Harrods. Żyć pełną gębą

harrods

Versace, Prada, Chanel, Louis Vitton, Dior czy Manolo Blahnik. Te nazwy zna każdy. I każdy powie, że nic od nich nie kupi, bo to za drogie. I wiecie co? Gówno się znacie.

Większość ludzi nie lubi bogaczy. Popularne szafiarki, czy blogerki dziecięce pokazujące na blogach drogie stylizacje, wiedzą o tym najlepiej. Co drugi komentarz wylewający się spod ich tekstu to:

– Chyba cię pogrzało kupować torebkę za 10 tys. zł!
– Jesteś porąbana! Ja bym w życiu nie wydała TAKICH pieniędzy!

Prawda jest taka, że wydalibyście. Wszyscy. Oczywiście jakbyście je mieli. Nie wierzysz? Ileż my dostaliśmy komentarzy krytykujących nas, że na kolację w Atelier Amaro wydaliśmy 800 zł! Jesteśmy smutni, zgorzkniali – zwykli fapsterzy nadgryzionego jabłka, którzy nie mają co zrobić z życiem. Lepiej se pojechać gdzieś albo na dzieci biedne przeznaczyć to, co wydaliśmy.

Ludzie uwielbiają włazić innym do ich mieszkań, portfeli i ogólnie życia. Nie bez powodu na świecie rekordy popularności biją programy typu BigBrother, a w serwisach internetowych co rusz powstaje nowy ranking 1000 największych bogaczy.

Lubimy wiedzieć, kto ma pieniądze i ile ich ma. A najlepiej jeszcze skąd je ma.

A jak nie chce mówić?
To znaczy, że złodziej! Ukradł albo żebrze kasę od rodziców czy wydaje hajs bogatej żony (lub męża)! Z drugiej strony warto też wiedzieć, na co wydaje. No bo co za cham?! Nachapał się i ma zamiar kisić te pieniądze?

harrodsOstatnio głośno było o założycielu Facebooka – Marku Zuckerbergu,  który postanowił podarować 25 mln dolarów na walkę z wirusem Ebola. Wiecie, co się stało? Internet zalała fala hejtu. Nie dlatego, że dał kasę, ale dlatego, że parę dni wcześniej kupił dom za 100 mln dolarów. Chciwus jeden! W sumie to w ogóle powinien się cieszyć, że ktokolwiek jeszcze włazi na ten badziewny portal! To dzięki nam ma te pieniądze, łaski nikomu nie robi! 25 mln to jak kupienie wacików tyle, co nic!

harrods

Nie wierzę w komentujących. Dla mnie są hipokrytami. Mając podobne pieniądze, tak samo przepieprzaliby fortunę. Ja też! Jakbym zarabiał dziesiątki tysięcy złotych, to zakończenie notki o Amaro brzmiałoby:

„Fajne miejsce, polecam. Jadam tam cały czas”.

A tak dupa. Spełniłem marzenie raz i więcej tam nie pójdę. Bo mnie nie stać.

A teraz wyobraźcie sobie, że wygrywacie w Lotto kumulację. Powiedzmy 40 mln zł. Co robicie?

Więcej niż połowa poleci na wycieczkę dookoła świata, kupi luksusowe auto i koniecznie willę z basenem.
Kobiety wymienią ciuchy. Najlepiej wszystkie.
Altruiści część rozdadzą rodzinie, ale mało kto będzie to trzymał w skarpecie. I tutaj trafiamy do punktu wyjścia. Nie chodzi o to, że te wydatki są bezsensu, ale o to, że nas na nie zwyczajnie w świecie nie stać.

Wyobraź sobie, że na przyjemności masz kupę forsy (względnie). Powiedzmy 60 tys. zł miesięcznie. Zresztą, niech będzie nawet 40 tys. Posiadając takie dochody  – wydawanie pieniędzy na torebki, buty czy nawet perfumy – nagle staje się codziennością i niczym niezwykłym. Prawie jak dla zwykłego śmiertelnika chodzenie do kina.

harrods

Są takie miejsca na świecie, gdzie ludzie faktycznie potrafią wydać fortunę, na absurdalne szmaty i gadżety. To miejsce nazywa się Harrods i jest najsłynniejszym domem towarowym w Londynie.

Nie trudno zresztą tam trafić – przeciskając się pomiędzy Ferrari, Maserati czy innymi tam złomami jak Lamborghini. Ludzie kupujący w Harrods muszą mieć albo ogromne kompleksy, albo nie mają co robić z pieniędzmi – podjeżdżając takimi wozami do sklepu.

harrodsharrods

Sam budynek? Przepełniony przepychem, a jakże! W końcu ego bogacza musi być łechtane i podkreślane na każdym kroku. Na każdym poziomie co innego.
Parter: perfumeria. Pierwsze piętro: wyposażenie domu. Drugie piętro: ubrania dziecięce. Trzecie piętro: buty. Wszystko najlepszych marek jak tych, które wymieniłem we wstępie.

harrodsharrods

I łażę jak ten ciołek pomiędzy kobitkami, które akurat przymierzają szpilki od Louis Vitton za 6000 funtów i bez zająknięcia biorą 2 pary. I szlag mnie trafia, bo ja też tak chce! Nie to, że chce kupować szpilki, ale też chciałbym móc ot tak, zostawić w Harrods roczny budżet małego państwa na same ciuchy i gadżety.
I tak – też bluzgałem, że bogaczy stać – a mnie nie. I wiecie co? Ja przynajmniej nie udaję, że jakbym miał kasę, to bym tego nie kupował. Bo na pewno bym kupiłbym i jeszcze perfidnie się chwalił, pisząc o tym notkę.

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

  • Pani Rolnik

    ja choć dochody mam nie za wysokie kupuję perfumy versace, nie trzeba ich wylewać litrami więc starczają na dłużej a zapach mają obłędny….I też jakbym wygrała w totka to bym sobie zakupy w takim sklepie zafundowała, choć raz w życiu!

  • Mnie to jakimś smutkiem przejmuje ten pęd współczesny za luksusem, ta wartość, jaką on ma w oczach innych, a mało kto zadaje sobie pytanie, jakim kosztem ci bogacze dochodzą do tych fortun. Jeśli ktoś potrafi świetnie zarabiać i się przy tym nie pogubić, i nie sprzedać całego swojego czasu i bliskości z innymi ludźmi za jakieś buty, to wielki respect i piąteczka dla niego, niech wydaje swoje sianko na co tylko chce. Ale jak patrzę na wyższe sfery to jakoś nie mam wrażenia, że są tam sami szczęśliwi ludzie. Oni nawet nie dlatego kupują te rzeczy, że mają kasę, po prostu muszą, bo przecież nie wyskoczą w ciuchach z h&m przy swoich kumplach bogaczach. A ja nie muszę, chociaż zawsze mogę, kupić sobie jakieś dobre perfumy czy spodnie diesla. I cieszy mnie to. Może jakieś myślenie biedoty mam:)

    • Nie, myślenie masz jak najbardziej trafne. Przynajmniej ja je podzielam. Chodziło mi bardziej o to, że wiele jest osób, które negują sam fakt bycia bogatym. Wkurza ich to i negują fakt, iż są osoby, które mogą sobie pozwolić na wszystko.

      Ja też bym chciał kupić wiele rzeczy na które mnie nie stać. Ale nie idę w zaparte, że jakbym miał te pieniądze to i tak bym ich nie kupił. Bo kłamałbym.

      Sęk w tym, że ludzie wstydzą się przyznać przed samym sobą, że oni też chcą mieć buty od Prady czy perfumy od Channel. A skoro ich nie stać, to najłatwiej nawyzywać i zbesztać tych, co ich stać.

      • Wiadomo, ludzie nie lubią, jak ktoś ma lepiej, nawet głupia podwyżka w pracy może być powodem zawiści. Najlepiej, jakby wszyscy mieszkali w slumsach. A ta moja refleksja to tylko tak na marginesie:)

  • mru

    Świetna notka, bez hipokryzji – myślę tak samo. Pamiętam wielki flame jaki zbiera za każdym razem np. Fashionelka, kiedy pokaże apaszkę za 1000 zł albo Loubotiny… I te teksty że „ktoś za to musi cały miesiąc przeżyć!” – no to musi.
    Dobrze sytuowanym ludziom zarzuca się, że zamiast kupować, powinni wspierać charytatywnie cośtam, a jak już wspierają, to za słabo. A jakoś nie sądzę, czy wszyscy ci hejterzy chociaż 20 zł miesięcznie przeznaczają na jakiś lepszy cel. Takie zaglądanie do kieszeni mnie chyba najbardziej wkurza, mówienie jak ktoś ma żyć.
    Czytam ten blog już dłuższy czas i jestem pod wrażeniem, naprawdę czekam na nowe notki 🙂

    • Dziękuję za miły komentarz 🙂 My również mamy niewiele na przeżycie. Ale gwarantuje Wam, że jak jest okazja to wydajemy kasę na fajniejsze rzeczy… i się nimi z Wami dzielimy 🙂 Tak jak też chętnie czytamy co inni mają do pokazania i opisania 🙂

      Pozdrawiam ciepło!

  • Ja tez bym kupiła a co!

    • Kupuj! Nasza nie rozstaje się z nim nawet na krok!

    • Jestem skłonny uwierzyć. Specjalnie przeczytałem ten tekst jeszcze raz i wiesz co? Moja lista zakupów od tamtej pory wcale nie zmalała :p