Horror House – pierwszy dom strachów w Warszawie

horror house

Przypomnij sobie wszystkie koszmary, strachy, lęki, fobie i paranormalne zjawiska, które podniosły ci ciśnienie. Już? To teraz wyobraź sobie, że stają się rzeczywistością.

Uwielbiam horrory. Kręcą mnie demony, zjawy i japońskie dziewczynki z zaświatów – koniecznie z kruczoczarnymi włosami. Oglądam tego tyle, że właściwie sama mogłabym pisać scenariusz do niektórych z filmów, bo w pewnym momencie wszystko staje się wtórne i przewidywalne. Od dawna śmieszyły mnie już sceny, gdzie grupa znajomych rozdziela się, żeby sprawdzić „co jest na górze” albo w „tej ciemnej, mrocznej piwnicy” i w rezultacie nie przeżył nikt inteligentny, a jedynie najbardziej atrakcyjny fizycznie bohater. Duchy wychodzące ze studni, z telewizora, ze ścian, z wody, z lalek itd… no nuda. Ileż można przerabiać to samo?

W końcu człowiek się uodparnia i nie reaguje ani na zombie, ani żadne dziwne postacie pojawiające się na ekranie, które przez kolejne minuty mordują w wymyślny sposób setki osób.
Kiedy więc znalazłam miejsce, w którym kontrolowanie możesz bać się bardziej – od razu wiedziałam, że to miejscówka dla mnie.

Horror House

To najzwyklejszy w świecie budynek, położony dosłownie kilkadziesiąt metrów od rynku Starego Miasta. Mijany przez setki ludzi – z zewnątrz wygląda naprawdę niepozornie. Wokół żadnych trupów, a na balkonie obok nawet kilka kwiatków rośnie. O umówionej godzinie, grupą czteroosobową niepewnie zastukaliśmy w drzwi, rozglądając się, czy nie idzie jeszcze jeden znajomy. Ewidentnie wysiadł psychicznie, co wcale nas nie zdziwiło, bo każdy, kogo spytaliśmy, czy idzie z nami do domu strachów – odpowiadał, że chętnie pójdzie z nami wszędzie, tylko nie tam, gdzie będą go stresować.

– W sumie za free można mieć to samo po meczu Legii, mając na sobie szalik Wisły Kraków, tylko nie wiadomo, czy wyjdziesz żywy – skomentował bliski kolega, wykręcając się ze spotkania. Ludzie pukali się palcem w czoło – mówiąc, że jesteśmy świrusami, że płacimy za to, aby jacyś ludzie nas nastraszyli.

Drzwi zastukotały donośnie, a z wnętrza wytoczyła się grupka pięcioosobowa. Młodzi ludzie, trochę bladzi, a będąca z nimi kobieta, trzymając kurczowo swojego partnera za rękę – wydusiła kącikiem ust:
– Nie wchodźcie tam lepiej.

horror house

Uśmiechnęliśmy się kpiąco, myśląc, że to taki „teatr”. Byliśmy w doskonałych nastrojach i chcieliśmy to przejść. Udowodnić sobie i znajomym, że przejdziemy całość, a opowieści o tym, że trudno nas wystraszyć, to nie są czcze przechwałki.

W pierwszej sali standard – szatnia, prośba o zdjęcie wszystkiego, co może nam przeszkadzać, zniszczyć lub się zgubić. Pozbyliśmy się zatem portfeli, telefonów, łańcuszków i wysłuchaliśmy długiego regulaminu Horror House. Ostrzega on m.in. by osoby cierpiące na klaustrofobię, arachnofobię, epilepsię, achluofobię – nie wchodziły do środka. Kwiatki takie jak nie kopanie zombiaków – pominęliśmy milczeniem, zerkając na siebie znacząco. Zabawę można przerwać w dowolnym momencie, a jej przebieg jest monitorowany przez kamery.

horror houseDo you wanna play a game?

– Panie przodem – recepcjonistka wcisnęła mi w łapę latarkę wielkości długopisu, która dawała światło jak przed momentem do rozładowania się baterii. Złapaliśmy się za ręce, bo w środku było ciemno jak w średniowiecznym lochu i właściwie od razu dostaliśmy kopa od adrenaliny. Nie spodziewaliśmy się, że „zwykłe” scenki z niskobudżetowych horrorów, mogą wywołać w nas taki lęk i dziwne poczucie przetrwania jako grupa. Szybko wytworzył się wśród nas lider, a każdy z nas był odpowiedzialny za swoje „zadania”. Ja świeciłam latarką, Filip otwierał i dotykał wszystkich dziwnych rzeczy, Michał po prostu szedł za nami, a Janek dostał uspokajającego nas słowotoku.

– Wszystko w porządku, ta pani nam pomaga – powiedział wysokim, piskliwym głosem, kiedy jakiś zjawa w białej, flanelowej koszuli, z zakrwawioną twarzą i z sierpem w ręku zaczęła zbyt pewnie przekraczać nasz dystans intymny. Jednocześnie sami – właściwie plątaliśmy się już między swoimi nogami. Na początku zachowywaliśmy odległość na długość łokcia, by już w dalszej części pomieszczeń – prawie mając głowę przy głowie. Nie daj Boże, by któraś z napotkanych postaci weszła między nas. Kiedy ktoś nieśmiało wydukał „chodu” – nie trzeba nam było dwa razy powtarzać. Właściwie byliśmy grupą, ale każde z nas przeżywało emocje na swój sposób. Logiczne myślenie zostawiliśmy Jankowi i po prostu robiliśmy, co nam kazał.

Przetrwaliście?

Tak, udało nam się przejść całość, chociaż były momenty gdzie zwyczajnie mieliśmy dość, przez zbyt długie oczekiwanie organizmu w pełnej gotowości. Cały horror zajmuje około 15 minut, ale będąc w środku – czas zatrzymuje się i nie płynie w ogóle. Ruchy są szybkie, chaotyczne, a głowa nie ogarnia tego, co dzieje się z ciałem i skazany jesteś głównie na swój instynkt i indywidualną skalę strachu. Co gorsza, po drodze musisz opanować nie tylko własny lęk, ale także chęć ucieczki.

horror house

Czy warto tam iść? Zdecydowanie. Horror House to jedno z tych miejsc, których opis jest trudny. Każde słowo więcej sprawi, że zaspojleruję i zepsuję wam zabawę, przez co wizyta tam nie będzie miała sensu. To zabawa z własnymi lękami i ograniczeniami. Siedlisko zła, ale takiego – które cię odrzuci, albo cię pochłonie i będziesz szukał podobnych miejsc cały czas. Chociaż może to absurdalnie zabrzmieć – to może być także doskonałe miejsce na wspólną randkę. Nic bowiem nie łączy tak, jak wspólne poczucie zagrożenia, któremu możecie wspólnie stawić czoła.

Horror House

ul. Wąski Dunaj 12/18, Warszawa
ul. Nowy Świat 52 (mniej straszny ;)), Warszawa
www.horrorhouse.pl

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.

  • Kamila Kacperska

    Wielkie dzięki za opis. Zastanawiamy się ze znajomymi czy się wybrać i właściwie potrzebujemy odpowiedzi na jedno jedynie pytanie przed podjęciem decyzji.
    Czy w środku są pająki?

    • Technicznie rzecz biorąc – nie jestem w stanie dać Ci 100% prawidłowej odpowiedzi bowiem… scenariusze w domach strachów się zmieniają.
      I niezależnie czy wybierzesz Horror House czy (wg mnie) straszniejszy FearZone na wejściu zostaniesz zapoznana z regulaminem, który ostrzega osoby z arachnofobią.

      Mimo to nie bałbym się – pająków żywych nie ma i raczej nie będzie. Ani żadnych innych żywych insektów bądź zwierząt 😉