Strona główna » Assasin’s Creed: Valhalla – recenzja najlepszego Assasyna od lat!
assasins creed valhalla

Assasin’s Creed: Valhalla – recenzja najlepszego Assasyna od lat!

Witam w brutalnym, mrocznym i pięknym nordyckim świecie.

Assasins’s Creed to niecodzienna seria. Po 13 latach obecności danej gry na rynku – zwykle odczuwa się już delikatne zmęczenie materiału. Kto bowiem czeka dziś na nowe Need For Speed? No właśnie.

Mimo to, nowe odsłony AC w dalszym ciągu cieszą się ogromnym zainteresowaniem. To przede wszystkim zasługa tego, że Ubisoft ma tę fantastyczną możliwość, że każdą część może umiejscowić w innym okresie. W moim rankingu TOP 3 odsłon serii – na szczycie znajdowały się Origins, potem Black Flag oraz część pierwsza. Do dziś.

Assasin’s Creed: Valhalla – najlepsza z najlepszych

Gdy tak zastanawiam się, co sprawia, że sięgam po kolejną i kolejną odsłonę serii – sam do końca nie mam pewności. Bądźmy uczciwi wobec siebie – w większości te gry są bliźniaczo podobne do siebie, a autorzy stawiają ewidentnie na ewolucję niż na rewolucję. Z jednej strony to dobrze, bo taki schemat najwyraźniej działa (szczególnie w uwielbianym przeze mnie FarCry). Z drugiej – czasem można odnieść wrażenie, że widziało się już wszystko.

Z Valhallą nie jest inaczej. Pewne mechanizmy są doskonale znane od lat – widok mapy, HUD, mechanika gry… a mimo to niesamowicie trudno się od niej oderwać, a wraz z każdą kolejną upływającą przed ekranem godziną – utwierdzałem się w przekonaniu, że to najlepsza odsłona serii.

assasins creed valhalla

Palić, mordować, grabić!

Valhalla, jak można łatwo się domyślić, umiejscowiona jest w czasach wikingów, którzy postanowili osiąść się na terenach średniowiecznych wysp Brytyjskich około 900 r. n.e. Wikingowie to temat wdzięczny do egranizacji. Każdy z nas ma przecież w głowie jakiś stereotyp na ich temat, a twórcy umiejętnie wprowadzają nas w klimat.

Z początku gracz rozpoczyna zabawę na terenach mroźnej Norwegii, która skuta jest lodem i śniegiem. To swoiste wprowadzenie do rozgrywki, w której uczymy się podstawowej mechaniki, rozwoju postaci, a także bierzemy udział w pierwszym oblężeniu jednego z miast. Potem, wskutek podziału klanu – ruszamy z niewielką grupą ludzi na wspomniane tereny Brytyjskie, by rozpocząć budowę własnej osady.

assasins creed valhalla

Nasza osada jest jedną z najważniejszych nowości w grze.

Kończymy z tułaczką po całym świecie gry, jak to miało miejsce we wszystkich poprzednich odsłonach serii. Teraz Krucza Przystań stanowi centralną oś wszystkich wydarzeń. Do naszych obowiązków należy jej rozwój, budowanie kolejnych budynków, a także rozpoczynanie, kończenie w nim zadań, a nawet dbanie o sojusze pomiędzy miejscowościami. Te można uzyskać np. poprzez zawieranie małżeństw politycznych.

Bardzo spodobał mi się pomysł pozyskiwania surowców do rozbudowania osady. Otóż każdy z budynków w niej – ma swoje wymagania. By zdobyć niezbędne surowce i materiały, trzeba wybrać się na wyprawy łupieżcze. Wsiadamy wówczas do łodzi i atakujemy okoliczne klasztory, kościoły bądź mniejsze miejscowości. Ten element rozgrywki jest dość brutalny. Nasi pobratymcy nie zważają na nic i mordują każdego, kogo spotkają – przy okazji… podpalając wszystkich. Gdy uda się taki klasztor ograbić z kosztowności, za plecami gracza naprawdę pozostają tylko ogromne kłęby dymu i zgliszczy.

assasins creed valhalla

Osobny akapit należy się wspomnianej brutalności rozgrywki.

Valhalla to chyba pierwsza część gry, która tak mocno akcentuje okrucieństwo wojny. Nasza główna postać potrafi przeciwnikowi odciąć kończyny albo głowę, a wiele walk kończyć efektownymi finiszerami, podczas których zaobserwować można zbliżenia na przebijane mieczem gardło, odrąbaną głowę albo arcymistrzostwo świata – kamera wtapia się w ciało przeciwnika, pokazując z bliska, jak ostrze przebija płuca i bijące jeszcze serce.

Wszystkiemu towarzyszą okrzyki, bluzgi naszych żołnierzy, płacz kobiet i dzieci. Łącząc to z posępną atmosferą, genialnymi efektami światła i dymu – otrzymujemy majstersztyk graficzny i gameplayowy.

assasins creed valhalla

A to przecież dopiero początek!

Trudno jest wymienić wszystko, co można spotkać w grze, bo tego zwyczajnie nie da się zliczyć! Do gry po latach – wraca możliwość wtopienia się ponownie w tłum, by zgubić goniący nas pościg. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by udawać… martwego. No ale przecież to wszystko już znamy, chociaż miło zobaczyć ponownie. Duży nacisk nastawiono ponownie na część skradankową, która daje ogromną satysfakcję. Zatem możesz klasztor zaatakować całym wojskiem albo ruszyć na niego samemu i zabawić się w skrytobójcę eliminując przeciwnika jeden po drugim zupełnie po cichu. Wybór należy do ciebie!

Nie mogło zabraknąć oczywiście towarzyszącego nam ptaka, który tym razem jest krukiem, a sekwencję przemianowano na “Wzrok Odyna”. To akurat standardowy fragment mechaniki, który nie uległ wielkim przeobrażeniom. Ponownie pokierujemy statkami, gdzie podczas żeglugi można posłuchać opowieści jednego z towarzyszy o jego wiekopomnych podbojach oraz pieśni.

assasins creed valhalla

Akurat z tymi opowieściami jest całkiem zabawnie, bo wracając z udanej wyprawy łupieżczej – nasi pobratymcy chętnie komentują swoje osiągnięcia. I tutaj wielkie brawa dla twórców, że jednak nie obdarli naszych wikingów ze stereotypowych przechwałek. Można zatem uśmiechnąć się tylko pod nosem – słysząc, jak prześcigają się w liczbach zabitych przeciwników – podczas gdy kościoła broniło może z 10-15 wojaków. Takich smaczków w grze jest cała masa!

Te detale w rozgrywce!

Właśnie detale tej produkcji sprawiają, że trudno jest zgasić konsolę nawet po wielu godzinach gry. Dysputy nad wyższością religii Norwegów nad “jakimś tam chrześcijaństwem”, niezrozumienie pewnych obrzędów (warto wysłuchać, jak dziwią się, czym jest Wielki Post) – sprawiają, że dialogów nie chce się przewijać. Do tego dochodzą dziesiątki, jeśli nie setki zadań pobocznych, które te rumieńce tylko podkreślają. Czasem trzeba pomóc jakiemuś księdzu, innym razem podpowiedzieć dziecku, które obserwuje ostatni liść na drzewie – czekając na powrót ojca; a jeszcze innym razem… rozpalić na nowo żar namiętności pomiędzy małżonkami.

assasins creed valhalla

Trzeba przyznać, że widać, iż twórcy bawią się formułą gry, a ja bawiłem się razem z nimi. Są chwile, gdy naprawdę można się wzruszyć, a innym razem rozbawić do łez. W całym tym wachlarzu nie mogło zabraknąć też mini-gier w kości, w rymowanki, czy w piciu alkoholu.

Te detale w grafice!

Valhallę ogrywałem (jeszcze) na odchodzącym już Xbox One X. Byłem oczarowany grafiką, jaką ta konsola generowała, a przecież za kilka dni pojawi się nowa generacja, która ma to tylko poprawić. Czy warto zatem grać na starej konsoli? Jak najbardziej tak! To najpiękniejsza odsłona serii, z jaką miałem do czynienia. Trudno oderwać wzrok od szczytów gór, błotnistych wybrzeży rzeki, lasów pełnych roślinności i zwierzyny, czy domostw, które stoją w mieście.

Ilość detali w grafice powala na kolana, a wiele rzeczy można tutaj dodatkowo personalizować. Naszej bohaterce (lub bohaterowi, bowiem możemy wybrać płeć) możemy zmienić fryzurę, stroje, tatuaże, czy barwy bojowe. Naszą osadę możemy upiększać – stawiając dodatkowe tarcze strzelnicze, studnie, czy wiele innych elementów dekoracyjnych.

assasins creed valhalla

Do tego to wszystko jest cudnie oprawione w oprawę audio. Muzyka w grze to majstersztyk, który nadaje niesamowitego klimatu podczas bitw lub studzi emocje podczas spokojnego zwiedzania okolicy. Ptaki, zwierzęta, woda, odgłosy rozmów (które odbywają się, a jakże! po norwesku) sprawiają, że świat dosłownie tętni życiem i chce się zajrzeć tutaj w każdy kąt.

Chyba nie ma elementu, na który można narzekać

Według mnie dotychczas najsłabszym elementem gry – zawsze było wybijanie gracza z historii gry, by przerzucić go do współczesności. Abstergo i ludzie stojący za Animusem – zawsze mi przeszkadzali. Uważam, że większość odsłon serii mogłaby obyć się bez nich, ale będąc uczciwym – to jedyny element łączący wszystkie historie w jedną całość.

Nie inaczej jest w Valhalli. Tutaj ponownie wielokrotnie przenosimy się do czasów współczesnych, którym grozi zagłada. Tak, w świecie współczesnym też zmagają się z Covidem, a do tego mają masę ważniejszych problemów. Nie chcę zdradzać fabuły, powiem tylko, że wątek współczesny jest zaskakująco ciekawy i warto go rozwinąć.

assasins creed valhalla

Do tego bardzo satysfakcjonujące jest drzewko umiejętności, które wpływa na balans dobieranych nam przeciwników. Ci sami też potrafią atakować na najróżniejsze sposoby, wymagając od nas różnorakiego podejścia. Wachlarz postaci też jest jakby znacząco większy.

Czy zagrać? Co za pytanie!

Trudno wskazać element, który Ubisoftowi się nie udał. Oczywiście, jak na tak ogromną grę zdarzają się wpadki techniczne – a to czasem jakaś postać w tle się zatnie, ktoś wpadnie za tekstury, jednak to są drobnostki, które w dodatku zdarzają się bardzo, bardzo rzadko. Jestem oczarowany ogromem, rozmiarem i złożonością tytułu. Nie będę nawet okłamywał sam siebie i z pewnością rozegram go drugi raz już na nowej konsoli choćby po to, by nacieszyć oczy jeszcze piękniejszymi widokami.

Wiem, że Ubi zwykle tego nie robi, ale bardzo bym chciał zobaczyć Valhallę II. To zdecydowanie najbardziej klimatyczna, rozbudowana i pełna smaczków część. Część, w którą koniecznie musisz zagrać, nie zważając na to, jaką konsolę masz w domu.

Filip Turczyński

Zawodowo inżynier jakości oprogramowania. Pracowałem przy kilku grach w tym przy Wiedźminie oraz w firmach LG i Samsung przy telefonach komórkowych. Pasjonat i kolekcjoner gier (kilkaset) i konsol (11). Uwielbia aktywnie spędzać czas wolny ze swoją rodziną.

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj by dodać komentarz

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!

Spodobało się? Polub :)