Koniec wakacji… I co dalej?

Z pierwszym września jest trochę jak z pierwszym stycznia. Autobusy na maksa wypełnione młodymi ludźmi w garniturach, niekoniecznie ochoczo jadących na uczelnie, ale mających nadzieję, że ten rok nie będzie taki zły – w końcu zaczyna się od „czystej kartki”. Dla mnie również wakacje się skończyły i chociaż nigdzie w tym roku nie wyjechałem – od czerwca ustalałem cele i teraz jestem gotów do ich realizacji.

Wiem, że dziwnie to wygląda w kontekście naszego bloga – ale podróżowanie też potrafi zmęczyć. Ok – może nie samo zwiedzanie nowych miejsc, ale ich opisywanie w przyjazny dla czytelnika sposób. Żebyście wiedzieli ile materiału leży teraz na dysku mojego kompa, czekając na natchnienie! Restauracje, puby, parki… masa tego.

Na dodatek przeprowadziliśmy remont kuchni, Klaudyna znalazła pracę, ja byłem w trakcie 3 miesięcznego wypowiedzenia, a nasza córka chcąc nie chcąc – musiała przejść proces oswajania się z grupą zaprzyjaźnionych ze sobą dzieci w przedszkolu. W skrócie – wywróciliśmy swoje życie do góry nogami.
Urlop od bloga wyszedł trochę nieplanowany, ale na pewno z korzyścią dla wszystkich. Musieliśmy zaczerpnąć oddechu, złapać dystans i uświadomić sobie, że… wcale nie trzeba nigdzie wyjeżdżać żeby też się świetnie bawić.

Podczas tych 3 miesięcy nie mieliśmy urlopu, ani nie dysponowaliśmy dniami wolnymi oprócz weekendów (i to też nie wszystkich). Zestawiając zeszły rok, gdzie zwiedziliśmy prawie całe Mazowsze – wypadamy blado. Przeciągnięty remont wypłukał nas finansowo, więc znajdowaliśmy wolne chwile tam gdzie ich prawie nie było i namiętnie korzystaliśmy z darmowych atrakcji.

Pamiętacie nasz artykuł o rowerach?  Podczas tego sezonu  wykorzystaliśmy je wielokrotnie bardziej, niż przez cały ubiegły rok. Kilka tysięcy kilometrów własnymi siłami, jednorazowe trasy na długości po 90 km dały nam kopa motywacyjnego, oszczędność na paliwie i satysfakcję. Namiętnie wykorzystywaliśmy znane wam już miejsca, zapomnianą kartę Multisporta i pobliskie kąpieliska aby wyrwać się trochę z „miasta”. Zamiast gofrów nad morzem, kupiliśmy sobie gofrownicę i pochłanialiśmy je na tarasie z widokiem na mieszkanie sąsiada. Może nie były tak kaloryczne, ale na pewno zdrowsze.

Bogatsi o nowe doświadczenie, na nowo odkryliśmy pojęcie czasu wolnego. Wyłuskujemy z pracowitego dnia to co nam zostaje, nie zawsze aktywnie, ale na pewno świadomiej i bardziej rodzinnie. Zdjęliśmy z siebie konieczność wypoczywania w wakacje, a nie np na jesieni. Kto powiedział, że trzeba czekać do lata aby naładować akumulatory? Dopiero teraz tłumy się rozluźniły, nie trzeba stać w gigantycznych kolejkach i można skorzystać z uroków miasteczek nie zalewając się potem. I chociaż słabą puentą wydaje się stwierdzenie, że nie mamy niesamowitych zdjęć z zapierającymi dech w piersi widokami… – czujemy się wypoczęci i zrelaksowani. Zmieniliśmy środowisko, pracę zostawiamy w pracy, a blog został naszym hobby a nie motorem do ruszenia się z kanapy.

Co i rusz na naszego „pustego” bloga wpadał komentarz o podobnej treści:

„Dziękujemy za poradę, skorzystaliśmy i jesteśmy zachwyceni widokami z kościoła św. Anny… zaoszczędziliśmy też pieniądze i czas (kolejka do kasy w PKiN).”

Nasza skrzynka zapełniała się mailami dlaczego nie piszemy i żebyśmy do was wrócili. Fantastycznie jest mieć świadomość, że blog wam się przydaje. Nawet jeśli jesteś tu z całkowitego przypadku, cieszę się że nas odwiedziłeś i mam nadzieję, że znalazłeś to czego szukałeś. Pełen pozytywnej energii, chciałbym cie zainspirować przez kolejne jesienno-zimowe miesiące i udowodnić ci, że w naszej szarej Polsce, też można się świetnie bawić. 🙂


Foto: Mural Chopinowski przy ul. Tamka.

O autorze

Filip Turczyński

Fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie nie pogardzi dobrą grą. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Lubi pyzy i kotlety mielone.