Thassos – czy z małym dzieckiem warto jechać za granicę?

thassos

Jeśli niedawno zostałeś rodzicem i zastanawiasz się, czy wakacje spędzić na egzotycznej wyspie, czy czekać aż dziecko przekroczy „magiczny punkt wiekowy” i kolejne lata spędzać na Mazurach – ten tekst jest dla ciebie.

Nie jesteśmy typem rodziców z dylematem: „czy warto zabrać” gdzieś dziecko, a „gdzie je zabrać”. Zamiast więc chronić nasze 3-dniowe maleństwo przed światem i werandować je w mieszkaniu przy temperaturze dochodzącej do 30 stopni – pojechaliśmy sobie na działkę. W rezultacie i tak jej było wszystko jedno, bo większość tygodniowego wyjazdu przespała w wózku.

Rocznej Lilki nie miałam oporów zabrać w góry, a wyjazd nad morze stanowił tylko kolejny punkt na liście.
– Co? Na Thassos? To co, już nad polskie morze nie możecie jechać? – tak wyglądały niektóre reakcje na wiadomość, że porywamy córkę do Grecji. Skłamałabym bardzo, jeśli napisałabym, że to niewypowiedziane myśli większości. Tylko ułamek ludzi uznał nas za wariatów i szajbusów nieliczących się z dzieckiem, tłumy zaś wyraziły aprobatę słowami: „Prawidłowo! Przynajmniej macie gwarantowaną ładną pogodę i czyste plaże!” Cudownie było przyznać im rację!

Jak załatwić formalności?

Jeśli chcesz zabrać dziecko poza granice Polski – musisz wyrobić mu dowód albo paszport. W sieci znajdziesz mnóstwo podpowiedzi – co należy zrobić, punkt po punkcie. To, co dla ciebie najważniejsze – nic nie załatwisz bez obecności drugiego rodzica, no, chyba że jest pozbawiony praw rodzicielskich. Nowe prawo wprowadzono po tym, jak wielu rodziców „porywało” swoje dzieci za granice kraju.
Jeśli wyrabiasz dziecku dowód – upewnij się, że samolot nie ma międzylądowania w kraju nienależącym do UE, w którym obowiązuje nowa odprawa do drugiego samolotu. Oczywiście nie ma problemu, jeśli samolot zatrzymał się na tankowanie i dalej lecisz tym samym.

Jak przetrwać lot samolotem?

Jako niedoświadczeni rodzice – najbardziej przeżywaliśmy lot. Naczytaliśmy się głupot w internecie, że dzieci płaczą, bo bolą je uszy, boją się i wyprawiają inne straszne rzeczy jak np. „wyjąca oda do pasażerów” samolotu. Nic takiego nie miało miejsca.
O 3.00 w nocy obudziliśmy przejętą Lilkę. Nie płakała, wiedziała, że czeka ją coś niezwykłego. Przed odprawą dostała mobilne śniadanie w postaci serka i owoców, pojeździła ruchomą kładką na lotnisku i grzecznie wsiadła do samolotu. Po kilku minutach gapienia się w niebo…

thassos

…odpłynęła do krainy snów.
Na pokład warto zabrać jedzenie dla maluszka. Dla starszych dzieci oprócz mleka przydadzą się (niepłynne – z jogurtami może być problem przy odprawie!) przekąski – winogrona, banany, wszystko – co nasze dziecko chętnie je i jest w miarę „czyste”. Pamiętajcie, że do dwóch lat dzieci siedzą na kolanach rodziców, a chyba żaden rodzic nie chce wyglądać, jakby zapomniał wrzucić ubrań do pralki. By zaciekawić małego pasażera, warto zakupić mu kilka nowych zabawek, którymi będzie mógł się zająć podczas podróży.

Rejs statkiem

Wycieczka na Thassos, nie kończyła się na lotnisku. Autokarem dojechaliśmy do portu w Keramoti i przepłynęliśmy do Limenas. Lilka ochoczo wzięła się za zwiedzanie statku, na szczęście nie wykazując żadnych oznak choroby morskiej. Okazało się, że tutejsze mewy są uzależnione od wszelkich ciasteczek, herbatniczków i innych smakołyków. Spokojnie można karmić je z ręki.

thassos

thassos

thassos

Czy z dzieckiem da się zwiedzać?

Prawda jest taka, że wszystko zależy od charakteru naszego egzemplarza. My zorganizowaliśmy sobie harmonogram, którego staraliśmy się trzymać.
Rano jedliśmy hotelowe śniadanie i pędziliśmy „na autobus”. Pierwszego dnia staliśmy jak ćwoki na poboczu – licząc, że się ktoś zatrzyma. Okazało się, że autobusy to tak naprawdę autokary prowadzone przez roztrzepanych Greków. Kierowcy na Thassos ani razu nie przyjechali zgodnie z rozkładem, co nie jest niczym dziwnym w Grecji. Zegarek na ręku jest tylko elementem garderoby, a nie pochłaniaczem czasu. Za szybko przyszedłeś na przystanek? To teraz czekaj!

thassos
 Kiedy w końcu litował się nad nami tutejszy mieszkaniec bądź ktoś przyjechał – zwiedzaliśmy, ile się dało. Tyle, ile Lilka wytrzymała – woziliśmy ją w wózku, jednocześnie odwiedzając lokalne muzea, miasteczka i ruiny. Często robiliśmy przystanki, by mogła chodzić sama.
W wózku mieliśmy przygotowany prowiant „na wszelki wypadek” – znowu – jogurty, owoce, wodę, ciasteczka. Kiedy łapał nas większy głód – szliśmy do sprawdzonej tawerny i po prostu zamawialiśmy obiad. Przeważnie wtedy Lilka spała, więc jedliśmy bez pośpiechu, zostawiając jej niewielką porcję, zebraną z naszych talerzy. Relaks. Po prostu relaks.

thassosthassosTam gdzie podróż autobusem zajęłaby zbyt dużo czasu – poruszaliśmy się wynajętym samochodem. Do godziny 14 pojawialiśmy się na plaży i tam Lilka miała czas dla siebie, piasku i swojej łopatki, którą nosiła przy sobie przez bite 2 tygodnie. Kiedy się znudziła – wracaliśmy do hotelu, gdzie jedno z nas urzędowało w basenie, a drugie pilnowało dziecka. W ten sposób zwiedziliśmy całą wyspę, nie będąc uzależnionym od biura podróży i ścisłych godzin zwiedzania.

Czy coś nas zaskoczyło na Thassos?

Wybierając hotel, kierowaliśmy się przede wszystkim wygodą. Wybraliśmy punkt z placem zabaw, który okazał się totalną porażką, gdyż był kompletnie nieprzystosowany dla dzieci. Zachłysnęliśmy się tym, co mówił do nas sprzedawca i nie sprawdzaliśmy informacji o tym miejscu na własną rękę.
Hotel znajdował się około 10 km od miasteczka Limenas, więc wszelkie podróże na piechotę odpadały. Raz się skusiliśmy i spacerowaliśmy 3 godziny w 40-stopniowym upale, do sklepu po pieluchy, ponieważ okazało się, że lokalne sklepiki nie mają gadżetów dla dzieci. Warto mieć w pogotowiu podstawowe wyposażenie dla dziecka, zanim się zorientujemy, gdzie można kupić konkretne rzeczy.

thassos
thassos

thassos

Odpowiadając na pytanie zawarte w temacie notki – jeśli mamy możliwości, nie warto się zastanawiać, tylko od razu pakować walizki. Dzieci z natury są ciekawskie i otwarte na niespodzianki, przed którymi stawia je świat. Jest wiele osób, które podróżują z dziećmi i nie karzą im czekać do magicznej bariery przekroczenia „iluś tam” lat. Co z tego, że niewiele zapamięta z wycieczki – ma całe życie, by wrócić tam na własną rękę!

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.