Strona główna » #Blogoranek – #DeleteFacebook? Nie, nie biorę udziału
deltefacebook

#Blogoranek – #DeleteFacebook? Nie, nie biorę udziału

Krótko o tym, jak najnowsza akcja #DelteFacebook nie ma sensu.

W tym tygodniu światowe media żyły jednym tematem, który dotarł również do Polski. To inicjatywa #DeleteFacebook, która jest pokłosiem afery, w którą zaangażowana jest Cambridge Analytica.

Wspomniana firma oskarżona jest o wykorzystanie danych od ponad 50 mln użytkowników Facebooka – do manipulowania zachowaniami użytkowników, a przez to również bezpośrednie wpłynięcie na wynik wyborczy w Stanach Zjednoczonych. A to dlatego, że ta sama spółka odpowiadała za kampanię prezydencką Donalda Trumpa. Mechanizm był prosty. Użytkownicy za pomocą aplikacji This is Your Digital Life odpowiadali na pytania pomagające określić ich profil psychologiczny. A firma miała komplet danych, by potem umiejętnie wyświetlać im reklamy, które wywoływały konkretne zachowania u wyborców.

Prasa szybko podchwyciła temat – publikując masę artykułów pod chwytliwym tytułem: Facebook zalicza wpadkę. Wyciekły dane 50 mln użytkowników.

Nagłówek, który był nie tylko clickbajtowy, ale w dodatku nieprawdziwy.

Serwisy technologiczne prześcigały się jeden po drugim w wymyślaniu coraz dziwniejszych tytułów dla artykułu, który w dodatku nie był nawet częściowo prawdziwy. Oto zarzucano Zuckerbergowi (założycielowi Facebooka), że z jego portalu wyciekły dane dotyczące 50 mln użytkowników. Cały kłopot polega na tym, że… nikt ich nie wykradł, jak to sugerowały artykuły. Nikt się nie włamał, nikt nie zhackował mojego, czy twojego konta i w końcu firma  Cambridge Analytica – o której w tym kontekście była mowa – nie kupiła ich na jakimś czarnym rynku. Jeśli zatem nie doszło do włamania, to o co właściwie chodzi?

Polityka i pieniądze.

Chciałoby się westchnąć: jak zawsze. Prawdą jest, że wspomniana firma posiadała dane, które następnie wykorzystała. To czy ich wykorzystanie jest etyczne (lub nie) ocenią odpowiednie sądy. Podobnie nie wypowiem się, czy dane te faktycznie mogły posłużyć do wypaczenia wyników wyborczych (niektóre serwisy w całej aferze dostrzegają nawet wątek… polski i tłumaczą tym wynik wyborczy prezydenta Andrzeja Dudy). Od tego są odpowiednie instytucje i naukowcy.

Skoro zatem nikt nie wykradł tych danych, skąd  Cambridge Analytica je posiadała? Ano od samych użytkowników, którzy dali im je z własnej, nieprzymuszonej woli, bawiąc się wspomnianą aplikacją. W całym tym zgiełku ruszyła lawina hasztagów #DeleteFacebook, wzywających do kasowania kont na portalu społecznościowym.

Idea o tyle nośna, co również nierozsądna, żeby nie powiedzieć – głupia.

Jako zwykły obywatel bardzo cieszę się z wybuchu tej afery. Oto bowiem problem dbania o własne dane osobowe czy prywatność dotarły w końcu do osób, które na co dzień o tym nie myślą. Dlaczego więc kasowanie profilu na Facebooku nie ma sensu? Już tłumaczę.

Nie ma godnej alternatywy.

Żeby wymóc cokolwiek na gigancie, trzeba umieć go zastraszyć. Taka korporacja musi wiedzieć, że jak nie zatrzyma odpływu użytkowników, ci uciekną do konkurencji. I wtedy można wymóc na nich jakiekolwiek zmiany.

Teraz rozejrzyjmy się chłodnym okiem. Vero? Niedawno miał raptem milion użytkowników, z czego cierpi na choroby wieku dzieciącego. Serwery często nie działają a jego obecna funkcjonalność, to pewnie z promil tego, co ma FB. No i nie można z niego korzystać w przeglądarce komputera a wyłącznie na telefonie. Snapchat? Do niego przykleiła się łatka aplikacji dla dzieci i młodzieży, więc wątpię, by ktoś więcej chciał się tam pojawić. Twitter? Prawda jest taka, że wielu ludzi idei Twittera nie rozumie – a ja odnoszę wrażenie, że kto miał tam być – już tam jest. Pozostaje zatem WhatsApp oraz Instagram. Tyle że te… należą właśnie do Facebooka.

Ale przecież Elon Musk usunął swoje konta! To ja też!

Rzeczywiście, Musk nakazał usunięcie kont swoich firm jak Tesla, Solar Space czy SpaceX. Tyle że to zagranie głównie marketingowe. Odkąd sięgam pamięcią – głównym kanałem komunikacyjnym wymienionych firm pozostawał właśnie Twitter. Zatem usunięcie tych kont z Facebooka de facto nie kosztowało go „nic”, a szalenie zyskał na tym marketingowo. Wśród znanych osób, które również usunęły konto – był Brian Acton. To założyciel wspomnianego WhatsAppa, którego później sprzedał Facebookowi za blisko 5 mld dolarów. Można by pomyśleć, że Acton wie zatem coś więcej, czego my nie wiemy, ale… No właśnie. Po pierwsze – skoro wiedział, czemu do bojkotu nawołuje dopiero teraz? Może potrzebuje rozgłosu? No pewnie, że tak – skoro blisko 50 mln $ zainwestował w nowy komunikator, konkurencyjny dla Messengera. Reklama dźwignią handlu, prawda?

Nie twierdzę, że problemu nie ma.

Bo dobrze, że w końcu się mówi o problemie prywatności naszych danych. Tyle że to nie jest wina łasego na nasze dane Facebooka. Cambridge Analytica znalazło lukę w regulaminie i ją wykorzystało. Gdyby nie oni, znaleźliby się pewnie inni. Śmiem twierdzić, że Facebook jest tutaj tylko kozłem ofiarnym, a zapomina się o innych pożeraczach danych. Korzystasz z Google? Ta firma gromadzi dane o każdym swoim użytkowniku od lat. Czyta nasze maile (gmail), historię wyszukiwań, zainteresowań, lokalizacji, smsów, połączeń głosowych… no wszystkiego, co możemy sobie wyobrazić. Microsoft? Windows 10 naszpikowany jest programami telemetrycznymi, które monitorują każdy twój ruch na komputerze, sprawdza – z jakich aplikacji korzystasz, jak często, w jakich godzinach…

Mógłbym tak wymieniać zapewne jeszcze długi czas. Każdy producent usługi czy elektroniki (tak, producenci telefonów również), zbiera dane na nasz temat. Nie bądźmy zatem naiwni – wierząc, że problem tyczy tylko jednej firmy.

Najważniejszy argument – znajomi i zainteresowania.

Czemu zatem nie usunę Facebooka? Właśnie ze względu na kontakty i biznes. Mam tutaj prawie wszystkich swoich znajomych, zatem to łatwa i wygodna platforma do komunikacji z nimi. Często nie mam do nich nawet numerów telefonów, więc poza Facebookiem (i mailem) ciężko byłoby mi się z nimi skontaktować. Poza tym mam tutaj również swoje grupy tematyczne, polubione strony związane z moimi zainteresowaniami no i punkt pierwszy – nie ma godnej alternatywy.

Facebook nie upadnie przez #DeleteFacebook.

By do tego doszło, nie wystarczą dwie osoby i kilka firm. Potrzebne jest trzęsienie ziemi w postaci masowego odpływu ludzi ORAZ korporacji. Te drugie nie odejdą, póki są ci pierwsi. A ci pierwsi nie pójdą, bo nie mają dokąd. Niestety, prawa rynku są nieubłagane. Facebook jest gigantem, który skupia w sobie kilka miliardów ludzi. Możemy się krzywić na myśl, jak wiele od nas wymaga, ale póki tu jesteśmy – są również pieniądze. Nie ma jeszcze konkretnych badań na temat tego, ile osób skasowało konta pod wezwaniem hasztaga, ale patrząc na listę moich znajomych – odszedł jakiś marginalny promil użytkowników na świecie.

Co zatem robić?

Dbać o prywatność! Cały czas załamuję ręce, gdy widzę, że ktoś z moich znajomych korzysta z śmieszkowej aplikacji „sprawdź, kim byłeś w przeszłości”, „sprawdź, kiedy umrzesz”, „sprawdź, do którego aktora jesteś podobny”, „jakim rodzajem pizzy jesteś” etc. To aplikacje z natury głupie, nic niewnoszące za to wysysające wszelkie dane na temat twojego konta. Z ręką na sercu – czy kiedykolwiek sprawdziłeś, o jakie uprawnienia prosi cię taka aplikacja? Na podobnej zasadzie działają konkursy „1000 telefonów marki iPhone do rozdania, bo nie mają folii” czy „bony do biedronki na 100 zł z okazji nowego lokalu”. Mówi się o tym od lat, a ludzie beznamiętnie i tak klikają tam lajki, share’y czy dają pełne uprawnienia aplikacjom.

Podobnie sytuacja tyczy się telefonów. Większość z obecnych teraz na rynku telefonów pozwala na wyłączanie poszczególnych uprawnień dla każdej aplikacji. Jeśli nigdy nie użyłeś mikrofonu na Facebooku, to odbierz mu uprawnienia do niego. Będziesz spał spokojniej – wiedząc, że ten potajemnie cię nie nagrywa. To samo z wiadomościami SMS – po co mu, skoro nie korzystasz z aplikacji Messenger do ich wysyłania? Przejrzyj swoje aplikacje, kanały social media i upewnij się, że mają dostęp tylko do tych danych, z których faktycznie korzystasz. Jeśli chcesz spać spokojnie, to nie wymagaj tego od Facebooka, tylko zacznij od siebie. Dbaj o swoją prywatność o dostęp do swoich danych. Przemyśl, gdzie zostawiasz swoje numery telefonów, adresy e-mail czy miejsce zamieszkania. Żyjemy w czasach, gdy nie istnieje coś takiego jak „za darmo”. Jeśli coś jest darmowe – na pewno będzie wymagać od ciebie góry danych. A dziś informacja jest cenniejsza niż złoto.

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!