Hangar 646 – pierwszy park trampolin w Warszawie

hangar 646

Niedawno otworzyli lokal, a już są oblegani na kilkanaście dni w przód. Świadczy to tylko o tym, jak ludzie uwielbiają skakać.

O Hangar 646 pytało mnie wiele osób, odkąd ponad rok temu opublikowałem swoje wrażenia z JumpCity.
Przyznaję – gdyby nie ciekawy splot okoliczności – do dziś nie wiedziałbym o istnieniu Hangaru. Dziś wiem, że nie wyrzucę go z pamięci na długo.

hangar 646

Hangar 646 znajdujący się na warszawskim Gocławiu to spełnienie marzeń… praktycznie każdego. Doskonale odnajdzie się tutaj osoba, która uwielbia skakać, uprawia akrobatykę czy po prostu odnajduje fun z odrywania stóp od ziemi. Wielka, industrailowa hala wypełniona jest po brzegi trampolinami, tyle że w przeciwieństwie do gdańskiego odpowiednika – już na wejściu buduje przyjemny klimat. Ciepłe kolory na ścianach, korek, estetyczna spójność i poczucie czystości – to określenia, które doskonale opisują to miejsce.

W Hangarze 646 – obowiązują raczej stroje sportowe.

Przyznam, że kiedy mijaliśmy recepcję połączoną z barem i poczekalnią – czułem się trochę zmieszany. Tak naprawdę dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak kretyńsko będziemy tam wyglądać ubrani w jeansy i mało sportowe bluzki.
Dodatkowo zaskoczył mnie fakt, że na sali trzeba mieć antypoślizgowe skarpety. Nie jest to jednak wielkim problemem, bo można pełną rozmiarówkę kupić na miejscu, za całkiem rozsądną cenę 5 zł.

W miarę przywykli do faktu, że ludzie gapią się na nas jak na ufoli (ciągle robimy zdjęcia tego co jemy/patrzymy na świat przez lustrzankę/żyjemy chwilą i zbyt spontanicznie reagujemy na różne dziwne sytuacje), staraliśmy się nie myśleć o tym, że wyglądamy jak jakieś cioły które przyszły na trening ubrane w prawie-garnitur. Na usprawiedliwienie powiem, że podczas mojej wizyty w JumpCity, ludzie byli ubrani normalnie, niesportowo i kompletnie nie przyszło mi do głowy, aby wziąć ze sobą jakieś dresy.

Niemniej, przeliśmy przez oddzielne szatnie – gdzie każdy po skończonej zabawie może się komfortowo przebrać i wziąć prysznic. Wydaje mi się, że właśnie z myślą o facetach czekających na swoje kobiety (które przecież z łazienki mogłyby nigdy nie wyjść) – w hallu jest konsola Xbox z sensorem Kinect. Każdy oczekujący może się poruszać i rywalizować z innymi graczami, czekając aż jego kobieta łaskawie opuści szatnię.

hangar 646 hangar 646 hangar 646

Po wejściu na halę sportową, czekała nas odprawa.

Podstawowe zasady bhp i rozgrzewka z trenerem. Po tym krótkim procesie można było zacząć szaleć indywidualnie.
Już w pierwszych skokach poczułem, jak mało sprężysty jestem. Wyobraźcie sobie kłodę odbitą od wielkiej gumy. Tak – to ja.
Lilka za to czuła się doskonale. Co chwilę biła swoje kolejne rekordy w wysokości skoku, śmiejąc się przy tym do rozpuku i szukając kolejnych wyzwań. A miała na czym się sprawdzać, bo stref jest kilka – od standardowych, wielkopowierzchniowych trampolin – przez „boiska” do koszykówki, skoki do basenu pełnego gąbek i wielu innych – większych i mniejszych aktywności. Wypróbowanie każdej atrakcji to co najmniej 20 minut, dzięki czemu nie ma obaw, że zwykłe skoki mogą się znużyć.

Najbardziej do gustu przypadła jej strefa gimnastyczna, gdzie zamiast trampolin są proste przyrządy do ćwiczeń, oraz masa gąbczastych materaców i kształtów. Momentalnie utworzyliśmy z tego prawdziwy tor przeszkód, który mogła pokonywać praktycznie w nieskończoność.

hangar 646

hangar 646 hangar 646 Abstrahując od całej zabawy – mam ogromny szacunek do organizatorów. Bezpieczeństwo stawiane jest tutaj na pierwszym miejscu, o czym przekonałem się kilka razy. Najpierw, kiedy moja córka niefortunnie się przewróciła i zaczęła szlochać, a później kiedy zbuntowała się, że nie chcę jej zrobić tysięcznego zdjęcia. Potrzeba było dosłownie kilku sekund, aby zjawił się obok nas pracownik z pytaniem, czy nie trzeba udzielić pomocy, dać apteczkę, czy po prostu odrobiny lodu. To naprawdę zasługuje na duży plus!

Hangar 646 to wymarzone miejsce dla każdego, kto na widok recenzji JumpCity wzdychał z zazdrością, że to AŻ tak daleko. To fantastyczne miejsce dosłownie dla całej rodziny, z którą to zresztą bawiłem się zupełnie inaczej, niż kiedy byłem sam w podobnym miejscu. Wada? Kolejki. Obecnie by móc pójść tam w weekend –  bilety trzeba rezerwować praktycznie z trzytygodniowym wyprzedzeniem. Na szczęście otworzył się nowy punkt na Mokotowie. Polecam i na pewno nie raz jeszcze Hangar odwiedzę.

Hangar 646

ul.Wał Miedzeszyński 646, Warszawa
ul. Domaniewska 37A, Warszawa
www.hangar646.pl

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.