Bethesda to uznany producent i wydawca gier, którego początki sięgają 1986 roku. Już sama historia spółki zasługuje na osobną książkę. A historia Fallouta, należącego obecnie do Bethesdy jest… równie pokręcona. Niemniej, gdy ich losy się splotły w 2007 roku, od tamtej pory są nierozerwalne i pełne wzlotów i upadków.
Krótka historia Fallouta
Fallout to jedna z najbardziej zasłużonych serii w dziejach komputerowej rozgrywki i zasługuje na zupełnie osobny artykuł. Teraz zatem ją tylko streszczę, trzymając się najważniejszych faktów. Pierwsza odsłona serii została stworzona przez nieistniejące dziś studio Black Isle w roku 1997. Black Isle wyprodukowało dwie części sagi. W 2001 roku powstała także część taktyczna, stworzona już jednak przez zewnętrzne studio. Niestety 2003 rok stoi pod znakiem zamknięcia studia, którego przyczyny do dziś nie są do końca znane.
I tak w 2007 roku marka trafia do Bethesdy, znanej wcześniej głównie z serii The Elder Scrolls (i ich najgłośniejszych przedstawicieli więc Oblivion oraz Skyrim). Amerykanie od razu zabierają się do pracy – zapowiadając Fallout 3, który wśród wielu zmian przenosi grę także w środowisko trójwymiarowe. Gra zostaje bardzo ciepło przyjęta, zbierając oceny na poziomie 88% wg serwisu Metacritic – debiutując jednocześnie pierwszy raz na konsolach.
Fallout 4
W 2015 roku debiutuje nasz dzisiejszy bohater artykułu, czyli Fallout 4. Nowa odsłona odziedziczyła silnik gry ze Skyrima, co automatycznie przenosiło na Fallouta cechy swego przyrodniego brata. Recenzenci z jednej strony chwalili sobie bogactwo i spójność przedstawionego świata, intrygującą, wciągają historię oraz możliwość budowania osad w grze. Z drugiej strony narzekano na (już wtedy) dość przestarzałą oprawę graficzną, która była wynikiem zastosowania właśnie przestarzałej technologii.
Mimo tych wad gra utrzymała swoją średnią ocen i biła rekordy popularności w ofercie przedsprzedażowej. Zresztą, jeszcze w tym samym tygodniu premierowym do mediów wyszedł komunikat, że gra sprzedała się w nakładzie 13 milionów egzemplarzy, generując dochód w wysokości 750 milionów dolarów. Od tamtej pory z pewnością sprzedało się znacznie, znacznie więcej kopii gier.
Z tamtym okresem wiąże się również ciekawostka. Otóż w momencie, gdy zapowiedziano wydanie kolekcjonerskie gry, w biurze Bethesdy zjawił się kurier z paczką zawierającą 2240 kapsli od butelek, którą przysłał im gracz GatorMacheteJr. Dlaczego kapsle? Cóż, te używane są jako waluta w grze. Do paczki dołączony był żartobliwy list zachęcający do przekazania jednej edycji gry w zamian za kapsle. Bethesda długo nie zastanawiała się – publikując wiadomość o przyjęciu zamówienia.
Fallout 4 Pip Boy Edition – Kolekcjonerka
Gra w ciągu 23 lat dorobiła się statusu kultowej, a wiele jej elementów przeszło do popkultury. Fallout jest dziś nie tylko grą na PC i na konsole, ale także odmiany gier stołowych jak Monopoly, Exodus, czy nawet książki.
Niektóre rzeczy jak motywy graficzne, maskotka serii, czyli Vault Boy (blondyn w niebieskim skafandrze widoczny na zdjęciu u góry) stały się powszechnie wykorzystywanymi motywami w realnym świecie. Najwięksi fani gry od zawsze jednak wzdychali do Pip-Boya, czyli podręcznego urządzenia informacyjnego. To w nim bohater każdej części mógł przeglądać najważniejsze informacje dotyczące stanu zdrowia, statystyk, czy dziennik wszelkich wydarzeń. Jest to zatem najbardziej podstawowe, niezbędne wyposażenie naszego alter-ego w grze.
Czy mógł być zatem lepszy dodatek do edycji kolekcjonerski niż właśnie Pip Boy?
Co więcej, urządzenie rzeczywiście działa! Prócz tego, że ma nic nierobiące pokrętła i migającą diodę – to wkłada się do niego telefon komórkowy wraz z zainstalowaną aplikacją towarzyszącą i spokojnie można wyjść na miasto, mając pod ręką prawdziwego, falloutowego… smartwatcha. No tak jakby. 😉 I oczywiście możesz iść z nim na miasto i będzie to nadal w pełni użyteczny gadżet, jednak nie udało mi się nikogo takiego spotkać.
Twórcy nie zapomnieli o możliwości postawienia trofeum na ścianie, dlatego w zestawie znajduje się też specjalna podstawka. Cały zestaw uzupełniony jest o kieszonkowy poradnik przetrwania, plakat oraz oczywiście grę w metalowym boksie. To akurat ciekawy ruch, bowiem zwykle producenci do pudełka pakują oba wydania – zwykłe, sklepowe (w przypadku Xboxa – zielone) oraz właśnie steelbooka. Tutaj zdecydowano się tylko na tego drugiego. Całość zapakowano w ogromne opakowanie przypominające metalową kapsułę.
Gra, jak w zasadzie każda edycja kolekcjonerska spod skrzydeł Bethesdy – momentalnie wyprzedała się ze sklepów internetowych mimo wysokiej, blisko 600 zł ceny. Dziś jest obiektem pożądanym, a ceny wydania potrafią dobić nawet do 1500zł. Ja sam zdobyłem swój egzemplarz całkowitym przypadkiem na jednej z grup handlowych dla kolekcjonerów. Kosztowało mnie to kilka ciekawych pudełek innych gier, ale w mojej opinii – było warto. Fallout 4 pozostaje jedną z lepszych gier serii, a Pip Boy potrafi działać na wyobraźnię nawet dziś. Chociaż gdybym teraz chciał go uruchomić, byłby z tym nie lada problem – telefony się rozrosły i już nie mieszczą się w przygotowane do tego celu miejsce, a i sama aplikacja została wycofana przez Bethesdę ze sklepów z aplikacjami.
Inne Fallouty miały nie mniej ciekawe wydania
Cóż, na ich opisanie przyjdzie mi jednak jeszcze poczekać, bowiem historia z nimi jest podobna – sprzedają się w zastraszającym tempie, a ich ilość jest zawsze mocno ograniczona. Kto wie, może jesteś posiadaczem takiego wydania? Daj koniecznie znać!
Dodaj komentarz