Skąd wziąć motywację do diety? Moje sposoby.

motywacja do diety

Niedawno zaczęłaś dietę, ale masz wrażenie, że brakuje ci motywacji, aby w niej wytrwać? Dzięki miejscom, które sama regularnie odwiedzam – poczujesz nową siłę.

Moment, od którego zaczynamy się odchudzać – jest raczej dość nagły. Oto wymyślamy sobie, że od poniedziałku zaczniemy jeść fit, na naszych instagramach już nigdy nie zagości tag #nodiet, a słodkości będziemy oglądać co najwyżej na reklamach. Szczęśliwe, ważymy się kilka razy dziennie przez siedem dni w tygodniu i z wyższością spoglądamy na koleżankę jedzącą lukrowaną drożdżówkę. Prędzej czy później przychodzi jednak moment załamania. Czasem trwa to tydzień, innym razem miesiąc – sałata z sałatą nie smakuje już tak samo, a sernik z imienin babci pachnie niczym rajskie ciastko. Jeden grzeszek, drugi, trzeci… Siada nam motywacja do diety. Gdzie ją znaleźć?

Skąd wziąć jadłospis?

Kolega dostał dietę. Dietę od dietetyka – opłaconą i opracowaną indywidualnie. Wytrzymał na niej dwa tygodnie, z przerwą na kebaba, bo nie mógł znieść szarego żarcia, po którym i tak był głodny. Jeśli i ty masz taki problem ze swoim dietetykiem albo dieta kojarzy ci się z marchewką, kapuśniakiem i 1000 kalorii – zajrzyj na bloga Qchenne Inspiracje, prowadzonego przez Małgorzatę Lenartowicz. Całkowicie zmienisz postrzeganie o zdrowym żywieniu, zaczniesz jeść 5 kolorowych posiłków dziennie i co chwila będziesz słyszała, że ktoś tam jest na diecie, a je o połowę mniej niż ty i czy na pewno wszystko robisz dobrze. Nie przejmuj się tym – i tak schudniesz. Może wolniej, ale za to cera będzie promienna, skończą się problemy z porannym wstawaniem i z głodzeniem się. Na stronie znajdziesz przykładowe, gotowe jadłospisy na CAŁY rok. Możesz też wykupić indywidualną dietę. Ja wracam tu zawsze, kiedy czuję, że czas na zmiany.

Skorzystaj z liderów opinii i grup wsparcia

Klaudia Szczęsna była kiedyś zwyczajną kobietą i matką trójki dzieci. Pewnego dnia postanowiła jednak zamienić swój tłuszczyk w mięśnie i pokazać miesiące ćwiczeń światu, stając się świetną inspiracją do ćwiczeń dla innych dziewczyn. Na swoim profilu udowadnia, że ty też możesz tak wyglądać, jedyne co musisz zrobić to ogarnąć się i zacząć w końcu ćwiczyć. Klaudia wrzuca dużo filmików z treningami, więc jedyne co cię hamuje to twój wewnętrzny leń.

A jeśli już o tym rozmawiamy – na pewno słyszałaś o Ewie Chodakowskiej. Można ją lubić lub nie, ale trzeba przyznać, że motywuje tysiące Polek do życia w ruchu. Nawet jeśli nie lubisz ćwiczyć – warto dodać sobie jej fanpage do obserwowanych. Znajdziesz tu różne wyzwania np. miesiąc bez cukru, bez soli itd. Możesz też liczyć na codzienne posty, które zmotywują cię do podjęcia walki o swoje ciało.

Na blogu Marty HenningCodziennie fit – znajdziesz wskazówki jak ćwiczyć. Marta jest trenerem personalnym i zaraża motywacją.

Jeśli zdarzy się, że masz doła, a nie masz za bardzo z kim pogadać o swoich wpadkach żywieniowych – skorzystaj z grupy #OgarniamyKilogramy na Facebooku. Projekt powstał ze wspólnej inicjatywy blogerki plus size Ewy Zakrzewskiej i Magdy Mirkowicz lubującej się w designie. Razem stworzyły grupę na Facebooku, gdzie możesz się wyżalić, czy wspólnie jarać się swoimi sukcesami, motywując tym samym innych. Mnóstwo kobiet wrzuca tam zdjęcia ze swoich przemian, dzieli się celami, osiągnięciami i różnymi wskazówkami. Nie jesteś sama! Ba – na grupie jest ponad tysiąc kobiet w podobnej lub gorszej sytuacji od ciebie.

Książki i programy, które zmienią perspektywę

Czytacie etykiety? Ja od dłuższego czasu tak, kiedy pewnego razu poszłam kupić pieprz cytrynowy. Na pierwszym miejscu składu… sól. Ostatnio – chcąc kupić przyprawę do piernika, zerkam na skład a tam… mąka. No sorry panie, ale po co płacić za coś, co i tak mam w domu? Jeśli nie wiesz, dlaczego warto czytać etykiety, obejrzyj sobie archiwalne programy TVN-u „Wiem, co jem” i „Wiem, co jem i wiem, co kupuję.” Może okazać się, że masło w twojej lodówce wcale nie jest masłem, a ty wcale nie tyjesz z powietrza…

Książką, po którą warto sięgnąć – jest „Cukier, sól i tłuszcz. Jak uzależniają nas koncerny spożywcze” Michael Moss. Dowiesz się z niej, dlaczego Pepsi i Coca-Coli „wojna” jest na rękę, dlaczego zjadamy całą paczkę chipsów, jak cukier, sól i tłuszcz oddziałują na mózg i dlaczego duże koncerny z nich szybko nie zrezygnują. Znasz rzekomą mapę smaków?

motywacja do diety

1.gorzki 2.kwaśny 3.słony 4.słodki

Z tej książki dowiesz się, że jest od dawna nieaktualna, a wnętrze jamy ustnej wraz z podniebieniem reaguje na słodycz jak szalone. Słodkie „nagradza” organizm, o czym wie chyba każdy, kto odkrył w mieszkaniu czekoladę w środku nocy. Mnóstwo ciekawostek, faktów, wyników z doświadczeń, dlaczego koncerny tak, a nie inaczej reklamują swoje produkty, jakie sztuczki stosują i dlaczego w składzie długo  nie będą miały nic dobrego. Książka trochę obrzydza, ale i uczy, po jej przeczytaniu inaczej będziesz patrzyła na kolorowe towary wyłożone na sklepowych półkach.

Aplikacje do wyznaczania dziennych celów

Blogi czy książka nie zawsze mogą nam towarzyszyć, a zwątpienie potrafi dopaść nas w najmniej oczywistych miejscach. Przyznaj się – ile razy zapomniałaś o diecie, bo akurat przechodziłaś obok piekarni, skąd unosił się zapach świeżo wypiekanych bułeczek, pączków czy precelków…

Tak, też tak mam dlatego – ratuję się motywującymi aplikacjami w telefonie. Przecież ten towarzyszy nam praktycznie cały czas i aż chce się go wykorzystywać do ustalania dziennych celów!
O wielu aplikacjach już zapewne słyszałaś – Endomodo, Runkeeper czy inne tzw. sport trackery. To prawdziwe kombajny, które potrafią monitorować wszystko.

Są też dwie aplikacje trochę mniej popularne, które są prostsze w użyciu i bardzo pomagają. Pierwsza to Google Fit. To oficjalna aplikacja od Google’a, która raz uruchomiona działa sobie cały czas w tle. Na początku ustalasz tylko swoją płeć, wagę oraz wzrost, a także dzienny cel aktywności fizycznej np. 20 000 kroków. I o niczym innym już nie musisz pamiętać.
Warto do niej zajrzeć raz na jakiś czas w ciągu dnia, by podpatrzeć – jak nam idzie i ewentualnie – krótkim spacerem podciągnąć wynik.

motywacja do diety

Kiedy zaliczysz dzienny cel, dostajesz powiadomienie na komórkę. Możesz też popatrzeć, jak wygląda twój ruch w skali tygodnia czy miesiąca.

Drugą wartą uwagi aplikacją jest HabitBull. Wyznaczasz w niej sobie cele z dowolnego (nie tylko dietetycznego!) obszaru. Chcesz się regularnie uczyć, uprawiać fitness, medytować czy pić wodę?
Wystarczy, że ją zainstalujesz i wymyślisz sobie dzienny cel. Każdego dnia odhaczasz sobie, którego z danych postanowień dotrzymałaś. W zamian dostajesz achivmenty (osiągnięcia) oraz wykres na kalendarzu gdzie czarno na białym widać, kiedy się poddałaś, a kiedy byłaś twarda.

motywacja do diety

Aplikacja jest po angielsku, ale jest tak prosta w obsłudze, że nawet laik sobie bez problemu poradzi.

Silna wola nie jest moją mocną stroną – ze stron i aplikacji, które podałam – sama regularnie korzystam, aby się zmobilizować. Przeważnie pomaga, a nawet jak mam kryzys – wiem, gdzie wrócić, by rozpocząć nowy dzień z „czystą kartą”. Kobiet, które zaczynają dietę z pierwszym stycznia – jest miliony, tych – które się „łamią” do jego końca – pewnie nie dużo mniej. Jeśli czujesz się sama ze „swoim nowym, zdrowszym ja” – zajrzyj tu i naładuj akumulator. Przecież nie szukasz wymówek, tylko motywacji, prawda?

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.