Prawda czasu, prawda ekranu. Mój wywiad w TVP 3 Warszawa

wywiad skomplikowane

Wydawać by się mogło, że zaproszenie do telewizji to pewnego rodzaju zwieńczenie kariery albo – co nawet częstsze – raczej kolejny jej etap. Ten bardziej medialny, gdzie właściwie wiesz już wszystko i możesz spijać śmietankę.

Oczywiście, w moim przypadku jest zupełnie inaczej. Owszem – wiem, co warto odwiedzić w Polsce i na Mazowszu, wiem – gdzie są fajne miejsca w Polsce, ale nadal nie czuje się ekspertem. Niemniej – oto dzwoni do ciebie telefon z nieznanego numeru. Osoba po drugiej stronie przedstawia się jako producent i zaprasza cię do rozmowy. Widzieli twojego bloga, interesują się tym, co robisz i chcieliby, byś o tym opowiedział na antenie. Zaproszenie napłynęło z TVP 3 Warszawa do programu „Dzień dobry Warszawo”. Poproszono nas, byśmy opowiedzieli o naszym hobby i zainspirowali innych do podróżowania po Warszawie i Mazowszu.

To ekscytujące doświadczenie.

I chociaż wiele lat wcześniej byłem w TVN Warszawa i spodziewałem się, jak to wygląda – poczucie pozytywnej adrenaliny mnie nie opuściło.
Do programu zabrałem ze sobą Lilkę. Większość tutaj obecnych zdaje sobie sprawę, że to Klaudyna przez długi czas była główną autorką Skomplikowane, ale nie każdy wie, że inspiracją do stworzenia tego miejsca była właśnie nasza córka. Nie mogło jej tam zatem zabraknąć.

Na początku garderoba. Standardowe pudrowanie twarzy – dla Lilki było ogromnym przeżyciem. Oto siedzi w wielkim fotelu przed lustrem otoczonym lampkami, a pani makijażystka ją maluje. Taki mały brzdąc może poczuć się jak gwiazda. Potem już oczekiwanie w kolejce na swoją kolej. Czujesz się trochę jak w fabryce, gdzie w każdej chwili może się coś posypać – realizatorzy, operatorzy, producentka – wszyscy biegają jak szaleni. Każdy element musi być idealnie zgrany w czasie. Standardowe gaszenie pożarów – a to z korespondentami nie można się połączyć, a to kogoś nie słychać…

W tym czasie przygotowujemy się mentalnie.

Tzn. ja i Lila. Córce na szybko przypominam o wszystkich głupich rzeczach, których ma nie robić, a sam powtarzam sobie odpowiedzi na pytania, których, choć troszkę się spodziewam, że mogą paść.
W momencie, kiedy słyszę odliczanie: 5…4…3…2…1… rozumiem, czym jest stres i napięcie. Wszystko to, czego się spodziewałem – momentalnie ulatuje mi z głowy.
Jedno wstępne pytanie – jakoś idzie.
Drugie pytanie – poszło!
Trzecie pytanie – kątem oka widzę, że moja dziewczynka zaczyna chodzić po studiu i coraz śmielej śpiewać – ewidentnie pomylił jej się program z talent show. Rozprasza mnie to na tyle, że w trakcie odpowiedzi… zapominam, jakie było pytanie!
Czwarte pytanie – co rekomenduję do odwiedzenia w Warszawie i ogólnie na Mazowszu. I tutaj mój stres sięga zenitu. Producentka, rozmawiając ze mną chwilę wcześniej, wyraźnie podkreśliła, bym nie robił reklamy miejscom. Cholera! Jak mam wymienić miejsca nie podając nazw?! Gula w gardle wielkości jabłka i w efekcie wymieniłem to, co można zobaczyć na nagraniu. Z tego stresu poleciłem Wild West City. Otóż dementuję, zeżarł mnie stres i palnąłem głupotę.

Chwilę później jest po wszystkim. Czy stałem się gwiazdą? W żadnym wypadku. Czy blog przeżył oblężenie? Gdzie tam. Ludzie nawet nie zdążyli zarejestrować mojej facjaty na antenie. Czy zatem warto było? Jak najbardziej.
To fajne przeżycie. Chciałbym, by każdy mógł chociaż raz wystąpić, bo jest to całkowicie inne doznanie. Docenia się pracę sztabu ludzi, całej tej machiny, by potem siedząc w salonie nie złorzeczyć na ich drobne potknięcia. A Lilka? Chodzi już drugi dzień i opowiada, jak to: wystąpiła w telewizji i śpiewała!

Jeżeli chcecie zobaczyć nasz występ – wystarczy, że klikniecie tutaj (od 00:38:50).

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.