Strona główna » #Blogoranek – dwudniowy ban na Facebooka pokazał mi, jak bardzo jestem od niego uzależniony
dwa dni bez facebooka

#Blogoranek – dwudniowy ban na Facebooka pokazał mi, jak bardzo jestem od niego uzależniony

Na dwa dni straciłem dostęp do Facebooka. Niby nic, a jednak szybko zorientowałem się, jak bardzo jestem od niego uzależniony!

Wyobraź sobie, że wysłali cię na bezludną wyspę. Wbrew twojej woli, bez narzędzi i bez wiedzy jak długo tam zostaniesz. Tak mniej więcej wyglądały moje dwa dni bez Facebooka. Teraz, po odzyskaniu konta wracam ze swoimi przemyśleniami.

Akt I

Szok i niedowierzanie

We wtorek o poranku siedziałem przy komputerze i jak zazwyczaj – przeglądałem firmową pocztę, nagle czując wibracje telefonu. Mimowolnie spojrzałem na ekran, gdzie wyświetliło się powiadomienie od Facebooka: Zostałeś wylogowany z konta.
Hę?

Odblokowuję ekran, zaglądam do aplikacji a tam suchy komunikat z prośbą o przesłanie swojego zdjęcia do weryfikacji konta. Nie bardzo wiedząc, co się dzieje, zajrzałem na Messengera, a następnie do Menadżera Stron. Wszędzie byłem wylogowany, a moje konto wyglądało na zdezaktywowane. Chwilę później Klaudyna mówi, że jacyś ludzie do niej piszą z pytaniem, czemu usunąłem swoje konto w serwisie i żeby pilnie się z nimi skontaktować.

Wtedy dotarło do mnie – zniknąłem. Tak po prostu zniknąłem z sieci z minuty na minutę, bez żadnego ostrzeżenia, bez możliwości przygotowania się do tego, bez poinformowania kogokolwiek. Pozostało mi wysłać zdjęcie i czekać na decyzję administratorów serwisu bez wiedzy, ile tak naprawdę ona może potrwać.

dwa dni bez facebooka

Akt II

Przerażenie

W ciągu dnia pracuję zawodowo, więc brak dostępu do sieci społecznościowej nie był dla mnie większą przeszkodą. Po powrocie do domu brak dostępu do serwisu społecznościowego zaczął mi szybko doskwierać. Z początku z błahych powodów. Ot, chociażby dlatego, że nie zaglądam na strony www bezpośrednio, tylko za pomocą serwisu Marka Zuckerberga. Tam obserwuję paręnaście fanpage’y i jeśli jakaś zajawka artykułu mi się wydaje ciekawa – zawsze kliknę. Tymczasem na dobrą sprawę nawet nie pamiętam adresów tych stron, bo od dawien dawna nie było mi to potrzebne. Wraz z upływającym czasem zaczęły mi doskwierać także inne rzeczy. Ot, np. odruchowe wyjmowanie telefonu w wolnych chwilach, by chociaż na chwilę zerknąć do aplikacji i przescrollować ekran. Tam jednak nieubłaganie cały czas wisiał ten sam komunikat: Proszę czekać, weryfikujemy twoje zdjęcie.

To zaczęło wywoływać we mnie pewną nerwowość. Im więcej godzin upłynęło, tym częściej i z większą irytacją restartowałem aplikację – licząc, że w końcu się do niej dostanę. Co jednak bardziej znamienne – dopiero wtedy odkryłem, jak bardzo jestem od niej zależny i jak łatwo wszystko straciłem. Przede wszystkim, wysiadło mi całkiem sporo usług, z których korzystam na co dzień. Nie mogłem odpowiadać na komentarze, bo do Disqusa loguję się za pomocą fejsa. Nie mogłem słuchać muzyki na Spotify, a nawet czytać artykułów z Feedly z dokładnie tego samego powodu.

To jednak był tylko chwilowy przestój. Jakieś pół godziny zajęło mi przepięcie usług na adres e-mail oraz nowe hasło, by odzyskać nad nimi kontrolę. Większe niebezpieczeństwo kryło się w zupełnie innym miejscu. Utraciłem kontrolę nad swoimi stronami Fanpage. W przypadku naszego bloga nic wielkiego się nie stało, bo przecież Klaudyna jest drugim administratorem. W przypadku dwóch innych – nie miał mnie kto zastąpić. Zrozumiałem skalę problemu – w przypadku nieodzyskania konta, utracę również wspomniane profile, bez szans na ich odzyskanie. Przecież nawet zakładając zupełnie nowe konto w serwisie, nikt nie da mi praw administratorskich do nich.

Bardziej zaskakującym odkryciem była dla mnie kruchość znajomości, jakie utrzymuję każdego dnia. Okazało się, że do sporej części moich znajomych, współpracowników czy przyjaciół nie dysponuję żadną inną formą kontaktu – adresem e-mail czy chociażby numerem telefonu. To oznaczało praktycznie zerwanie znajomości z dnia na dzień bez żadnego uprzedzenia, a załatwienie nawet drobnej sprawy stanowiło ogromny problem.

Akt III

Wnioski

Facebook wchłania coraz większe elementy naszego codziennego życia. Stanowi źródło rozrywki, informacji, kontaktów, a często także dochodów. Wiele firm istnieje i funkcjonuje tylko dzięki niemu. Jest on źródłem wymiany wiedzy, handlu, a także – co bardzo częste, punktem obsługi klienta. Z mojej perspektywy uważam, że nie dbamy należycie o nasze konta, które są przepustką do całego tego świata. Lajkujemy bez większego zastanowienia treści nieznanego pochodzenia. Udostępniamy łańcuszki, profile konkursowe albo podejrzane linki lub pliki. Większość z nas nie ma włączonej dwuetapowej autoryzacji w serwisie.

Z drugiej strony sami karmimy serwis coraz większą ilością danych. Dla naszej wygody logujemy się nim do każdej aplikacji, wykorzystując ten sam adres e-mail i to samo hasło do wielu usług. Dajemy mu uprawnienia do wglądu do naszych SMS-ów, listy kontaktów, maili i dziesiątek innych cennych informacji. Potem zaś przychodzi taki moment jak ten, gdy bez ostrzeżenia jest nam to wszystko odbierane. Dosłownie w ciągu paru sekund. I to, co było dla mnie bardziej dołujące i stresujące to świadomość, że jestem skazany na łaskę i niełaskę serwisu, z którym nie mam się jak skontaktować. Nie ma żadnego Call Center, do którego mógłbym zadzwonić, zapytać się – na jakim etapie jest weryfikacja mojego zdjęcia. Ba! Tam nawet nie ma człowieka za to odpowiedzialnego. Całym procesem kieruje algorytm, który nie kieruje się emocjami, współczuciem czy zrozumieniem. Pracuje zerojedynkowo, patrząc analitycznie na moje konto. A jeśli uznałby moją osobę za hakera?

Czułem się zestresowany, zadając sobie w kółko te same pytania – ile to potrwa? Godzinę? Dzień? Dwa? A jak założę drugie konto, to czy odzyskam chociaż część, de facto, swojej tożsamości?

Gdy po 48 godzinach odzyskałem w końcu dostęp do serwisu, postanowiłem coś zmienić. Zacząłem od porządkowania serwisu – powyrzucałem wszystko, z czego nie korzystam. Uprawnienia aplikacji, o których dawno zapomniałem, odlajkowałem strony, z których nie korzystam. Wszystkie usługi, które nie wymagają do prawidłowej pracy konta fejsbookowego, odpiąłem od serwisu. Wprowadziłem dwuetapową weryfikację, a małżonce dałem uprawnienia do moich profili. Tak na wszelki wypadek.

Przede wszystkim jednak zacząłem zwracać uwagę na to, ile z niego korzystam. Myślę, że te emocje związane z rozczarowaniem, gdy ciągle widziałem zablokowany ekran – zostaną w mojej pamięci na długo. Nie dlatego, że potrzebowałem z nich skorzystać, a to akurat nie działało. Dlatego, że właśnie nie potrzebowałem z niego korzystać, a po niego sięgałem. Jest to trochę przejmujące i wymaga natychmiastowej reakcji z mojej strony.

Akt IV

Wolność

Zawsze śmiałem się z ludzi, którzy jadąc na urlop nad morze albo do Zakopanego – biegają z telefonem na wyciągniętym ręku „szukając pola”, by chociaż na chwilę zajrzeć do magicznych wrót Internetu. Ja tak nie mam – kiedy w piątek lub w sobotę z rana ruszamy w trasę, by pojeździć i pozwiedzać – zupełnie zapominam o istnieniu elektroniki. Bawimy się doskonale, spędzamy razem czas na spacerach, rozmowie i poznawaniu świata.

Problem z Facebookiem objawił mi, jak wygląda jednak mój zwykły, szary dzień w tygodniu, gdy mam przerwę na kawę, posiłek lub chwilę oddechu. Wówczas, zamiast pozwolić oczom odpocząć od ekranu, uciąć krótką pogawędkę lub chociaż wyjść na krótki 10-15 minutowy spacer sięgam po telefon. Pochłania on moją uwagę i czas, nie pozwalając mi na ten umysłowy odpoczynek. Możemy się złościć na nasze dzieciaki, że siedzą z nosem w telefonie czy tablecie, ale prawda jest taka, że my robimy dokładnie tak samo, chociaż tego nie dostrzegamy. Blokada na fejsie mi to udowodniła.

To fajna lekcja, której zupełnie nie planowałem. Najadłem się stresu i dołożyło mi to całą masę dodatkowej, niepotrzebnej pracy. Nauczyło mnie to jednak większej higieny, jeśli chodzi o moje dane osobowe, pracę oraz relacje z innymi ludźmi. A to przecież tylko 48 godzin. To, do czego namawiałbym ciebie to zrobienie tego samego – przejrzyj, co udostępniasz Facebookowi. Zrób porządki i zastanów się, czy na pewno do wszystkiego musisz mu dawać dostęp. Zwróć uwagę, czy do swoich znajomych posiadasz numer telefonu, adres e-mail i czy wiesz, gdzie mieszkają. A potem ogranicz korzystanie z aplikacji. Ona wchodzi w każdy zakamarek naszego życia, a my tego nie dostrzegamy. I w najmniej odpowiedniej chwili, kiedy się tego najmniej spodziewamy, bardzo tego żałujemy.

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Spodobało się? Polub nas!

Chcesz więcej? Dołącz do grupy!