Czterolatek na nartach. Czy to ma sens?

czterolatek na nartach

Zastanawiałeś się, od kiedy uczyć dziecko jazdy na nartach? Zabraliśmy Lilkę na ferie, kiedy miała 3.5 roku i powtórzyliśmy naukę na nartach rok później. Czy jest sens ciągać takiego malucha w góry?

Pamiętam, jak zbliżał się dzień mojej pierwszej komunii, a rodzina badawczo wypytywała, co chcę dostać z tej okazji. Na topie były wtedy górale, zegarki Casio i… rolki. Marzyłam o tych ostatnich. Jak na tamte czasy był to dość drogi i trudno dostępy sprzęt. Na dodatek – na moim osiedlu praktycznie nie było chodników i rodzice bali się, że będę wyjeżdżać na drogę. Nie myślałam jednak w ten typowy dla dorosłych sposób. Miałam wtedy osiem lat i strasznie cieszyłam się na myśl, że będę wykręcać piruety i przemieszczać się ze znaczną szybkością. Nie tak szybką, jak rower, ale za to bardziej zwinnie. No, i czułam się już duża – wiadomo, że jeździłabym ostrożnie.

Rodzice mimo początkowych oporów – złamali się i faktycznie w dniu komunii podarowali mi duże kartonowe pudło z rolkami w środku. Jeszcze tego samego dnia założyłam je na nogi, podtrzymywana przez starsze kuzynki, aby w ogóle zachować pionową postawę. Wystarczyły jednak niecałe 3 godziny, kilka porządnych fikołków i dwa siniaki, abym opanowała jeżdżenie samej i wiedziała, czego mam nie robić, aby się nie wywalać.
Filip do tej pory nie czuje się pewnie na rolkach, mimo że jeździ na nich już trzeci sezon.

czterolatek na nartach

Dzieci uczą się znacznie szybciej niż dorośli. Kiedy mają motywację, właściwie nie istnieją dla nich żadne przeszkody.

Kiedy wygraliśmy z Filipem wycieczkę do Livigno – byliśmy trochę przerażeni. Miejscowość znajdowała się we Włoszech i była otoczona Alpami. Ja nigdy nie jeździłam na nartach, a Filip ostatni raz miał je na nogach w wieku około 10 lat. No, ale wygraliśmy, trzeba było jakoś wykorzystać te dwa tygodnie – myśleliśmy, dopóki nie dotarliśmy na „oślą łączkę”, wyglądającą jak nasza stara, poczciwa Gubałówka.  Na najwyższe szczyty wjeżdżaliśmy tylko w celu zrobienia fotek i z szokiem patrzyliśmy na czterolatki szusujące na nartach na wprost, jak najszybciej się da.
Pługi? Pff. Może w wieku trzech lat, tak się tam jeździ.

Mimo chęci – nie jesteśmy w stanie się przełamać, by zaryzykować i zjeżdżać z bardziej skomplikowanych tras. Trochę to frustrujące w wieku 30 lat wiedzieć, że mimo wielu możliwości w życiu – mamy też wiele ograniczeń, które sami sobie narzucamy przez strach przed ryzykiem. Kiedy byłam dzieciakiem i wymyśliłam sobie, że coś zrobię – po prostu to robiłam, często zdzierając sobie kolana do krwi. Teraz częściej zdarza mi się, że czegoś w ogóle nie robię przed strachem, że coś złego mnie spotka. Głupie, ale tak mam.

czterolatek na nartach

Gdy Lilka miała 3.5 roku, babcia zaproponowała jej wspólny wyjazd na narty.

Mała była szczęśliwa i z uwagą wykonywała ćwiczenia zalecane jej przez instruktora. 30-40 minut, to jednak maksimum możliwości, które mogła z siebie dać. Szybko męczyły się jej nóżki, niektórych figur nie była w stanie powtórzyć. Jednak oswoiła się ze sprzętem, nauczyła utrzymywać równowagę i rok później – sama domagała się, aby zabrać ją w góry.

Cóż mieliśmy do stracenia? Czas? W życiu – Lilka jeździła po godzinie dziennie w towarzystwie znanego jej już instruktora – pana Karola i wracała z wypiekami na twarzy, zmarznięta i szczęśliwa, że… zjeżdżała z tej samej góry co babcia. Babcia, która odważyła się zjechać ze szczytu Kotelnicy dopiero po 3 regularnych latach jeżdżenia po oślej łączce. Bo się bała. Bo była przerażona na myśl, że sobie nie poradzi.
A dzieciak?

czterolatek na nartach

W trzecim dniu nauki, instruktor stwierdził, że Lilka dobrze sobie radzi i zabrał ją na szczyt Kotelnicy. Na wyciągu poczęstował ją Mambą, czym właściwie do końca ją kupił. Na dodatek pochwalił ją kilka razy, czym podbudował jej morale i nawet kiedy się wywracała – traktowała to jako część nauki. Śmiała się, że „łapała zające”.

Czytając cały ten tekst powyżej, zapewne już znasz odpowiedź na moje pytanie. Tak, warto uczyć dziecko od najmłodszych lat. Nawet jeśli nie opanuje jazdy perfekcyjnie – to przecież nie o to w tym chodzi. Przede wszystkim – dajemy mu odkryć nowe dziedziny w życiu. Sporty, pasję, hobby. Do tego maluch nie stwarza sobie niepotrzebnych barier, tylko zwyczajnie próbuje. Tak naprawdę – dzieciak nawet nie zdaje sobie sprawy, że może mu się nie udać.

To potem procentuje. Lilka z każdy takim wyjazdem staje się odważniejsza, bardziej otwarta i przede wszystkim – ma fantastyczne wspomnienia. A z nartami jest jak z jazdą na rowerze. Jak już się raz opanuje, to umie się całe życie.

O autorze

Klaudyna Turczyńska

Od jakiegoś czasu na trzecie mam „Mama”. Na co dzień jestem animatorką, nauczycielką i aktorką – czasem zdarza mi się pilotować samolot i gryzdać kredą po chodnikach.