Strona główna » Współczuję sprzedawcom – byłem jednym z nich
typy klientów

Współczuję sprzedawcom – byłem jednym z nich

Okres świąteczny to czas żniw dla firm. Jest to także prawdziwa szkoła przetrwania dla sprzedawców, którzy podczas gorączki świątecznej przeżywają piekło. Szczerze im współczuję, bo swego czasu byłem jednym z nich. I też musiałem pracować w okresie narodowego zakupoholizmu.

W swojej karierze zdarzało mi się pracować zarówno w sklepie komputerowym, jak i… obuwniczym. Dwa przeciwległe światy połączył jeden wspólny mianownik. Klient. A uwierzcie mi – szczególnie ten świąteczny potrafi być piekielny.

Typy klientów:

Szarpacz

Szarpacz to człowiek, który ustawia się pod drzwiami wejściowymi na 5-10 minut przed otwarciem sklepu i ciągnie za nie. Często głośno wzdycha i teatralnie wymachuje rękami, pokazując na migi zegarek. Kiedy krata podjedzie do góry lub przekręci się zamek – bez ceregieli rozpoczyna swój atak:
– Tak traktujecie klienta?! Przecież widzieliście, że stoję, nie można otworzyć chwilę wcześniej? Korona z głowy, by wam nie spadła!
– Pan powinien mieć koszulkę: „praca mnie męczy”!

Istnieje także łagodniejsza odmiana:
– Tak, tak! Wiem, że jeszcze zamknięte, ale ja tylko po JEDNĄ rzecz!

Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że pracownicy dzień rozpoczynają od przeliczenia gotówki, papierkowej roboty i ewentualnej kawy, na którą później nie będą mieć czasu. Zwłaszcza w dużych galeriach. W przypadku firmy z częściami komputerowymi – system sprzedaży uruchamiał się w wybranych godzinach i nie było szans na sprzedaż poza oknem czasowym. Jednak według szarpacza, to ty jesteś odpowiedzialny za rychły upadek firmy. Taki złośliwy pracownik to wstyd!

Nocny marek

Podobny do szarpacza, ale przychodzi przed samym zamknięciem. Jeśli pracujesz do 22:00, to przyjdzie o 21:59. Nie wolno pokazać mu, że się irytujesz, bo zacznie ci prawić morały („no przecież na drzwiach jest kartka, że otwarte jest do 22:00!”). Albo co gorsza – będzie siedział tak długo, jak tylko się da. Ty nie możesz mu nic powiedzieć, a on ma z tego niezły ubaw. Bo przecież:

Klient nasz pan!

Najgorszy z możliwych. Gwiazda przekonana, że wszyscy oprócz niego to plebs. Traktuje cię z góry i nawet nie próbuje być miły – sądząc, że nawet mycie podłóg jest powyżej twoich kwalifikacji. To nic, że studiujesz i zarabiasz na siebie. Jesteś zerem. Jeśli za wolno wykonujesz polecenia, czegoś nie wiesz lub – co gorsza – się zbuntujesz, straszy cię magicznym:
– Pan sobie nie zdaje sprawy, kim jestem! Ja Pana zniszczę!

Matka Teresa

Przeciwieństwo gwiazdora. Przychodzi w dni, kiedy wszyscy cieszą się dniem wolnym np. wigilią. Ten typek irytuje tym, że jest przesadnie miły. Jeśli przez cały dzień obsłużysz około 30 klientów, możesz być pewien, że 28 z nich ze współczuciem wspomni:
– Och, jak ja Panu współczuję! Pracować w święta to musi być MA-SA-KRA! Pewnie odlicza Pan minuty, kiedy będzie mógł Pan już iść do domku, co?

Fajnie, że ktoś się z nami sprzedawcami jednoczy, ale to prawie jak współczuć powodzianom – wlewając im do mieszkania kolejne wiadra wody. Jeśli ktoś serio współczuje – powinien siedzieć w domu, zamiast biegać po galeriach. Nie wierzę, że taki typ przychodzi do sklepu tylko po to, by okazać, jak bardzo jest mu nas szkoda.

Ja tylko paczam

Typowy. W pół godziny potrafi przymierzyć większość tego, co masz na stanie, robiąc przy tym taki burdel, że masz zajęcie do końca zmiany. Często przejawia cechy nocnego marka. W pamięci na zawsze pozostanie mi para klientów, którzy wpadli do sklepu o 21:55, już od progu oznajmiając:
– Pan sobie nie przeszkadza! My przyszliśmy tylko pooglądać, bo trochę nam się nudzi, a seans w kinie zaczyna nam się dopiero za pół godziny.

Wyprosić takich nie można, ale istnieje „aluzja”. Zamyka się szafki, przygasza światło, uchyla kratę. Niestety na tę dwójkę to nie podziałało i po 20 minutach radosnego zwiedzania, stwierdzili:
– Przepraszam, ale mógłby Pan jeszcze na chwilę zapalić lampy? Bo żona ma ochotę przymierzyć WŁAŚNIE TE buty.

No pewnie, że można. A co tam.

Reklamator

Kupiłeś coś, co się rozsypało jeszcze w drodze do domu? Masz prawo do reklamacji – nikt ci tego nie odmawia, zwłaszcza pracownik, który nie chce tłumaczyć się za chłam, który sprzedaje. To nie jego wina, że firma zamówiła jakiś badziew.  Zdarzają się jednak ludzie, którzy reklamują wszystko.

Do najciekawszych przykładów należy pani, która wpadła do sklepu – od progu krzycząc, że ją podle oszukano, okradziono i naciągnięto. Po dłuższej próbie wyjaśnienia sprawy udało się ustalić fakty:
1. Pani przyszła zareklamować buty.
2. Bo już są brzydkie.
3. Kupiła je w innej galerii.
4. Co prawda nie w naszej sieci, ale przecież mamy je w ofercie, więc w czym problem?

Handlowiec

Twoja konkurencja, almanach handlu. Powinieneś mu dać rabat za sam fakt, że tu przyszedł. Jeśli masz promocję, powie, że przyklejacie metki, a cena jest sztucznie zaniżona. Nic nie kupi, nie jest to stały klient, ale w niczym mu to nie przeszkadza. Potrafi wykłócać się o rabat, nawet przy zakupach mających relatywnie niskie kwoty.
Kable za 20 zł?
Rabat!
Czytnik za 30 zł?
Upust!
Kiedy mu odmawiasz, zaczyna personalne wycieczki:
– Pan to jednak chciwus jest!
– Klientowi wcześniej dał pan upust! (oj tam, oj tam – płacił tylko 6000zł gotówką).
– Chce mnie pan oszukać!

Wszystkie typy klientów zdarzają się przez cały rok. Okres świąt jest jednak szczególny, ponieważ zwiększa się ich ilość i występowanie w jednym czasie. Do tego – tłumy, szał zakupów, stres – dają się we znaki wszystkim. Dlatego dbajcie o sprzedawców. Nie odkładajcie zakupów na ostatnią chwilę albo przynajmniej nie uprzykrzajcie im życia. Przy odrobinie sympatii – to właśnie oni szepną ci do ucha, że polecany sprzęt został uznany za firmowy bubel roku, a ryba – którą chcesz kupić, jest niekoniecznie świeża. No, chyba że frajdę sprawia ci gnębienie ludzi – idź do sklepu z reklamacją w wigilię, przed samiutkim zamknięciem. Potruj im trochę o tym, jacy są biedni – kiedy w końcu wyjdziesz, każdy pracownik uzna to za cud.

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

Bądź na bieżąco! Polub nas!