Strona główna » Captain Tsubasa: Rise of New Champions | recenzja | cudowna gra pełna nostalgii
captain tsubasa recenzja

Captain Tsubasa: Rise of New Champions | recenzja | cudowna gra pełna nostalgii

Jako zagorzały antyfan wszelkich gier piłkarskich, jestem oczarowany!

Nie przepadam za grami piłkarskimi. Chociaż w mojej kolekcji znajduje się kilka edycji Fify oraz PESa, każda z nich trafiła do mnie całkowitym przypadkiem. Tak naprawdę jedyną odsłoną w jaką się zagrywałem – była Fifa 98 World Cup.

To głównie dlatego, że nie przepadam za piłką w ogóle

O ile z wypiekami na twarzy oglądam każdy wyścig F1, tak biegający po boisku piłkarze zupełnie nie potrafią wzbudzić we mnie adrenaliny. Ot, takie kopanie piłki między sobą. Z takiego obrotu spraw oczywiście najbardziej zadowolona jest małżonka, bo przynajmniej w przeciwieństwie do wielu moich znajomych – telewizor w tygodniu zwykle jest zgaszony, a ja nikogo nie katuję transmisjami z kolejnej ligi, czy meczu.

A mogło być tak pięknie

Przecież początek lat dziewięćdziesiątych to okres, w którym królowała Polonia 1 a na niej całe pasmo japońskich kreskówek. W tym ta najważniejsza – Capitan Tsubasa. Nawet jeśli ktoś nie oglądał serialu – to z pewnością go kojarzył. Wystarczyło powiedzieć: “serial o tym, jak chłopak przez kilka odcinków biegnie do bramki” i wszyscy wiedzieli, o czym rozmawiają. Serial dziś z pewnością się zestarzał, jednak nie można odmówić mu klimatu, wciągającej fabuły oraz zaskakujących, często wręcz absurdalnych akrobacji piłkarzy.

captain tsubasa recenzja

Na wieść o powstaniu gry – trudno było powstrzymać emocje. Pierwszy trailer zdradzał, że gra nie zamierza powielać schematów znanych z Fify czy Pro Evolution Soccer, tylko podąży własną – bardzo zręcznościową ścieżką. Dosłownie – nie mogłem się jej doczekać.

Witam w serialu

Gra prezentuje się znakomicie – zarówno od strony graficznej, jak i udźwiękowienia. Od pierwszej sceny można poczuć się wepchniętym praktycznie w środek serialu, a to dlatego, że bardzo silną stroną jest tryb fabularny gry. Ten dzieli się na dwie części i zachęcam do rozegrania obydwu z nich.

Pierwsza pozwala zapoznać się z podstawowymi mechanikami gry (których jest tutaj naprawdę dużo!), druga zaś to już wrzucenie gracza na głęboką wodę.

captain tsubasa recenzja

W obu przypadkach trzeba się przygotować na długie dialogi przypominające serial. Ba, sam mecz potrafi być wielokrotnie przerywany odpowiednimi, serialowymi scenkami! Dla fanów serialu, z pewnością jest to prawdziwa gratka, tym bardziej że zadbano tutaj o oryginalny, japoński dubbing wszystkich scen. Klimat wręcz wylewa się wprost z ekranu!

Tryb fabularny zgrabnie wplata historię Kapitana Tsubasy, mechanikę, a także stawia przed nami konkretne zadania – czasem trzeba strzelić gola wskazanym piłkarzem, a innym razem doprowadzić do pożądanego wyniku.

captain tsubasa recenzja

Mecz!

Mecz to prawdziwa poezja. Mimo bardzo zręcznościowego modelu gry – nie powiedziałbym, że jest to gra prosta. Strzelenie bramki przeciwnikowi wymaga sporej gimnastyki. Czasem gra przypomina wręcz bijatykę. Wślizgi i przepychanki na boisku są dość brutalne (jak w serialu), a do tego każdy z piłkarzy posiada własne zdolności i paski energii niczym właśnie z bijatyk. Chcesz strzelić mocarnego gola? Naładuj pasek energii na maxa i wywołaj specjalny atak zakończony efektowną animacją końcową.

To wszystko sprawia, że mecze są pasjonujące, niepowtarzalne i zwyczajnie emocjonalne. Klimat serialu dosłownie został przeniesiony na ekran telewizora i za to ogromne brawa dla twórców.

captain tsubasa recenzja

Kapitalny tytuł

Pod otoczką prostej, zręcznościowej piłkarskiej gry kryje się złożony tytuł, pełen cudownej mechaniki piłkarskiej. To złożona gra, podczas której nietrudno wyrwać analogi z pada i cisnąć nimi o podłogę. Zwycięstwo smakuje niczym mistrzostwo świata, a porażka wyciska łzy. Możliwość budowania własnego zawodnika, zespołu, warstwa fabularna i graficzna doskonale oddająca klimat serialu – w tej grze zagrało dosłownie wszystko. No, może poza jednym – gdzie jest kultowy motyw przewodni z serialu? No ale cóż, nie można przecież mieć wszystkiego, prawda?

Jeśli kiedykolwiek natrafiłeś na serial albo zwyczajnie znudziły cię prawdziwe, symulacyjne kobyły pokroju Fify czy PESa, to obowiązkowy tytuł dla ciebie. Także wtedy, gdy piłka w ogóle cię nie jara.

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (11). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)