Strona główna » Kler – mocny film o kościele, ale nie krytykujący wiary
kler recenzja

Kler – mocny film o kościele, ale nie krytykujący wiary

Gorące wrażenia prosto po powrocie z seansu. Do kogo skierowany jest Kler?

Dawno nie słyszałem tylu dyskusji o filmie, jeszcze przed jego premierą. Kler Wojciecha Smarzowskiego (znanego z takich hitów, jak: Wesele, Drogówka, Dom Zły) tym razem porusza temat kościoła. Jednak wbrew oczekiwaniom wielu – nie tyle skupia się na wierze, religii, czy samym Bogu – ile na ludziach tworzących instytucję Kościoła i o tym, co toczy się w jego środku.

Kler – film o hipokryzji kościoła

W filmie poznajemy historię trzech księży na różnym etapie ich kariery – ks. Kukułę  (Arkadiusz Jakubik), ks. Trybus (Robert Więckiewicz) oraz trzeciego z nich – zdecydowanie najbogatszego i najbardziej wpływowego – ks. Lisowskiego (Jacek Braciak) marzącego o karierze w Watykanie. Ich historie sprawnie przeplatają się przez cały czas trwania obrazu i niejednokrotnie, jako widza poruszały mnie ich czyny.

Początkowo trochę obawiałem się, że film będzie mocno spłycony. Nikt zresztą nie ukrywał, że produkcja jest nastawiona na krytykę duchownego środowiska, a sam Smarzowski w wywiadach punktował słabe strony Kościoła, które skłoniły go do stworzenia Kleru. Na szczęście nic takiego nie ma tu miejsca. Kler pokazuje księży jako ludzi, gdzie nic co ludzkie nie jest im obce. W filmie nie brakuje smutnych puent takich jak: „Oto wielka tajemnica wiary – złoto, srebro i dolary”, czy „Daj co łaska, ale nie mniej niż 400”. Człowiek  śmieje się, ale trochę przez łzy, bo niestety to nie są hasła nowe. W filmie pięknie zostało pokazane, jak ludzie ślepo patrzą na kościół, zapominając, że zarządzają nim ludzie. Wystarczy założyć koloratkę i jesteś nietykalny.

Jak zwykle w filmach tego reżysera – Smarzowski stworzył swoich bohaterów wielowymiarowych i przepełnionych emocjami. Postaci posiadają wielowarstwową charakterystykę i targane są emocjami, które mocno udzielają się widzom. Bohaterowie wydają się żywcem przeniesieni ze świata realnego i nie raz ma się ochotę krzyknąć w kierunku ekranu: Hej! Ja też znam kogoś takiego!

Do tego należy dodać doskonały montaż, udźwiękowienie (W końcu! W polskim filmie!) oraz absolutnie fantastyczną grę aktorską i mamy murowany hit, obrzucany nagrodami.

kler recenzja

Kler – to film potrzebny, który prędzej czy później by powstał

Tyle o fabule, bo ciężko napisać o Klerze coś więcej, by nie zdradzić fabuły czy tego, ile problemów jest w nim poruszanych. Dużo ważniejsza jest odpowiedź na pytanie: Czy ja powinienem na niego pójść? Uważam, że jak najbardziej, niezależnie od tego, czy czujesz się wierzący, czy też totalnie w drugą stronę – jesteś zatwardziałym ateistą.

Kler jest delikatnie przerysowany. Jednak nie w sposób go dyskwalifikujący, nic z tych rzeczy! Podejrzewam, że chodziło o wywołanie w widzach pewnych emocji, które zmusiłyby ich do zastanowienia się nie tylko nad kondycją instytucji, jaką jest Kościół, ale także nad ogólnym milczeniem środowiska oraz wiernych. A Kler robi to właśnie poprzez przerysowanie czy uwypuklenie kilku scen. Ten sam trik zastosowany został np. w Weselu. Film Wesele do dziś pozostaje aktualny, a przecież nie wszystkie wesela tak wyglądają. To samo tyczy się kościoła. Mowa tutaj o wybranych parafiach, pewnym wycinku całej społeczności.

kler recenzja

Warto?

Czy to się udało? Jak najbardziej! Wychodząc z sali kinowej, nie dało się nie słyszeć rozpoczynających się dyskusji nad formą czy treścią filmu. Niektórzy pod nosem mruczeli, że nic ich nie zaskoczyło, jeszcze inni dodali, że to jakieś brednie a inna mijana przeze mnie para próbowała znaleźć część wspólną, bo każde z nich odebrało ten film inaczej. I o to tutaj chodzi. Kler w żadnym wypadku nie obraża niczyich uczuć, czy nie dyskutuje nad samą istotą wiary. To raczej przyczynek do długiej debaty, która mam wrażenie, rozpali polską społeczność w najbliższym czasie, a która do tej pory była unikana i traktowana niczym tabu. W każdej dużej instytucji dzieją się rzeczy, którym należy stawić czoło, a nie zamiatać je pod dywan i udawać, że ich nie ma w imię firmy kościoła.

Naprawdę rzadko mi się to zdarza, ale Kler to jeden z tych polskich filmów, które obejrzeć zwyczajnie trzeba. Chociażby dlatego, że wszyscy będą o nim mówić i wypadałoby mieć własne zdanie w tej dyskusji. Nie wyobrażam sobie jednak, by znalazł się on za jakiś czas w jakiejkolwiek telewizji naziemnej, więc warto na Kler pójść, póki grają go w kinie. Szczerze polecam. Wychodząc z sali, nie będziesz miał poczucia zmarnowanego czasu.

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!