Kupiłem dziecku tablet i nie jest mi z tego powodu głupio

tablet dla dziecka

I wbrew obiegowej opinii – świata nie ogarnęła zagłada, ona nie biega z nożem po mieście i ciągle nie zamieniła się w bezmyślne zombie.

Temat: czy dawać dziecku tablet/telefon jest stary, z brodą i ciągnie się po sieci niczym rzeka. Każda ze stron ma swoje racje, których nie sposób pokonać argumentami.

Dlatego też ten tekst jest kierowany do rodziców, którzy się wahają. Nie mam zamiaru was przekonywać, jak powinniście postąpić – ani ze mnie żaden autorytet, ani tym bardziej sam nie posłuchałbym jakiegoś blogera, który mnie na oczy nie widział, a mówi mi, jak mam wychować własne dziecko.

Akt 1 – Na początku był chaos.

Komu pojawił się mały brzdąc w domu, ten wie, że spokoju nie zazna przez najbliższą… dekadę? Dziecko potrafi w ciągu dnia przejść przez mieszkanie niczym tornado po wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych – pozostawiając za sobą zniszczenie, bałagan i umęczonych rodziców.

Tak, przyznaje – pierwszy raz dałem córce tablet tylko i wyłącznie po to, by mieć święty spokój, a żona mogła chociaż raz dziennie wypić kawę.
Całą.
I do tego jeszcze ciepłą.
Czy miałem wyrzuty sumienia? Jak cholera. W końcu nie ma nic bardziej destrukcyjnego dla dziecka niż tępe oglądanie ruchomych obrazków, prawda?

Dlatego do tematu podszedłem trochę inaczej. Przede wszystkim – starannie wybrałem to, do czego mała miała dostęp. Bajki wybrałem z Klaudyną, wcześniej sumiennie je oglądając. Nie chciałem, by oglądała Toma i Jerry’ego, chociaż sam go uwielbiałem. No i spodziewałem się, iż dwuletnie dzieci nie mają poczucia czasu – więc sam pilnowałem i dozowałem dziecku dostęp do urządzenia.  W końcu to miała być nowa forma rozrywki, a nie sposób na wychowanie. Prawda?

Akt 2 – Wielka tragedia

Któregoś razu stała się rzecz straszna. Lilka upuściła tablet, który natychmiast pokrył się pajęczynką. Łzom nie było końca, ponieważ chcąc nie chcąc – została bez bajek, a swoich telefonów jej nie dajemy.
Kiedy trafiła się okazja – kupiliśmy jej nowy tablet. Dba o niego dużo bardziej, po skończonej zabawie odkłada go na półkę i jest bardzo ostrożna w przemieszczaniu się z nim.

Trochę przez nieuwagę, zapomnieliśmy ustawić bajki, które może oglądać. Kiedy po tygodniu chcieliśmy ustawić blokadę i przejrzeliśmy historię oglądanych filmów na YouTube, okazało się, że oprócz typowych dziecięcych bajek odpowiednich dla jej wieku (świnka Peppa, Kot Prot, Świat Małego Ludwiczka, Marta mówi), Lila przede wszystkim ogląda… kanały cukiernicze.

Córka od maleńkiego garnęła się do pomocy w kuchni. Już mając roczek, dostawała podczas wspólnego gotowania tłuczek – i normalnie starała się tłuc kotlety, rozbijać jajka, czy robić sałatki. W efekcie zawsze, kiedy ktokolwiek z nas wchodzi do kuchni, w progu pojawia się Lilka z pytaniem: Mamo, tato, mogę wam w czymś pomóc?

I to jest naturalne. Ale żeby ciasta? Lizaki?
U nas zwykle kupuje się słodycze, niż je robi – dlatego byliśmy nieco zaskoczeni naszym odkryciem.

Zapytaliśmy wprost: Lilka, chciałabyś nam pomóc upiec ciasto?

Odpowiedź była oczywista. Mała przybiegła, wyrecytowała nam z pamięci przepis na biszkopt, listę składników i kazała nastawić piekarnik na odpowiednią temperaturę.
Oczywiste jest, że dziecko niespełna 5-letnie nie ma jeszcze w pełni sprawności manualnej, by ze wszystkim sobie poradzić, ale nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że 80% prac wykonała sama. Nasza rola ograniczyła się jedynie do pomocy przy miksowaniu oraz wszelkich czynnościach związanych z obsługą piekarnika.

tablet dla dzieckaDziś to Lilka wyszukuje coraz ciekawsze inspiracje i przychodzi do nas z pomysłami, co moglibyśmy razem zrobić. Mamy swoją „słodką niedzielę”, gdzie razem pieczemy i gotujemy. Do tej pory robiliśmy już ciasta, ciastka, ciepłe lody, lizaki i wiele, wiele więcej.

Odpowiem wam jeszcze na kilka wątpliwości, które zapewne wam się cisną na usta.

Po jakimś czasie przestaliśmy zwracać uwagę na, to kiedy Lilka korzysta z internetu. To dlatego, że jest nauczona, że jest to tylko kolejna forma rozrywki. Mając tablet pod ręką – nie jest on dla niej niczym zakazany owoc, gdzie jak go w końcu „dorwie” to spędza przy nim cały dzień. Średni czas rozrywki to około 40 minut, po czym wraca do swoich zabawek albo ciągnie nas do wspólnej zabawy.
Czasem jej interakcja z urządzeniem ogranicza się do włączenia muzyki – przy której tańczy, bawi się, a nawet sprząta.

Największą zaletą urządzenia jest to, że wiemy, co ona ogląda i jakie treści ją interesują. Razem z mądrymi animacjami odkrywa świat, ciekawi ją otaczająca przyroda oraz prawa nią rządzone. Aplikacje służą nauce cyferek, literek, czasem rozrywce. Wszystko dzieje się za naszą wiedzą.
To fascynujące w jak szybkim tempie przyswaja praktyczną i teoretyczną wiedzę, którą wykorzystuje na co dzień.

Dlaczego tak się dzieje? Bo przede wszystkim tablet nie jest jej jedyną rozrywką. Wypełniamy jej czas, jeżdżąc z nią po fajnych miejscach w Polsce – chodząc wspólnie do teatru, kina, zoo, na plac zabaw czy choćby do restauracji. Uczy się życia od nas i obserwując nas, a my zdajemy sobie sprawę, że nie wiemy wszystkiego – dlatego na niektóre jej złożone pytania, po prostu pokazujemy jej mądre filmiki, które wyjaśniają jej problem w przystępny sposób.

Kiedy przyszła z pytaniem: mama, a jak żyły księżniczki? – zabraliśmy ją do Wilanowa, oprowadzając po muzeum i pokazując na rzeczywistych przykładach. Ogrom dinozaurów zobaczyła w Parku Jurajskim, ale ewolucję człowieka obejrzała już na tablecie. Angażujemy ją w nasze życie codzienne i staramy się, by wiedzę o świecie czerpała ze wspólnie spędzonego czasu poza domem. W tym kontekście nawet godzina spędzona przed ekranem tabletu jest tylko innym odpoczynkiem od intensywnego czasu spędzonego z rodzicami.

Byłbym ostatnią osobą, która by jej tę zabawkę zabrała.

Często bawią mnie moi rówieśnicy, którzy na dźwięk słowa „tablet” reagują, jakby usłyszeli co najmniej słowo „penis”. Coś strasznego, zakazanego, najlepiej wepchnąć w tabu i o tym nie mówić.

Kiedy my byliśmy mali, nie było tabletów – częsty argument moich dzieciatych rówieśników. No trudno się z nimi nie zgodzić, tym bardziej że komórek wtedy też nie było. Jednak nie pamięta wół, jak cielęciem był. Spędzaliśmy całe poranki, oglądając Super Świnkę (z tych „bezpieczniejszych” bajek) czy też cały pakiet anime z krwawą i brutalną Tygrysią Maską na czele.
To była nasza forma zabawy i jak sobie przypomnę – spędzałem na niej o wiele więcej czasu niż moja córka ze swoim tabletem.
I jak na razie nie przyszło mi do głowy kogoś udusić, zatłuc czy okraść. Nie bądźmy zatem świętsi od papieża. Skoro my mogliśmy wyrosnąć na porządnych ludzi – to, czemu nasze dzieci nie mogą?

Fot. Pixabay/tubarelli0/CC

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.

  • Obserwator

    Moja corka tez dostaje tablet do zabawy, a poza tym: sa zbiorki zuchow, trening judo, zajecia z tanca i angielski. Czesto robimy wypady rowerowe i spedzamy czas razem, po prostu sie razem obijajac. I jest dobrze:)

    • Dokładnie! Tablet jako jedną z form spędzania wolngo czasu. Ale nie najważniejszą!

  • Łukasz Domański

    Ze wszystkim się zgadzam i popieram.
    Ja pozwalam małej na bajki stanowczo za często. Pracuję nad tym, ostatnio się poprawiłem, ale wciąż bywa, że pokusa kilku spokojnych minut jest zbyt silna…

    • Och, gdybyśmy byli idealni to świat byłby piękny 🙂
      Nie oszukujmy się. Każdy szuka choć paru minut spokoju. Póki tablet nie jest tą główną metodą na jego znajdowanie to wg mnie jest ok 🙂

  • TG

    Polecam zainstalowac YouTubeKids, niestety niema go na Google Store trzeba sie posiłkowac w formie apk,