Warszawski Lukier – lepiej tu nie przychodź, gdy jesteś na diecie

warszawski lukier

Warszawski Lukier to miejsce, gdzie nawet dziecko się zasłodzi i będzie nasycone. Ty zapełnisz dwa żołądki, a twoja dieta uda się na psychoterapię.

Nie skłamię, jeśli wam powiem, że od momentu, kiedy zaczęłam obserwować profil Fudge Filosophy – marzyłam, aby coś podobnego otworzyło się w Warszawie. Do tej pory mam odruch Pawłowa, kiedy pomyślę sobie o ich babeczkach czekoladowych, nugatach i serniku oreo. Mmm, mniam. To będzie pierwsze miejsce, które odwiedzę po przyjeździe do Poznania. Niestety zdaję sobie sprawę, że nie nastąpi to prędko. Trzeba było zacząć rozglądać się za czymś w Warszawie, co mogłoby w stanie sprostać trudnej konkurencji albo chociaż uczestniczyć w tych wyścigach bez obciachu.

Tak trafiliśmy na Warszawski Lukier.

Wystarczyło, że pokazałam Filipowi zdjęcia friszejków, a ten cmoknął z zachwytem i stwierdził, że jedziemy. Nie kłóciłam się za bardzo, bo po co. W końcu dieta miała być od poniedziałku, a tak się składało, że był wtorek. Na miejscu zaskoczyła nas gigantyczna kolejka i małe bitwy do stolików. Wiecie – to uczucie, kiedy dopiero co dostałeś deser – a stoi nad tobą 8 osób rzucając wymowne spojrzenia, że mógłbyś już odejść od stolika, bo blokujesz miejsce.
Szejki były piękne, ale w smaku nie powalały. Były bardzo mleczne, słodkie i zatykające. Na dodatek fotki wyszły marne i przez jakiś czas o Warszawskim Lukrze zapomnieliśmy, aż do ostatniej soboty.

Bo chcąc nie chcąc – w rozmowach ciągle się do Warszawskiego Lukru wracało.

Postanowiliśmy dać im drugą szansę i dobrze, bo tym razem było idealnie, tak jak powinno być od początku. Wakacje, a na dodatek byliśmy całkiem rano, więc w lokalu prócz nas gościły ze 2-3 osoby. Z duszą na ramieniu zamówiliśmy dwa freashake – Oreo i Lord Snickers.
I przepadliśmy.

warszawski lukier

warszawski lukier

Tym razem szejki smakowały tak dobrze, jak wyglądały. Obłędnie. Szałowo. Co prawda prawie się zalepiliśmy, chcąc dostać się przez bitą śmietanę, batony, polewę i pączka do środka – ale się udało. Tada! W środku widać było porządną kulkę lodów i szejk też smakował zupełnie inaczej niż poprzednio. Nie był tylko smakowym mlekiem w ładnym wydaniu.

Jeśli miałabym wybierać z tych dwóch rodzai – to zdecydowanie bardziej przypadła mi wersja ze snickersem. Karmelowy smak został przełamany słonawym popcornem z precelkami i stanowił ciekawe doznania smakowe.

Warszawski Lukier powinien odwiedzić każdy, kto uwielbia słodycze.

Warszawski Lukier, choć podbił podniebienia setek osób – wciąż nie jest tak znany, jaki powinien być. To miejsce powinno znaleźć się na mapie każdego łakomczucha w okolicy. Warszawski Lukier ma w ofercie ciasta, ale moim faworytem zostają friszejki i dla nich będę tu przychodzić.

Wystrój jest stonowany, ciepły i dziewczyński. Pudrowy różowy na kanapach i fotelach – radośnie się komponuje z szarymi ścianami. Druga sala ma nieco chłodniejszą stylizację. Duża powierzchnia i odległości między stolikami, dają poczucie kameralności. W wystroju inspirowano się chyba nowoczesnym podwórkiem, bo pełno tu huśtawek.

warszawski lukier

Warto mieć na uwadze fakt, że jest to jednak popularne miejsce, więc jeśli będziecie mieli ochotę wpaść późnym popołudniem – warto zarezerwować stolik.

Przerost formy nad treścią?

Warszawski Lukier jest trudny do opisania, bo cała jego kwintesencja sprowadza się do tego magicznego słoiczka. To jest typowe „pimp my shake”, tyle że absurdalnych rozmiarów i w wersji pornfood. Cała jego magia polega na tym, że masz ochotę na te niezdrowe i niepoprawne rzeczy, chcesz nacieszyć swój żołądek tym słodkim ulepkiem – wyrzucając z głowy myśl, że przekroczyłeś dzienny zestaw kalorii. Dla siebie i dla niego za jednym zamachem.

Do Warszawskiego Lukru wchodzisz na własną odpowiedzialność, bo wiesz, że hasztag „diet” tu nijak nie pasuje. Porcje są ogromne i słodkie. I takie mają być, jakbyś chciał zjeść coś zdrowego – poszedłbyś gdzieś indziej.

Warszawski Lukier

ul.Hoża 5/7, Warszawa
Warszawski Lukier na Facebooku

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.

  • Sama nie jestem wielką fanką Warszawy jako miasta ale teraz mam naprawdę sensowny powód by się tam wybrać!

    • Przeklikaj się jeszcze przez dział Na Trasie. Znajdziesz kilkadziesiąt kolejnych równie sensownych powodów! 🙂

      Powodzenia przy zwiedzaniu!