Kung Fu Panda 3 – recenzja filmu

kungfu panda 3 recenzja

Odgrzewane kluski po raz trzeci.

Wytwórnia DreamWorks jest mistrzem, jeśli chodzi o animację i naprawdę, bardzo rzadko zdarza jej się jakiś film zepsuć. Jej niektóre hity jak: „Mustang z Dzikiej Doliny”, „Film o pszczołach” i „Jak wytresować smoka” głęboko zapadły mi w pamięć. Są tak przyjemne w odbiorze, że oglądam je po raz tysięczny, kiedy tylko zauważę, że lecą w analogowej telewizji. Ba, filmy animowane stały się tak kultowe, że właściwie już mało który dorosły dziwi się, że idę do kina na „bajki”.

Wybierając się na „Kung Fu Pandę 3”, w głowie huczały mi fragmenty dyskusji z Filipem o fatum trzecich części. Szybki rachunek: „Król Lew: Hakuna Matata” – był tak słaby, że mało kto o nim słyszał. „Madagaskar 3” – porażka. „Shrek 3” – ledwo go pamiętam. Ale zaraz – „Toy Story 3” trzymało poziom do końca! Pocieszona tą myślą z dużą nadzieją udałam się do sali kinowej.

Kiedy film trwał w najlepsze – moja pociecha właśnie kończyła pałaszować ostatnie kulki kukurydzy i zaczęła coraz mocniej szturchać mnie za rękaw:
– Mamoo… mamoo… nudzę się – szeptała coraz głośniej, jakby zirytowana moją reakcją – Oni się tylko biją. To jest głupie…
Próbując ją jakoś zainspirować i zaciekawić, zdałam sobie sprawę, że ona w sumie ma rację. Sama w pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się, jak zorganizować wypad do kina na Księgę Dżungli. Po zajawce, która wystąpiła przed właściwym seansem – strasznie się na ten film napaliłam.

Główny wątek jest jedynym, który występuje w „Kung Fu Pandzie” i właściwie nie trzeba zbyt wiele inteligencji, by przewidywać kolejne sceny.

Nie ma tu zwrotów akcji i twistów fabularnych. Od początku do końca przez ekran przewijają się rozbudowane sceny walki, a bohaterowie lubiani z poprzednich części pojawiają się tylko po to, by zaraz zginąć. Praktycznie nie poruszono wątku miłości Tygrysicy do Po, a Shifu (mentor jadeitowego zamku) okazuje się tylko niepotrzebnym wtrąceniem, gwiazdą, która niczego już nie ma do zaoferowania i przestaje świecić w cieniu tłustej pandy.

kungfu panda 3 recenzja

Tak lubiana przeze mnie przemiana i dojrzewanie duchowe misia, zostały wygaszone i zastąpione świadomym swej mocy i siły – dojrzałym facetem. Powiedziałabym nawet, że stał się nawet zbyt zarozumiały, a w czasie całego filmu niczego nowego się nie dowiaduje poza tym, jak uczyć innych. Każdy walczy tu z każdym, postaci tłuką się na każdej scenie bez większego polotu, chociaż w piękny graficznie sposób. Gagów jest niewiele i są skierowane do starszej publiczności, na salę pełną dzieci właściwie mało kiedy słychać było dziecięcy śmiech.

Według mnie film został wyeksploatowany przez serial i właściwie w produkcji kinowej ciężko było pokazać coś świeżego. Szkoda, bo chciałabym napisać, że trzecia część jest doskonałym zwieńczeniem trylogii. Oglądając, nie można odeprzeć się wrażeniu, że „Kung Fu Panda 3” jest odcinaniem kuponów od poprzednich części i wcale mnie nie zdziwi, jak niedokończone wątki – twórcy przekują w kolejną część.

kungfu panda 3 recenzja

Dla kogo jest to film?

Cóż, jeśli jesteś fanem kung-fu, oglądałeś poprzednie produkcje pandy – to albo już w kinie byłeś, albo masz zarezerwowane bilety, a moja opinia nie jest ci do niczego potrzebna. Filmu nie ogląda się źle. To cały czas fantastycznie wykonana animacja z piękną, szczegółową grafiką i cudowną oprawą dźwiękową. Nie oszukujmy się. Nie jest to poziom wybitnej, moim zdaniem, części drugiej. Film jest dobry jako seria, a dość zwyczajny, jeśli oglądasz go jako osobny twór. Osobiście, nie miałabym żalu, czekając na wydanie na Blu-Ray.

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.