darmo).

Mnie kilka razy zdarzyło się, że wracając z cysterną – ta przewróciła się w błocie i… zablokowała mi zadanie do momentu, dopóki nie dorobiłem się żurawia i nie wyciągnąłem jej! Do tego trzeba zaliczyć też cykl dnia i nocy, więc nierzadko zdarza się, że wyjedziemy z garażu o wschodzie słońca, a wrócimy w środku nocy. Są też zmienne warunki pogodowe, więc jeśli jakaś trasa była prawie-że-przejezdna, to w deszczu możemy ją sobie zupełnie odpuścić.

snowrunner

Trudno, pusto i głucho

W mojej ocenie gra jest wybitna w swojej kategorii, co nie oznacza, że jest bez wad. Szybko doskwiera tutaj martwy świat. Bardzo ładny (jak na taki symulator), dopracowany, ale jest on pusty. Nie spotkamy tu innych uczestników ruchu, mieszkańców, czy w zasadzie jakichkolwiek oznak życia. W grze jestem tylko ja i błoto.

Druga moja uwaga to tempo gry. Gra się tu bardzo, bardzo, baaaardzo długo i tak samo długo trzeba czekać na jakiekolwiek efekty. O ile pierwszą ciężarówkę dostajemy po parunastu minutach pracy, tak na kolejną, sensowną trzeba pracować już kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin. Poziom trudności też potrafi dać w kość i to nie tylko dlatego, że niektóre szlaki są trudne do pokonania, ale ze względu na fakt, że degradacja podłoża następuje dość szybko, przez co do niektórych magazynów z każdym zleceniem jest coraz trudniej się dostać.

Ostatnią uwagę, jaką mam – to same magazyny mogłyby być bardziej czytelne. Na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać (i zapamiętać), co w którym dostaniemy. Nie raz i nie dwa zdarzyło się, że przebijałem się przez dwie godziny przez szlaki górskie po cegły, by na końcu dowiedzieć się, że tu akurat dają kantówki.

snowrunner

Największa zaleta? Gra ma ten tajemniczy współczynnik “X”

Który krótko mówiąc, oznacza, że chce się do niej wracać. Potrafi wkurzyć, potrafi sfrustrować i potrafi zmęczyć. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy to aż takie silne wady. Dla początkujących, z pewnością. Dla wyjadaczy symulatorów gra okaże się pewnym orzeźwieniem, pewnego rodzaju nowością i da świetną zabawę na długie tygodnie. Bawiłem się przy niej przednio i z pewnością będę jeszcze do niej wracał. To jeden z takich tytułów, w którym nie trzeba zapamiętywać ogromnej rozpiski klawiszologii i będziesz przy nim bawił się tak samo dobrze przez tydzień, jak i po np. miesięcznej albo półrocznej przerwie.

PS. Jeżeli zastanawiasz czy ta gra jest dla ciebie, to w GamePassie na Xbox One znajdziesz jej poprzednią część: Mudrunner.

Dźwięk w grze testowany na zestawie dźwiękowym Sharp HT-SBW800, którego recenzję możesz przeczytać tutaj.

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (11). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)