Nudzisz się? Leć na łyżwy na Zimowym Narodowym!

zimowy narodowy

Zima w mieście nie musi być nudna, zwłaszcza jeśli pogoda za oknem bardziej przypomina wiosnę, niż środek lutego.

Narzekaliśmy, że zima coś nie ten tego i bardziej przypomina wiosnę – to proszę bardzo – minus 2 na termometrze i śnieg przeplatany deszczem. A już miałam nadzieję, że zabawy ze skrobaniem szyb na aucie, narzekanie na grzanie w komunikacji miejskiej i brudne ślady w przedpokoju  (pozostawiane przez wszystkich domowników włącznie z kotem) mamy za sobą!

Oczywiście, żartuję. Lila podczas tej „prawdziwej” zimy (a nie tej papaciai za oknem) – na widok pierwszych płatków śniegu – od razu zarządziła sanki. Biedny Filip szurał więc tymi sankami na tym prawie-śniegu przez dobrą godzinę, pracując nad swoimi bicepsami przy dźwiękach iuuuuuuuuuuuu wydobywających się z sanek przy każdorazowym przejechaniu po nieośnieżonym chodniku. Jako że u nas w domu rządzi Elsa i ogólnie rzecz biorąc tematy zimowe – największą frajdą, jaką naszej córce w tym roku urządziliśmy – było zabranie jej na łyżwy na Zimowy Narodowy.

zimowy narodowy zimowy narodowy

Zimowy Narodowy jest fajny zarówno dla dorosłych, jak i dzieci.

Ogromny kompleks sportowy mieści tak naprawdę dwa lodowiska, górkę lodową, tor curlingowy, skatepark oraz namiot gdzie zakupić można ciepłe przekąski. Jako że ostatni raz na łyżworolkach śmigałam w podstawówce, a na łyżwach… nigdy – skorzystaliśmy z lokalnej wypożyczalni. Przyznam szczerze, że wypożyczenie 3 par łyżew, kasku i foczki znacznie wywindowało całkowity koszt skorzystania z lodowiska. Niemniej – kask i łyżwy można mieć prywatne, dla mniejszych dzieci dużym ułatwieniem okazuje się jednak „foczka”. Dziecko może ją trzymać, jeśli nie czuje się pewnie podczas jazdy, bądź usiąść na niej niczym na sankach.

zimowy narodowy

zimowy narodowy

Jak szybko się okazało – zwierzątko było bardziej potrzebne mi niż Lilce. Opanowanie podstawowych technik jazdy zajęło mi trochę czasu. Filip w tym czasie, pozbawiony dodatkowego źródła oparcia – jechał daleko za nami, gibiąc się niczym żelek Haribo.

zimowy narodowy

Oba lodowiska na stadionie są duże, a na pewno znacznie większe niż znajdujące się nieopodal – na starówce. To dobrze, bo kiedy już nauczysz się łapać równowagę – pozwalają na rozpędzenie się i przejechanie znacznego odcinka. Każde takie „kółko” bez wywrotki – stało się dla mnie autentyczną satysfakcją, tym bardziej że ruch na lodowisku jest spory.

Nie jesteś dziwny, jeśli nie umiesz jeździć na łyżwach.

To, co mi się szalenie spodobało to klimat. Takie nieuchwytne poczucie więzi między innymi uczestnikami ruchu. Szczególnie tymi, co im szło tak samo, jak mi – czyli źle. Nie raz widziałam cały sznurek ludzi, którzy zwyczajnie – bardziej szli, trzymając się barierki. Wyglądali przy tym, jakby maszerowali właśnie szlakiem Doliny 5 Stawów. Na szczęście – nawet jeśli takie sytuacje cię krępują – po lodzie śmiga konferansjer, który dodaje ludziom otuchy i co jakiś czas rozdaje im drobne upominki – kubki, skakanki albo wejściówki. Całość dopełnia muzyka w tle, przyjemna i miła obsługa oraz przebierańcy sponsorów, którzy podchodzą i zaczepiają wszystkie dzieciaki.

Zbierając się do wyjścia, Lilka namówiła jeszcze Filipa na zjazd z górki lodowej. Ta dostarczyła Lilce i Filipowi wielu wrażeń, o których rozprawiali na długo po naszej wycieczce – ona wybiegła zachwycona, a mój mąż wytoczył się dziwnie blady.

zimowy narodowy

Na miejscu spędziliśmy w sumie półtorej godziny i wyszliśmy stamtąd spełnieni i szczęśliwi. Wspaniale spędzony rodzinny czas z aktywnością fizyczną w tle. Czego chcieć więcej?

Zimowy Narodowy

al. Ks. J. Poniatowskiego 1, Warszawa
www.zimowynarodowy.pl


Uwagi:
Rozmiarówka łyżew dla dzieci zaczyna się od rozmiaru 27. Dla dorosłych dostępne są wszystkie rozmiary.
W okresie ferii, bilety warto zarezerwować z przynajmniej dwudniowym wyprzedzeniem.
Szatnia jest płatna, ale rzeczy można zostawić przy samym lodowisku za free.
Jeśli któreś z was nie chce jeździć na łyżwach, a chce wejść do zimowego miasteczka – może zapłacić za wstęp, albo po prostu kupić zjazd z górki lodowej i wejść za cenę zjazdu.

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.