Farma Dyń – gdzie kupić dynię na Halloween?

farma dyń

Farma dyń w Powsinie – zwiedzamy!

Halloween to jedno z tych „zakazanych” świąt, które zapożyczyliśmy od Amerykanów. Nigdy nie miałem nic przeciwko wzajemnemu przenikaniu się kultur i kompletnie mi nie przeszkadza, że Halloween zastąpiło Dziady. Do „kultu śmierci” również nic nie mam – najwyżej pójdę do piekła albo jakiegoś innego czegoś.

Osobiście obchodzę to święto w sposób (raczej) na Polskę typowy: Halloween kompletnie mi nie przeszkadza, ale jeśli ktoś dzwoni do drzwi – to udaję, że mnie nie ma. Powód jest prozaiczny – w naszym domu NIGDY nie ma słodyczy. Zwłaszcza po 18.00, kiedy wracam z pracy.

Nie o świętach chciałem jednak mówić, a o pomarańczowym warzywie, które jest naturalnym skojarzeniem, gdy myślimy o tej magicznej, upiornej nocy.
Dynia.
A właściwie to… mnóstwo dyniek:

farma dyńKażda olbrzymka jest inna – są większe, mniejsze, bardziej foremne i dziwnie przekrzywione. Bywają kolorowym akcentem, który ozdabia nasze domy albo służą jako składnik na zupę krem. Dyńki są smaczne, zdrowe i przede wszystkim – modne.

O tytułowej Farmie Dyń usłyszałem rok temu, ale nie zdążyłem na nią pojechać, ponieważ jest czynna tylko do 31 października. Zresztą do samej wycieczki podchodziłem sceptycznie. Przed moimi oczami rozciągał się ukryty product placement w postaci dyń, które ktoś mi będzie chciał na siłę wepchnąć. I wiecie co?
Faktycznie tak jest. Tyle że… to w ogóle nie przeszkadza!

farma dyń farma dyń

Kiedy zajechaliśmy pod farmę dyń, z głośników dobiegła nas taneczna muzyka. To znacznie lepszy początek niż np. w Wild West City.

Zaraz po przekroczeniu bramy, Lilka pobiegła w stronę wielkich wałów utworzonych z warzyw. Dyń było dosłownie setki, a mała – jak na dziecko przystało – każdą chciała dotknąć, podnieść, a najchętniej… zabrać ze sobą do domu.
Na szczęście udało nam się odwrócić jej uwagę niewielkim labiryntem. Ot, taki zwyczajny labirynt, ułożony z prostopadłościanów słomy. Frajdę jednak miała przednią i zresztą nie tylko ona, bo w dniu, w którym byliśmy – latało tam mnóstwo innych, małych ludzików.

farma dyń farma dyń

Na farmie dyń znajduje się mini zoo, za którego zwiedzanie trzeba zapłacić. Koszt to 20 zł (!) od osoby, ale przynajmniej wymienne na dynie o tej samej wartości. Tanio jednak nie jest.
Samo zoo to tak naprawdę niewielki namiot, w którym można obejrzeć:
pocieszne, młode świnki; owcę z jagniątkiem, kury, pisklęta, kaczki, lamy oraz króliki. Pod okiem obsługi, możemy pogłaskać wybrane zwierzęta. Prym wiodły tu zdecydowanie króliki.

farma dyń farma dyń farma dyń farma dyń

Na miejscu były również średniej jakości huśtawki.

To, co nas urzekło w Powsinie – to zdecydowanie nie wygląd – zwykły namiot służący za zoo, raczej straszył. Największą atrakcją były niewątpliwie dynie – jest ich kilkanaście odmian, w tym takie, o jakich nawet nie miałem pojęcia. Od każdej napotkanej osoby bije sympatia, a dzieci do około 4 lat były po prostu zachwycone. Jakiej więcej rekomendacji oczekiwać od miejsca niż szeroki uśmiech na twarzy swojego dziecka?

farma dyń

Farma Dyń

ul. Przyczółkowska 2k, Warszawa 
www.farmadyn.pl

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

  • panirolnik.blogspot.com

    Jeśli nie będzie Wam odpowiadać forma mojego wpisu (w sensie że link do mnie) to go usuńcie. Chciałam tylko powiedzieć że fajne są takie miejsca – specjalnie zorganizowane, z atrakcjami ale do zwykłego rolnika za miasto także można się udać po dynię, ziemniaki i różne inne warzywka i zapewniam że jak dziecię się miło uśmiechnie to nikt nie weźmie opłaty za pokazanie świnki, czy kurki…. a i same warzywa są dużo tańsze niż na rynku…..wiem – z własnego doświadczenia!

    Kupowanie warzyw moim okiem i moim zdaniem : http://panirolnik.blogspot.com/2014/09/mysl-globalnie-dziaaj-lokalnie.html
    pozdrawiam!

    • Przeczytałem i zgadzam się z całym wpisem. Bezpośrednio od rolnika to zawsze pewność zakupionego produktu oraz jego jakość i niższa cena.

      My z nieukrywaną przjemnością kiedy mamy wybór, zawsze wybierzemy owoce i warzywa bezpośrednio od rolników (m.in http://skomplikowane.pl/rekreacja/jadow-lody).

      Kłopot bardziej polega na tym, że w Warszawie ciężko o dostęp bezpośrednio do rolnika.

      Koszt dojazdu do pierwszej wsi by zaopatrzyć się w warzywka jest zbliżony do tego, co musielibyśmy zapłacić w sklepie.

      Niemniej naszym marzeniem jest ostatnio pojechać na prawdziwą farmę, gdzie są jeszcze krowy, świnie, kury. Marzy nam się taka agroturystyka 🙂

      • panirolnik.blogspot.com

        no z tymi wojażami do producentów akurat w Warszawie to może trochę trudniej, ale taki Olsztyn już daleko nie ma a ludzie i tak wolą iść do supermarketu, bo tam takie ładne, umyte i duże…. Jakiś czas temu byłam na targach BEJO w Ożarowie Mazowieckim – zauważyłam że tam macie dość sporo producentów warzyw. pozdrawiam Ilona!