Strona główna » Mario + Rabbids: Kingdom Battle. Połączenie tak dziwne, że aż doskonałe!
mario rabbids kingdom battle

Mario + Rabbids: Kingdom Battle. Połączenie tak dziwne, że aż doskonałe!

Masz Nintendo Switch? To obowiązkowa pozycja dla ciebie. Nieważne, ile przy tym masz lat.

Gdy Lilka zakupiła Nintendo Switch w styczniu – z początku podchodziłem do nowej konsoli dość ambiwalentnie. Z jednej strony wiadomo – Nintendo zawsze ma mocne gry w swoim portfolio. Z drugiej – cóż, jest to platforma, która w dużej mierze ma reedycje gier z innych, większych platform jak PlayStation czy Xbox.

mario rabbids kingdom battle

Szybko musiałem zweryfikować swoją opinię

Switch to po prostu świetna konsola. Gdy potrzebujemy, jest mobilna jak PSP czy PlayStation Vita. Gdy jednak chcemy rozsiąść się wygodnie na kanapie – wystarczy wsunąć ją w specjalną stację dokującą, by grać na wielkim ekranie. Tutaj powiedzenie, że wilk syty i owca cała nabiera nowego znaczenia, bo rzeczywiście jest to konsola szalenie wszechstronna. Do tego wspomniane wcześniej gry. Byłbym ignorantem, gdybym uparcie trzymał się swojego zdania. Switch dosłownie pęka w szwach od doskonałych gier, a Mario + Rabbids: Kindgom Battle jest jednym z przykładów.

mario rabbids kingdom battle

Szalone Króliki i Mario – niecodzienne spotkanie na froncie

Szalone Króliki to postacie, które zadebiutowały w szalenie popularnej (po dziś dzień!) grze… Rayman w 2006 roku. Mają zatem ponad 14 lat na karku, a mimo to trzymają się doskonale. Ich prezencja, animacja, czy humor, jakim są obdarzone – jak żywo przypominają Minionki. Nic zatem dziwnego, że momentalnie wsiąkły w popkulturę i w 2013 roku dorobiły się nawet własnego serialu Szalone Króliki. A potem gry na podstawie serialu o tym samym tytule, którą po dziś dzień posiadam w swojej kolekcji.

Mario z kolei nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Ikoniczna postać hydraulika, który dzielnie towarzyszy graczom (od 1981 roku), dorobił się niezliczonych publikacji w świecie gier, filmów, seriali czy popkultury. Teraz, zrządzeniem przypadku – postaci spotykają się w świecie, w którym będą musieli się ze sobą zmierzyć.

Tak tak, Mario + Rabbids: Kingdom Battle to bowiem turowa strategia, w której dwie drużyny stają naprzeciw siebie, a ich zadaniem jest wyeliminować się wzajemnie używając do tego ciekawych broni oraz naturalnych osłon terenu. Brzmi kurozialnie, ale to jedna z najciekawszych pozycji, w jaką miałem przyjemność zagrać oraz kwintesencja humoru płynącego z obu serii.

mario rabbids kingdom battle

Miłość twórców do serii czuć na każdym kroku

Gra jest dopracowana w każdym calu. Każda z postaci – czy to królik, czy to Mario, Lugigi, czy księżniczka – są pięknie animowane. Każdy ich gest w teatralny, przerysowany i w komiczny sposób widoczny, podobnie jak u zwariowanych królików, które zanim cokolwiek zrobią – muszą wykonać szereg akrobacji. Gra jest śliczna, a screeny w żaden sposób nie oddają piękna tej produkcji. Wszystko tu się porusza, a świat dosłownie żyje. Co chwila przelatują jakieś owady, w tle poruszają się budynki, czy elementy tła. A do tego to wszystko jest bajecznie udźwiękowione – sprawiając, że można poczuć się tu niczym w jakiejś baśni albo porządnej, animowanej bajce.

Zwiedzanie świata jest frajdą samą w sobie. Za każdym rogiem czeka na nas sekret, skarb lub jakaś akcja do wykonania. Są tajne przejścia, niedostępne (z pozoru!) fragmenty mapy, do których trzeba pokombinować jak się dostać. Może wystarczy wystrzelić się z armaty? Takich smaczków jest tutaj cała masa i jestem pełny podziwu dla twórców, że potrafili wykorzystać każdy skrawek terenu, jaki tylko mieli do dyspozycji. Wielką zaletą świata są także zagadki logiczne. Te bywają szalenie proste (wszak, to gra dla dzieci), ale również znacznie trudniejsze, kierowane do starszych odbiorców.

mario rabbids kingdom battle
Przerywniki filmowe, są niczym filmy animowane.

Rozgrywka wciąga na długie godziny

Podstawową zabawą jest jednak walka, która toczy się aż na czterech, różniących się od siebie światach. Jest do dyspozycji zielona łąka, lodowy, mroźny świat, a także pustynny, czy mroczne bagna. Każdy z nich wymusza na nas trochę innego podejścia i pomysłu. Walka toczy się w turach i drużyny są ustawione naprzeciw siebie. Każda z postaci ma do dyspozycji dwa ruchy – jeden na przesunięcie się po mapie, drugi do ataku. Można też wykorzystywać naturalne osłony jak kamienie, spadek terenu itp, by chronić swoich bohaterów przed atakami przeciwników. Arsenał można rozbudować w trakcie gry podobnie jak liczebność samej drużyny.

Co bardzo fajne, gra pozwala pograć we dwójkę. Wówczas od konsoli trzeba odpiąć kontroler – JoyCony i każdy z graczy otrzymuje swój. Przejmujemy wówczas władzę nad połową zespołu i w dalszym ciągu walczymy ze wspólnym przeciwnikiem, ale już ramie w ramię.

mario rabbids kingdom battle

Wada? Tylko jedna

Gra ociera się o perfekcję. Pełna humoru, pomysłowych rozwiązań i nieszablonowej rozgrywki. Jest prawdziwą uczto dla oczu i ucha pokazując moc drzemiącą w Switchu, jako konsoli prawdziwie dla każdego. Szkoda tylko, że Ubisoft nie pokusił się o przetłumaczenie gry na język polski. Tekstu w grze nie ma za wiele, ale i tak może to stanowić barierę szczególnie dla młodszych graczy. Na szczęście zasady są bardzo proste i można dojść do nich metodą prób i błędów lub zwyczajnie prosząc kogoś starszego na pomoc.

Gra obliczona jest na ok. 15 godzin rozrywki, ale z pewnością można spędzić przy niej znacznie, znacznie więcej. Gra umiejętnie łączy ze sobą oba, zupełnie różne światy i jako całość broni się doskonale. Nie jestem w stanie nie polecić ci jej. To obowiązkowy tytuł, dla każdego posiadacza Nintendo Switch.

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (11). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)